• facebook
  • rss
  • Pamięci Piotra Szymona, fotografa i dobrego człowieka

    Tekst i zdjęcia Józef Wolny

    |

    Foto Gość

    dodane 16.05.2017 11:14

    Byliśmy kumplami przez wiele lat. Piotr był jedyny w swoim rodzaju i sporo mu zawdzięczam. Mam za sobą długi okres żałoby po Piotrze. Trudno mi dziś wracać myślami do tamtego czasu, smutku i traumy związanej z jego odejściem. Poukładałem sobie już w mojej pamięci jego fizyczną nieobecność.

    Razem odkryliśmy na początku lat dziewięćdziesiątych Misteria Wielkiego Tygodnia w Kalwarii Zebrzydowskiej. Znaliśmy atmosferę tego wydarzenia ze zdjęć Adama Bujaka. To, co tam zobaczyliśmy, przerosło nasze wyobrażenia. Pamiętam. Tłumy i skupione twarze ludzi. To nie był teatr, to nie było przedstawienie! Orszak pasyjny chroniony grubą liną i tysiące pielgrzymów. Od ponad trzystu lat młodzi i starzy porzucają tam troski dnia codziennego. Stają się pielgrzymami. Mają cel do osiągnięcia, idą do swojej "Jerozolimy" na dróżki pełne błota, potu i zmęczenia. Idą, dobrowolnie chcąc czynić pokutę, zadośćuczynienie za zło wyrządzone ludziom i Bogu. Wielu patrzy w ziemię, odważni w twarz zakonnika grającego postać Jezusa. Stąpają krok w krok za oprawcami w kartonowych zbrojach i Umęczonym.

    Każdy chce być blisko Chrystusa, dosłownie blisko. Czasem tworzy się zamieszanie, trzeba użyć siły. Dlaczego zziębnięci i zabłoceni pragną ekspiacji, skoro wierzą, że Chrystus dokonał tego przed dwoma tysiącami lat za nich? Tradycja nie pozwala im być obojętnymi. Chcą się doskonalić, zrzucać ciężar grzechu. Pielęgnować obyczaj ojców. Zachowują wiarę i nadzieję w zmartwychwstanie. Pamiętam, siła wiary mroziła powietrze i nie było miejsca na obojętność czy lekceważenie. Nie ukrywam, że ze zdjęć, które wtedy zrobiłem, jestem do dziś dumny.

    Byłem wtedy młodym, sprawnym fotoreporterem i udało mi się zarejestrować wszystkie upadki Chrystusa. Cały przebieg zdarzeń w planach ogólnych i detalach. Przywiozłem do redakcji pełnokrwisty materiał prasowy. Niestety, spotkało mnie rozczarowanie. Jeden z ówczesnych redaktorów podpisał moją delegację, ale zaznaczył, że taki materiał nikogo nie interesuje, bo jest to tak zwana religijność ludowa. Nie ukrywam, że był to spory zawód i nigdy więcej do Kalwarii Zebrzydowskiej nie pojechałem. Co gorsza, wydawało mi się wtedy, że zrobiłem najlepsze zdjęcia, jakie tam można było wykonać, i mogę sobie ten temat "odpuścić". Po latach zrozumiałem, jak bardzo się myliłem.

    Piotr konsekwentnie co roku był tam obecny i po wielu latach zrobił wspaniały zestaw zdjęć "Pielgrzymi", którym zakończył studia fotograficzne w Instytucie Twórczej Fotografii w Opawie. Dziś wiem, że był już wtedy bardzo dojrzałym człowiekiem i świadomym fotografem. Szukał rozwiązania wielkiej tajemnicy w twarzach i gestach prostych ludzi. Prawdą jest, że fotografię można uprawiać na różnym poziomie świadomości albo - jak kto woli - z różnym natężeniem rozeznania tego, co najważniejsze.

    Piotr wiedział. Treścią bowiem tych wydarzeń, jeśli odrzucimy przaśną konwencję przedstawienia, są dwa słowa, które dotyczą każdego z nas bez wyjątku - śmierć i zmartwychwstanie. Śmierć codzienna, bliska i zmysłowa jak życie. Inaczej jest ze słowem "zmartwychwstanie". Tu nie mamy doświadczenia, sami musimy zdecydować. Sprawa jest poważna, bo to największej wagi dogmat chrześcijaństwa, dla wielu źródło radości życia. Zmartwychwstania nie opisuje żaden ewangelista. Jest to wydarzenie absolutnie transcendentne. Poza granicą poznania. Tajemnica, z którą się wszyscy musimy się zmierzyć. Dziś wiem, że zdjęcia były dla Piotra Szymona tylko pretekstem.

    Na kalwaryjskich dróżkach stoi betonowa figura Weroniki, patronki fotografów. Piotr wielokrotnie ją fotografował. Wyobraźmy sobie tę scenę z Ewangelii. Chrystus niosący krzyż spotyka nikomu nieznaną niewiastę. Oprawcy potrzebują chwili wytchnienia dla siebie i skazańca, każą kobiecie wytrzeć krew z twarzy Chrystusa. Weronika godzi się na rozkaz oprawców, akceptuje to, co się dzieje, nie złorzeczy, jest posłuszna. Przełamuje dystans. Wykonuje gest. Dotyka. Jest blisko. Pojawia się delikatność, wręcz intymność, na wzór współczucia matki wobec syna. Dla skazańca to ulga, ukojenie. I co się wtedy dzieje? Powstaje odbicie, wizerunek, portret, dobry obraz. Punkt zaczepienia dla pamięci Weroniki i innych ludzi. Moja młodsza córka Katarzyna w liceum plastycznym robiła portrety ludziom różnych profesji, w różnych miejscach, z białym krzesłem, symbolem domu. Dzwoniliśmy też do Piotra, nie odbierał telefonu. Kilka dni później otrzymaliśmy informację, że Piotr odszedł z naszego świata w czasie wieczornej kąpieli w Morzu dosłownie Czarnym i wzburzonym.

    W dzień po pogrzebie Piotra pojechaliśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej. Trzymałem przed figurą Weroniki odbitkę z portretem Piotra w formacie 10 x 15 cm. W kadrze obok figury stało białe krzesło. Kasia wyzwoliła migawkę. Warto fotografować, to odpowiedzialne zajęcie. Bezcenne.

    Zdjęcie: Katarzyna i Józef Wolny

    Pamiętam, na początku naszej znajomości, na zlecenie pewnej redakcji, Piotr miał sfotografować kobietę z zakupami. Wywiązał się z tego zadania znakomicie. Starsza kobieta szła - w perspektywie ulicy - z ogromnymi siatkami, powłócząc obolałymi, nienaturalnie spuchniętymi nogami. Grafik z powodu zbyt dużej ilości tekstu skadrował bezmyślnie pionowe zdjęcie Piotra do kwadratowego "pudełka", obcinając nogi kobiety. Piotr dwa dni później zrezygnował z pracy fotoreportera. Nie był w stanie zgodzić się na takie traktowanie fotografii i siebie. Fakty, kadr i logika przestrzeni zdjęcia były dla niego świętością. Dziś, po latach, wiem, że warto być bezkompromisowym w tym, co się robi.

    Spędziłem kiedyś z Piotrem tydzień w Bratysławie. Oglądaliśmy wystawy słynnego Miesiąca Fotografii. Byliśmy w szoku, gdy zobaczyliśmy fotografie Joela-Petera Witkina. Byliśmy zaskoczeni siłą obrazu i myśli dręczących tego człowieka. Na początku uznaliśmy, że to nie nasza bajka, potem jednak nastąpiły długie rozmowy o obliczu człowieka współczesnego. Po części toczę je z Piotrem do dziś.

    Dzisiejszy świat to fotograficzne tsunami. Miliony zdjęć zalewają nas i jedynym ratunkiem jest wybranie lub wykonanie takich, które są dla nas ważne. Nie ma fotografii dobrych czy złych. Dobre to takie, które są potrzebne. Pamięć kształtuje nas, my kształtujemy pamięć. To wszystko umożliwia wędrowanie do siebie samego, kształtuje wrażliwość i powoduje, że traktujemy siebie i innych z powagą i szacunkiem. Taka była fotografia i życie Piotra.

    Fotografie Piotra Szymona można zobaczyć w Muzeum Śląskim do 25 czerwca 2017 r. Wystawa odsłania cztery podstawowe wątki w dorobku artysty, którymi są: pielgrzymi, Romowie, portret oraz eksperyment artystyczny. Taki krąg zainteresowań zadecydował o sposobie prezentacji człowieka, który stanowi centrum konstruowanych przez artystę fotograficznych opowieści.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół