• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Zmartwychwstałemu obróć serce

    ks. Rafał Skitek

    |

    Gość Katowicki 15/2017

    dodane 13.04.2017 00:00

    Złożyli Bogu przyrzeczenie. Są mu wierni od 345 lat! Procesję rozpoczynają w Poniedziałek Wielkanocny. Przez 7 kolejnych niedziel obchodzą przydrożne krzyże. Ale to nie wszystkie zwyczaje wielkanocne, jakie zachowały się na Górnym Śląsku.

    W pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych po nieszporach, na które szło się całymi rodzinami, wyciągano poświęconą palmę z wazonu. Obcinano jej dolną część tak, by uzyskać patyki o długości ok. 10 cm. Robiono z nich specjalne krzyżyki, które – zwykle w pierwszy lub drugi dzień świąt – wtykano do ziemi na polu.

    Palmą po plecach

    Była to forma modlitwy o urodzaj i prośba o Boże błogosławieństwo. Trzymano się zasady, że z krzyżykami trzeba iść pieszo. Nie wolno było użyć wozu ani roweru. A to dlatego, że Pan Jezus też szedł na Golgotę. Podobnie czyniono w domach i mieszkaniach. Wykonane z palm krzyżyki wtykano m.in. w odrzwia, za obrazy i inne domowe zakamarki – tłumaczy Marek Szołtysek. W niektórych rejonach Górnego Śląska, np. w Radoszowach, obrzędowi towarzyszyło pokropienie domowników wodą święconą.

    Czasem nawet łykano bazie. Wierzono, że to dla zdrowia. Był też zwyczaj umieszczania palmy na nowo wybudowanym szkielecie dachu, żeby w przyszłości nie uderzył w niego piorun. Poświęconą palmą – podobnie jak gromnicą – biło się też nawzajem po plecach. Wszystko po to, żeby się nie garbić, być zdrowym i żeby nie bolały kości. Warto przypomnieć, że tradycja na Górnym Śląsku nakazywała, aby palma składała się przynajmniej z 7 różnych rodzajów krzewów. Symbolizowały one siedem mieczy boleści, które przebiły serce Maryi pod krzyżem. Wśród roślin nie mogło zabraknąć jednej z kolcami. Wskazywała ona na koronę cierniową Chrystusa. Wykorzystane w dekorowaniu palm wstążki, suszone i sztuczne kwiaty, barwione trawy i zboże są obcą naleciałością.

    Skąd ten „zajączek”?

    W wielu śląskich domach przeżywanie świąt Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczynało się już udziałem w liturgii Triduum Paschalnego. Do świątecznego stołu zasiadało się zwykle po Mszy i procesji rezurekcyjnej wokół kościoła. Był czas na wielkanocne śniadanie, modlitwę i życzenia. Każdy musiał skosztować poświęconych w Wielką Sobotę potraw. Tyle, by starczyło pozostałym członkom rodziny. Na stole nie mogło zabraknąć jajek, szynki, chleba oraz wielkanocnych ciast. Zapewne do dziś te świąteczne potrawy i zwyczaje podtrzymywane są w wielu domach. Ale niewielu chyba wie, skąd na Śląsku wziął się zajączek. I dlaczego to właśnie on w Wielkanoc przynosi prezenty. Dzieci szukają ich zaraz po przebudzeniu, często obok łóżka. – A powinno się ich szukać w ogrodzie albo pod krzakami. Czasami umieszczano je w specjalnie zrobionych wcześniej gniazdach z drewna, tektury czy słomy – tłumaczy Marek Szołtysek. Wielkanocny zajączek nie jest żadną tradycją religijną. To świecki zwyczaj. Na Śląsk przyszedł w XIX wieku z Niemiec. Chodzi o dawną staroniemiecką, pogańską boginię wiosny, której symbolem były właśnie zające. To one ofiarowywały w prezencie jajka, bo kury na wiosnę znosiły ich dużo. Ostara – bo tak miała na imię pogańska bogini – dała nazwę Wielkanocy w języku niemieckim: Ostern.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół