• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Jadę, bo muszę

    Katarzyna Widera-Podsiadło

    |

    Gość Katowicki 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    – Kochana, kupiłam już 35 różańców, dam każdemu, kto będzie chciał. Bo po co komu dziś pieniądze, wszyscy mają, a różańców wielu nie ma, to im dam – ciągle słyszę te słowa wypowiedziane przez jedną z uczestniczek II Pielgrzymki Chorych Archidiecezji Katowickiej do Lourdes.

    Po co? Przecież te różańce pewnie będą wrzucone przez obdarowanego do szuflady albo jakiegoś pudełeczka i tak ślad po nich zaginie.

    Lotto i Lourdes

    To chyba jeszcze tylko w Lourdes jest się chwilę zanurzonym w rzeczywistość odrealnioną. W tym świecie Paweł jest opiekunem dla dwóch osób: żony, która miała wylew przed 20 laty i odtąd jej stan stale się pogarsza, i syna, który od 30 lat nie słyszy. – Jadę, bo muszę, tak to czuję – mówi i uśmiecha się pogodnie, jak gdyby nie niósł w duszy żadnych trosk. Skąd bierze tę pogodę ducha? To proste – od Maryi. W tym świecie jest też Anna, która przed dwoma laty uprosiła dla mamy cud uzdrowienia z choroby nowotworowej. Pani Zofia, jadąc z córką do Lourdes, nie wiedziała, jak bardzo złe ma wyniki. Córka prawdę wyjawiła dopiero po powrocie. Wtedy też zaczęła się chemia. Po kilku miesiącach okazało się, że wyniki są bardzo dobre.

    – Dlatego muszę podziękować i znów tu jestem – mówi Anna lekko drżącym głosem. Jej serce ściska żal, gdy myśli o kolejnej chorej osobie, którą niesie Maryi, ale tę historię zostawia już w swoim sercu. Jest tutaj też pani Irena, osoba, która wygrała 3 tysiące złotych w Lotto i mogła dzięki temu pojechać do Lourdes, a która mnie potem wyściskała, dziękując, że mogła opowiedzieć o swoim szczęściu. Jest i Sylwia, która pcha wielki wózek inwalidzki z zapałem, wręcz z miłością. Od tylu lat... Robi to przecież dla siostry. – Bo siostra jest moim powołaniem – mówi. Miała pięć lat, gdy na świat przyszła Dorota. Pewnie dokładnie wszystkiego nie pamięta. Nie może pamiętać przeżyć rodziców, którym już po raz drugi urodziło się wtedy dziecko z rozszczepem kręgosłupa. Co musieli czuć ci ludzie, którzy wcześniej przeżyli śmierć 10-miesięcznej córeczki? Stan Doroty był lepszy, ale operacja nie poszła zgodnie z zamierzeniami i kobieta od 52 lat jeździ na wózku inwalidzkim. Przyzwyczaiła się do tego, już nie pyta: dlaczego tak wygląda moje życie? Nie chciałaby, by było gorzej, i głównie o to prosi Maryję. Sylwia mówi, że zawód pielęgniarki wybrała pod wpływem problemów zdrowotnych siostry. Gdzieś w głębi duszy czuła, że musi ten zawód wybrać, bo w przyszłości będzie pomagać siostrze. Pamięta, był czas, że pytała siebie, czy to ona musi odnaleźć się w tej roli. A może ktoś inny. Ale kto? Wreszcie zrozumiała: „Więc to my znów będziemy razem, jak w dzieciństwie”. Gdy zwiedzały Lourdes, usłyszały, że Bernadetta to „najmniejsza z najmniejszych” wybrana przez Maryję. A może Dorota jest też wybrana? – tak czasem sama myśli. A Sylwia? Też wybrana dla Doroty.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół