• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Pierwszy rok na gruzach

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 31/2017

    dodane 03.08.2017 00:00

    Zacznijcie od zdjęcia. Widzicie starszą, spaloną słońcem kobietę? To 84-letnia mieszkanka Amatrice. W zeszłym roku zmarł jej mąż. Miał 92 lata. Umarł nie ze starości, a pod gruzami własnego domu…

    Do pewnego momentu kobieta czuła, że mąż ściska jej dłoń. Potem musiała złapać się już innej ręki. Spod gruzów wyciągnął ją syn… Staruszek to jedna z 299 ofiar tego strasznego trzęsienia ziemi. Mieszkańców Amatrice, włoskiej gminy, która w ubiegłe lato zamieniła się w gruzowisko, dopiero co odwiedziła pewna rodzina z Katowic.

    Powiedz: kocham

    Od tragedii minął prawie rok. Amatrice jak po wybuchu wojny zniknęło z powierzchni ziemi i z pamięci zabieganego świata. Spod gruzów w szafach wystają ładnie ułożone ubrania. Dostrzec można też samochody zawalone kamieniami i zabawki czekające na swoich małych właścicieli. Dziś – ciągle wśród gruzów – toczy się tam życie. Powstają mieszkalne baraki, jest i hala dla ocalałych zwierząt, gdzie na świat właśnie przyszedł mały cielak… Gmina, o której mowa, znajduje się na terenie górskiego parku narodowego Gran Sasso. Amatrice leży w prowincji Rieti regionu Lacjum, którego stolicą jest Rzym.

    To dość istotna informacja, bo choć na co dzień Amatrice zamieszkiwało ok. 2,8 tys. osób, w sezonie było ich o wiele więcej. W pięknie położonych górskich miejscowościach swoje domy mieli właśnie Włosi ze stolicy. Dziś, o ile przeżyli, nie mają już dokąd wracać. Amatrice jest zamknięte dla turystów, nie wolno tu robić zdjęć ani chodzić wśród ruin. Małżeństwo z Katowic: Monika i Tomasz Chmurowie oraz ich syn Kuba na wszystko uzyskali zgodę od samego burmistrza. Tomasz jest lekarzem, Monika – przedstawicielem farmaceutycznym, Kuba po wakacjach rozpocznie naukę w szóstej klasie szkoły podstawowej. Rodzina na Facebooku prowadzi podróżniczy blog Chmurki w Podróży, na którym opisuje swoje wyprawy dalsze lub bliższe. Zasada podróżowania jest tylko jedna – wszędzie muszą być razem. Razem też wpadli na pomysł, by konkretnie pomóc mieszkańcom Amatrice. – Rodzina jest największą wartością. Staramy się to pielęgnować, a Kubie w głowę wbić: „Powiedz to, co masz do powiedzenia do końca, bo możesz nie zdążyć. Możesz nie zdążyć powiedzieć: kocham cię”. Dlatego na przykład dużo chodzimy w góry. Gdy się idzie ze sobą 5 godzin, to można się powadzić, pogodzić, obgadać, co było, coś zaplanować… – wyjaśnia ojciec rodziny Tomasz Chmura. – W zeszłym roku byliśmy w Umbrii. Tam jest takie miasteczko Norcia – znane z trufli i znakomitego jedzenia. Kiedy zapytasz Włocha, gdzie jest najlepsza kuchnia, to powie, że u niego w domu, ale wszyscy zgodnie powiedzą też, że najlepsze jedzenie jest w Norcii. I myśmy tam pojechali, żeby się najeść – dopowiada. Norcia to po polsku Nursja. 30 października, już po trzęsieniach ziemi, które najbardziej dotknęły Accumoli, Amatrice, Posta i Arquata del Tronto, kolejny wstrząs zniszczył właśnie to miasto. Choć tym razem nikt nie zginął, Nursję opłakiwali przede wszystkim wierzący. Tego dnia runęła bazylika św. Benedykta, patrona Europy. Kiedy w styczniu tego roku na hotel Rigopiano di Farindola niedaleko Pescary spadła śnieżna lawina (zginęło wtedy 29 Włochów), rodzina z Katowic nie potrzebowała już więcej znaków. Postanowiła pomóc Italii. – To był impuls chwili, puściliśmy posta na Facebooku i okazało się, że bardzo dużo ludzi nas wspiera – wspominają. – Postaraliśmy się o poparcie prezydenta miasta Katowice. Umieścili nas na swoich stronach, mogliśmy skorzystać z ich logo i rozpoczęliśmy akcję w śląskich w szkołach. Zaczęli od szkoły podstawowej w Pałacu Młodzieży w Katowicach, w której uczy się Kuba. Poza Katowicami do akcji przyłączyły się Świętochłowice, Ruda Śląska i Tarnowskie Góry.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół