Nowy numer 16/2018 Archiwum

Poza naszym wzrokiem

Wiedziałeś, że właśnie w śląskiej aglomeracji mieszka jedna z najsilniejszych w Polsce populacji... chomika?

Problem w tym, że w naturze chomiki – hanysy są trudne do zaobserwowania. Chyba lubią swoje nory – skąd my to znamy… – bo spędzają w nich prawie cały dzień. Większość z nich wychodzi na zewnątrz dopiero o zmierzchu.

Po mordzie od zająca

Można za to jednego takiego śląskiego chomika zobaczyć w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu. Właśnie otwarto tu nową, trzecią część wystawy stałej „Przyroda Górnego Śląska”. Nazywa się „Pola i łąki”. Dołączyła do dwóch poprzednich części, które noszą tytuły: „Lasy” oraz „Wody i mokradła”. – Pokazaliśmy tutaj to, co często dzieje się na polach i łąkach Górnego Śląska, ale poza naszym wzrokiem – mówi Waldemar Żyła, kurator wystawy.

Akcja głównej części tej wystawy przebiega wczesną wiosną. Widać więc tutaj to, co dokładnie w tej chwili dzieje się w górnośląskiej przyrodzie. Są na przykład dwa zające, które ostro boksują się przednimi łapami, zupełnie jak bokserzy. To walka samców związana z wiosennymi parkotami, czyli łączeniem się zajęcy w pary. – Pokazujemy tutaj także ptaki, które niby wszyscy znają, ale mało kto widział, czyli kuropatwy, bażanty, czajki... Te ostatnie potrafią udawać kalectwo, żeby odciągnąć drapieżnika od gniazda – wskazuje kurator. – Tam stoi kozioł sarny w zimowej jeszcze szacie; zachował też po zimie scypuł, czyli takie futerko na porożu – dodaje.

Chomik spod Bytomio

Wspomniany na początku chomik europejski jest wyraźnie większy niż chomiki trzymane w domach. Nie da się go oswoić. Zwykle chowa się przed człowiekiem w norze, ale gdy trzeba, jest waleczny. Potrafi stanąć do walki nawet ze znacznie większym od siebie przeciwnikiem, np. z psem, drapiąc go i gryząc swoimi siekaczami. – Bardzo dużo tych chomików żyje koło Bytomia i Piekar. I to tuż za miastem, na przykład na polach przy drodze z Bytomia do Siemianowic. Wśród kapusty i zboża jest tam pełno ich nor – informuje Waldemar Żyła.
Wystawa prezentuje też wycinki z innych pór roku. Jest m.in. przekrój przez kopiec i podziemne korytarze kreta, z wydrążoną głęboko i wyłożoną miękką trawą sypialnią. Obok sypialni jest też spiżarnia, pełna... dżdżownic. – Kret przegryza tym dżdżownicom układ nerwowy, wskutek czego one nie giną, ale nie mogą uciec... Wszystko wygląda tutaj jak w naturze, poza tym, że u nas jest światło, a u kreta całkowite ciemności... Jemu to nie przeszkadza, bo jest niemal zupełnie ślepy – opowiada kurator.

Waldemar Żyła ma nadzieję, że ludzie, którzy zobaczą tę wystawę, wyłączą komputery i wyjdą z domów za miasto. – Nie trzeba nawet iść daleko. Właśnie teraz jest szansa, że na łąkach i polach zaobserwujemy przynajmniej niektóre ze zwierząt, które są pokazane na wystawie – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma