• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Czasem i dwóch nie daje pacjentowi rady

    dodane 10.08.2017 00:00

    Pracują ciężko, ratując życie. I coraz częściej mierzą się z zagrożeniem własnego życia. O tym, dlaczego zespół karetki pogotowia powinien być traktowany jak służba mundurowa, mówi Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

    Marta Sudnik-Paluch: Ostatnio w Jastrzębiu-Zdroju miał miejsce kolejny przypadek pobicia ratownika medycznego przez agresywnego pacjenta. Czy jadąc na wezwanie, załoga karetki coraz częściej myśli o tym, jakim niespodziewanym zagrożeniom będzie musiała stawić czoła?

    Artur Borowicz: Prawda jest taka, że ratownicy czują się coraz mniej bezpiecznie. Mówię to, patrząc z perspektywy czasów, kiedy sam jeździłem w pogotowiu. Teraz są narkotyki, dopalacze, których efektem są tak agresywne i niespodziewane zachowania ludzkie, że można mówić o realnym zagrożeniu dla członków zespołu ratownictwa medycznego.

    Dyskusja o dopalaczach zwykle dotyczy ich skutków dla zażywającego. Pan zwraca uwagę, że substancje psychoaktywne mocno wpłynęły na sposób pracy ratowników.

    Człowiek po bardzo dużej ilości alkoholu jest mocno otępiały. Jego agresja i reakcje są bardzo spowolnione. Natomiast dopalacze wyzwalają bardzo dużo siły, niekontrolowanej agresji. W okresie wysypu takich przypadków jeździliśmy na wezwania z policją.

    Dlaczego?

    Policjanci byli potrzebni, żeby takiego człowieka po dopalaczach przytrzymać, uspokoić. Czasem dwóch czy trzech ratowników nie dawało rady. Czasem i policji było mało.

    Coraz więcej takich przypadków odbija się szerszym echem w dyskusji publicznej. Państwo sami starają się nagłaśniać takie sytuacje. W jakim celu?

    Podam dwa przykłady. Sprawa w Zabrzu – ratownik biegł po defibrylator, by ratować 2-latkę, która miała drgawki. Został znokautowany przez ojca dziecka. Efekt: złamana szczęka. Inna sytuacja: nieprzytomny pacjent, jednak po udzielonej mu pomocy odzyskuje świadomość i wpada w niekontrolowaną agresję. Wybija zęba ratowniczce i podbija oko lekarzowi. Takich przypadków po dopalaczach było coraz więcej. One nie powinny się zdarzyć. Chcemy zakodować w świadomości społecznej, że na ratownika wykonującego czynności nie wolno podnieść ręki. Dlatego każdy taki przypadek staramy się piętnować, zgłaszamy na policję. Art. 222 KK mówi, że każda osoba wykonująca medyczne czynności ratunkowe podlega ochronie prawnej jak funkcjonariusz publiczny. W szczególności dotyczy to ratowników. Ratownicy nie mogą się bać wykonywać swoich obowiązków. Przecież zdarza się, że przyjeżdżamy w nieciekawe okolice. My musimy ratować życie, a nie bać się o swoje.

    Mówi Pan o drodze prawnej, a jakie wnioski wyciągają Państwo po takich incydentach dla swojej codziennej pracy?

    Mamy procedury, które określają, jak zachować się w danej sytuacji. Przede wszystkim musimy udzielać pomocy w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia, ale pamiętając o swoim bezpieczeństwie. Mówiąc obrazowo: podczas pożaru, kiedy wali się dom, ratownik medyczny nie ma prawa tam wchodzić. Powinien czekać na strażaków, którzy są na takie sytuacje przygotowani, mają odpowiednie wyposażenie. Naszym zadaniem jest podjąć współpracę ze strażą, przejąć poszkodowanych, których wyprowadzą ze strefy zagrożenia. Postępując inaczej, ratownik naraża się na niebezpieczeństwo, może sam zostać ranny i potrzebny będzie kolejny zespół ratunkowy.

    Może potrzebna jest zatem edukacja o szacunku dla pracy ratownika?

    W Stanach Zjednoczonych ratownik wydaje polecenia do tłumu i nie ma możliwości, żeby nie zostały one wysłuchane. U nas bywa różnie. Ratownicy nie są służbą mundurową. Trzeba natomiast jak najczęściej przypominać, że pełnią coś w rodzaju takiej służby.

    Bardzo potrzebnej służby!

    Co 2 minuty wyjeżdża zespół ratowniczy na sygnale, taka jest rzeczywistość WPR w województwie śląskim. Dlatego nie chcę, żeby ktokolwiek miał wrażenie, że się żalimy. Akty agresji to są jednostkowe przypadki. To nie jest tak, że co godzinę jest atakowany ratownik i jesteśmy na jakiejś wojnie, ale te incydenty zostawiają głęboki ślad. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół