• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Wstałem z wózka

    ks. Rafał Skitek

    |

    Gość Katowicki 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    – W jednym momencie zawalił mi się świat. Musiałem wszystko na nowo sobie poukładać – mówi Jacek. Rok temu zachorował na stwardnienie rozsiane.

    To tak paskudne choróbsko, że jak człowieka dorwie, to trudno się pozbierać. Nie wraca się już do tej pierwotnej sprawności – tłumaczy. – Przez pół roku poruszałem się na wózku inwalidzkim. Rehabilitacja była bardzo wskazana. Nie mogę powiedzieć, że w siemianowickim ośrodku rehabilitacyjno-terapeutycznym „Wichrowe Wzgórze” postawili mnie na nogi. Była to wspólna praca szpitala, ośrodka i moja własna. Ale jak widać, wstałem z wózka, chodzę i całkiem nieźle sobie radzę – mówi z uśmiechem. – Sama rehabilitacja nie jest celem. Bo to nie może być sztuka dla sztuki. Musi być jakiś cel. Powiedziałem sobie, że chcę wrócić do pracy. I udało mi się. W ciągu roku część czasu przeznaczam na rehabilitację, by potem znów wrócić do pracy. Dzięki Bogu nie pracuję fizycznie. Tego mój organizm by już nie wytrzymał – dodaje.

    Prezesem siemanowickiego Stowarzyszenia Chorych na Stwardnienie Rozsiane jest Zbigniew Kadłubek. W ośrodku pracuje z potrzeby serca, zupełnie charytatywnie. Sam choruje na stwardnienie rozsiane. Z pasją opowiada o wszystkim, co dzieje się w „Wichrowym Wzgórzu”. – Chcę pomagać innym. Sam ciągle szukam nowych rozwiązań, eksperymentuję. Stosowałem różne diety, zażywałem wiele leków. To, czego doświadczyłem na własnej skórze, przekazuję dalej. Do tego służy nasz ośrodek. Decyzja o skorzystaniu z rehabilitacji i poradnictwa należy do chorych – wyjaśnia. Poza rehabilitacją i terapią siemianowicki ośrodek prowadzi grupy wsparcia i poradnictwa indywidualnego. Na miejscu dostępni są: masażysta, fizjoterapeuta i rehabilitant. Raz w miesiącu odprawiana jest Msza. – Rehabilitacja osób chorych na SM powinna przebiegać na trzech płaszczyznach – przekonuje prezes Kadłubek. – Przecież tu chodzi o ciało, duszę i umysł. Człowiek jest jednością – dodaje. Przyczyny choroby do dziś nie są do końca znane. Wielu wymienia stres. Ale jest ich więcej. To choroba układu odpornościowego. – Obrazowo mówiąc, to tak jakby pozbawić kabel elektryczny izolacji. Każdy elektryk wie, że wtedy nie przewodzi on już prądu tak, jak trzeba – mówi Jacek. – Poza tym każdy ma inne objawy. Jeden ma problemy z ręką. Inny z nogą. Ktoś może mieć problemy z mową lub ze wzrokiem. Albo nie potrafi opanować drżenia kończyn. Może być tak, że dzisiaj normalnie z księdzem rozmawiam, a jutro nie będę umiał podnieść się z łóżka – dodaje prezes Kadłubek.

    Stowarzyszenie powstało 23 lata temu. W ciągu roku rehabilituje się tu ok. 200 osób, od 19. do 75. roku życia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół