• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Siostra będzie mi służyć

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 23/2017

    dodane 08.06.2017 00:00

    Aż 150 lat obecności w Pszczynie świętują siostry boromeuszki. 11 czerwca zapraszają wszystkich na imprezę do ogrodów Domu Pomocy Społecznej przy ul. Warownej.

    Zagrają znakomite zespoły, będą atrakcje dla małych i dużych. A przede wszystkim będzie okazja do poznania mieszkańców tego domu – pięciu znakomitych sióstr boromeuszek oraz ich 72 chorych psychicznie podopiecznych – też znakomitych, choć zmagających się z chorobą i cierpieniem. No i będzie tam prawie 50 świeckich pracowników, którzy, podobnie jak siostry, są ludźmi pełnymi pasji. Wraz z siostrami oni też formują się w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem.

    Różaniec zamiast smalcu

    Już 150 lat minęło od chwili, kiedy w Pszczynie zjawiły się dwie pierwsze siostry boromeuszki: Ida i Kunegunda. Nie było jeszcze szpitala, więc odwiedzały chorych w domach, żeby im pomagać; często też towarzyszyły ludziom przy śmierci. Z czasem sióstr przybywało – zwłaszcza że 149 lat temu dojazd do Pszczyny się poprawił, gdy powstała tu stacja kolejowa... No i świadectwo życia tych pełnych poświęcenia kobiet pociągało do nowicjatu młode dziewczyny. Wkrótce boromeuszki prowadziły w mieście sierociniec, szkołę gospodarczą dla dziewcząt, dom starców. Dopóki władze pruskie tego nie zakazały, były nauczycielkami w szkole powszechnej, a kiedy powstał szpital, stały się jego najbardziej dyspozycyjnymi pielęgniarkami. Gdy w nocy lekarz potrzebował asysty przy pilnej operacji, po prostu budził siostry, które mieszkały w szpitalu.

    W czasie niemieckiej okupacji i w latach PRL-u boromeuszkom odbierano pracę w kolejnych miejscach. Dzisiaj mają w Pszczynie tylko jeden dom – przy ul. Warownej. Wobec swoich podopiecznych stosują tu – dokładnie tak jak ośrodki świeckie – farmakologię i terapię. Oprócz tego mają jednak dla chorych jeszcze pewną propozycję: nawiązania więzi z Panem Bogiem. I choć to tylko propozycja, a nie obowiązek, wielu pacjentów codziennie przychodzi na nabożeństwa do kaplicy. Zdarza się zresztą, że farmakologia nie wystarcza. Jedna z pacjentek po nocach całymi godzinami wołała, że nienawidzi swojego życia i nie chce żyć. Na dodatek co chwilę podchodziła do dyżurki z prośbą na przykład o wiadro smalcu do nasmarowania się... – Kiedy nic nie pomagało, mówiłam: „Pani Zosiu, siadamy i odmawiamy Różaniec”. I to niesamowite, ale ona po dwóch, trzech dziesiątkach zupełnie się uspokajała, wracała do łóżka i spała do rana w spokoju i ciszy – wspomina Małgorzata Zajchowska, terapeutka. Później pani Zosia całkiem się wyciszyła – dzięki temu, że szczególnie zaprzyjaźniła się z jedną ze świeckich wolontariuszek, przyjaciółką Domu, panią Edzią.

    Basia otwiera oczy

    Co tydzień wiernie tu przychodzą także 13-letni Igor i 15-letni Marcin, najmłodsi wolontariusze. Przyprowadzają do chorych swoje psy – yorki. Niedawno Marcin zaproponował, żeby odwiedzić leżącą na oddziale kobiecym, chorą na pląsawicę panią Basię, choć wydaje się, że nie ma już z nią kontaktu. Jest to związane z postępami choroby. – Mówię: „Pani Basiu, jest maj, były pani urodziny, a dzisiaj Igor i Marcin przyszli specjalnie dla pani”. I wie pan, że ona otworzyła oczy i zaśmiała się, jak kiedyś? – opowiada terapeutka Justyna Nowakowska. – Chorzy psychicznie potrzebują nie tylko leków, oprania i umeblowania pokoju. Chodzi o to, żeby czuli się ważni! I żeby mieli kogoś blisko siebie. Każdy potrzebuje miłości! – komentuje z pasją. Pacjenci trafiają do tego domu już wyciszeni po leczeniu szpitalnym, jednak zdarzają się remisje choroby. Wtedy niektórzy z nich potrafią zachowywać się uciążliwie. Kiedy s. Lidia Suchta była tu po raz pierwszy jako dyrektor i dopiero rozglądała się po swoim miejscu pracy, specyficzne powitanie sprawiła jej pani Jadzia, pacjentka z wyższym wykształceniem. Nie podała siostrze ręki. – Hm, nowa dyrektorka? – zapytała oschle. A kiedy s. Lidia potwierdziła, pani Jadzia rzuciła: – Jestem Jadwiga, jak ta królowa. Jak siostra jest tu dyrektorką, no to siostra będzie mi służyć. Choć zabrzmiało to jednocześnie szorstko i bardzo zabawnie, s. Lidia zachwyciła się głębokim sensem tych słów. – Pomyślałam: „Ale mam zadanie!” Pani Jadzia świetnie mi pokazała, jakie jest moje miejsce. Nie zarządzanie, ale służba! To zdanie ciągle we mnie pracuje – przyznaje. Osoby, które wybiorą się na dzień otwarty, będą mogły spotkać m.in. pana Bogdana, łagodnego i sympatycznego mężczyznę, który trafił tu dopiero przed czterema miesiącami. I sam w pewnym momencie poprosił o przygotowanie go do... Pierwszej Komunii Świętej. Przygotował go do niej ksiądz proboszcz Krystian Janko. – Pan Bogdan 1 maja miał Komunię, a już 4 maja bierzmowanie – relacjonują pracownicy domu. Dziś codziennie uczestniczy w Mszy św.; widać, że głębokie przeżywanie wiary zmienia go na lepsze. Na Pierwszą Komunię św. pana Bogdana przyszedł jego ojciec, który deklaruje się jako ateista i który też serdecznie zaprzyjaźnił się z siostrami. Okazało się zresztą, że wcale nie jest takim ateistą, jak na wstępie powiedział, lecz raczej człowiekiem poszukującym Boga. Zapewne też będzie w niedzielę ze swoimi nowymi przyjaciółmi na dniu otwartym.

    Program jubileuszu:

    11 czerwca: 12.00 – Msza św. w kościele Wszystkich Świętych. Od 14.00 do 20.30 – dzień otwarty w ogrodzie Domu Pomocy Społecznej – „Klasztorek” (ul. Warowna 59). Wystąpią m.in.: Chór Gospel God’s Property, Magda Anioł, Carrantuohill, Cyrkland. Ponadto: bufet, atrakcje dla dzieci (m.in. dmuchańce, przejażdżka na kucyku) oraz niespodzianki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół