• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Nie wstydzę się trzeźwości

    Notował: Piotr Sacha

    dodane 12.08.2017 08:43

    - Alkohol leżakował u mnie najdłużej 15 minut - wspomina Krzysztof Łukasik z Katowic. Jezus wyciągnął go z nałogu i powołał na świadka.

    W podstawówce byłem ministrantem. Lubiłem stać blisko ołtarza. W pewien sposób fascynowała mnie służba. Później poszedłem do szkoły zawodowej, gdzie poznałem nowych kolegów. Koniec z ministranturą – w tym wieku wydawało mi się, że to naturalna kolej rzeczy. Zaczęły się imprezy.

    Postoje

    Stałym punktem sobotnich wieczorów była mocno zakrapiana alkoholem dyskoteka. A stałym punktem niedzielnych poranków – kac, luki w pamięci i brak chęci, żeby pójść na Mszę. Z czasem pojawiło się pytanie: Po co Kościół? Swoją niewiarę karmiłem potknięciami księży, plotkami na ich temat. Skończyło się tym, że przestałem się spowiadać. W niedzielę zawoziłem babcię do kościoła, a sam szedłem do baru na piwo i hamburgera. Na koniec setka wódki. I powrót z babcią do domu, cztery kilometry samochodem. Wtedy piłem już codziennie. Organizm się domagał.

    Wyjechałem do Anglii za pracą. Tam poznałem moją żonę, która nie od razu chciała się ze mną związać. Ale byłem uparty. Wychodziłem sobie ją. Po jakimś czasie wróciłem jednak do mojej wioski. Weronika została. W Polsce widywaliśmy się raz na dwa miesiące, kiedy przyjeżdżała do kraju. Wsiadałem wtedy w auto i pędziłem do niej przez 250 kilometrów, robiąc postoje na stacjach benzynowych. Uzupełniałem „płyny”… I nie chodziło o paliwo do samochodu.

    W końcu – musiało do tego kiedyś dojść – straciłem prawo jazdy. Gdzieś na bocznej drodze, niedaleko domu ściąłem po pijanemu znak i wpadłem do rowu. Przyjechała policja. Miałem 1,6 promila. W moim samochodzie przewalały się puste buteleczki po setkach, dwusetkach. Bo alkohol leżakował u mnie najdłużej 15 minut.

     Znaki

    Dostrzegam wiele znaków Bożej Opatrzności. Prowadząc po pijanemu, mogłem przecież kogoś zabić. Nigdy nie straciłem też pracy ani nie dostałem nagany z powodu picia. Szef przymykał oko na alkohol w firmie. Grunt, żeby wykonać swoją robotę.  

    Mój tata zmarł po tym, jak spadł z drabiny. Wyrzucałem Bogu, że do tego dopuścił. I miałem kolejny argument, żeby pić. Musiałem zająć się rodzinnym gospodarstwem. Sił do tego zadania również szukałem w procentach. 

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół