• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Wypełnianie przepaści

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 22/2017

    dodane 01.06.2017 00:00

    Ewa i Mariusz dzięki wspólnocie trudnych małżeństw uczą się kłócić. – Kłócić bez nienawiści – precyzuje Ewa.

    Pierwsze, co rzuca się w oczy, kiedy Mariusz Krywosz staje w drzwiach, to T-shirt z napisem „Moja żona jest księżniczką”. – Był taki moment w moim życiu, że wyobrażałem sobie, że mogę żyć bez mojej Ewy. Bez dzieci nie, tylko bez niej. Dziś wiem, że to synowie mnie kiedyś opuszczą, a z żoną zostanę – przyznaje szczerze. Ale żeby to zrozumieć, potrzebował spotkań Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”.

    Będzie pewność, że wrócicie

    – Trudno się samemu przed sobą przyznać: „Tak, moje małżeństwo wymaga ratunku”. Początkowo dla mnie jako faceta to było nie do przejścia – wspomina Mariusz. Do żorskiej wspólnoty trafił z żoną Ewą cztery lata temu, kiedy wydawało się, że ich związek jest już nie do uratowania. – Wcześniej dwa razy wyprowadzałem się z domu. Atmosfera między nami była trudna do zniesienia: albo karczemne awantury, albo mijanie się bez słowa, totalna cisza – mówi. – Pamiętam, że po jednej z awantur zadzwoniłam z płaczem do siostry – włącza się Ewa. –

    Odebrał szwagier. Powiedziałam mu, że to koniec, że ja już Mariusza nie kocham i musimy się rozstać. Usłyszałam, że to niemożliwe, bo łączy nas sakrament małżeństwa. Wtedy chyba tylko on i moja siostra wierzyli, że uda nam się pokonać kryzys – dziś te słowa Ewa wypowiada z uśmiechem. To właśnie siostra i szwagier wyszukali spotkania wspólnoty „Sychar”. – Moja pierwsza odpowiedź to było stanowcze „nie”. Nie będę się spowiadał przed grupą katoli, stwierdziłem. Byłem pewien, że mimo wszystko sami damy radę rozwiązać nasze problemy. Ale Pan Bóg zadziałał i już na pierwszym spotkaniu poczułem, że konferencja, którą wygłosiła siostra, jest specjalnie dla mnie, o moich problemach – przyznaje szczerze Mariusz. – To pierwsze spotkanie właściwie niewiele zmieniło w naszej relacji. Nie wiem, czy nie zrezygnowalibyśmy, gdyby nie fakt, że na zakończenie otrzymaliśmy od księdza Henryka ikonę, która peregrynowała do kolejnych uczestników. Kiedy nam ją wręczał, powiedział: „Weźcie, przynajmniej będzie pewność, że wrócicie na następne spotkanie” – dodaje Ewa.

    Naklejka

    Wrócili, choć nie było łatwo. W każdym z małżonków tkwiło bowiem głębokie przekonanie, że uda się tylko, jeśli to drugie diametralnie zmieni swój sposób postępowania. – Nie ma co lukrować. Myśmy się kłócili, wracając z każdego spotkania – wspomina Mariusz. Dopiero na rekolekcjach małżonkowie wreszcie poczuli, że zaczyna się coś zmieniać. – Wtedy trochę daliśmy się ponieść. We mnie urosło przekonanie, że już wszystko za nami, że tylko super będzie. Nawet sobie nakleiłem na samochodzie informację o wspólnocie „Sychar”. I przyszedł kolejny kryzys – Mariusz spogląda na Ewę.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • PTaraski
      30.06.2017 09:12
      Uczą się kłócić? W Piśmie Świętym jest jasno powiedziane, jak mają wyglądać relacje małżeńskie: żony mają być poddane mężom. Przypomina o tym na wielu miejscach, w NT przynajmniej siedmiokrotnie. To jest Boży porządek dla małżeństwa. Nie wierzę, żeby w jakimś małżeństwie, gdzie żona jest poddana mężowi dochodziło do kłótni, bo tam nie ma do niej powodów. No chyba, że są jakieś problemy psychiczne.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół