• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Kopiec ma 80 lat

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 24/2017

    dodane 15.06.2017 00:00

    Kilka razy w roku na horyzoncie majaczą Babia Góra i szczyty Tatr. Większość śląskiej metropolii widać z tego wierzchołka na co dzień, a na wieże piekarskiego sanktuarium patrzy się stąd z góry. Wyjątkowa śląska budowla ma urodziny.

    Chodzi o 80-letni już kopiec Wyzwolenia w Piekarach Śląskich. Został uroczyście poświęcony w obecności tłumów mieszkańców Śląska 20 czerwca 1937 roku. Z usypaniem go przedwojenni Ślązacy poradzili sobie w 5 lat – wyprzedzając plan o całe 3 lata. Użyli 29 tys. metrów sześciennych ziemi. Do przywiezienia takiej masy materiału potrzebnych byłoby ponad 400 ciężkich wagonów kolejowych – a im wystarczyły furmanki... – Użyli ziemi z podnóża i okolicy kopca, ale też przywozili ją z dalszych okolic – relacjonuje Andrzej Kołodziejczyk z Piekar-Szarleja, autor broszury poświęconej kopcowi.

    Kopiec ma 20 m wysokości i 68 m szerokości. Został usypany, żeby upamiętnić 15-lecie powrotu Śląska do Polski oraz 250-lecie marszu przez Piekary armii króla Jana III Sobieskiego na odsiecz Wiednia. Przemarsz polskich wojsk, które ocaliły Europę przed zalewem islamu, zrobił bowiem w 1683 r. ogromne wrażenie na Ślązakach – wówczas poddanych cesarza Austrii. Przychodzili z daleka do głównych dróg, żeby podziwiać toczące się w tumanach pyłu działa artylerii koronnej, maszerujące pułki piechoty i wspaniałe chorągwie husarskie. Wyglądało to imponująco, pomimo że część ich wyposażenia jechała na wozach. Rocznica tamtego przemarszu wypadła akurat w roku 1933, gdy ruszała budowa kopca. Bardzo często za łopaty i taczki chwytali na tej budowie ludzie, którzy przyjeżdżali na pielgrzymkę do sanktuarium MB Piekarskiej, nieraz całymi rodzinami.

    – Po Mszy św. szli pod kopiec i pracowali. Niejednokrotnie w tych odświętnych strojach – mówi Andrzej Kołodziejczyk. Wśród młodych, którzy spontanicznie przychodzili tu czasem popracować, byli jego rodzice, wtedy jeszcze nastoletni. Dotarło też 565 zorganizowanych delegacji, m.in. ze szkół i urzędów. Dużo pracowali tu powstańcy śląscy, a nawet sam Wojciech Korfanty z żoną i dziećmi. Ślązacy pchali w górę taczki i wagoniki po oplatających kopiec dróżkach. Te dróżki istnieją do dzisiaj. – Później firma „Samochód” z Katowic ofiarowała kołowrót z silnikiem spalinowym do wciągania wagoników z ziemią – mówi pan Andrzej. Dlaczego jednak kopiec Wyzwolenia stanął akurat na tym wzgórzu, na północny zachód od centrum Piekar? – Przed wyruszeniem do III powstania śląskiego właśnie tutaj przysięgę składała duża grupa powstańców z okolic Piekar i Bytomia – relacjonuje Andrzej Kołodziejczyk. – Wybrano pod budowę to wzgórze także ze względu na mieszkańców Bytomia, który po powstaniach znalazł się po niemieckiej stronie granicy. Maszt i flaga na nim miały im przypominać, że Polska o nich pamięta i czeka na przyłączenie. Kopiec był widoczny od Rozbarku aż po centrum Bytomia – tłumaczy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół