• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Czaszki i motyle

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 09/2017

    dodane 02.03.2017 00:00

    Ślązak z wyboru, ogromnie zasłużony dla regionu, ze względu na słabnący wzrok przed czterema laty wyjechał do syna pod Tarnów. Teraz do Katowic wróciły jego znakomite obrazy i rysunki.

    Na wystawie prof. Macieja Bieniasza w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach widać dużo czaszek. Ten widok jednak wcale nie jest przygnębiający. – Przecież wszyscy mają czaszkę – komentuje ks. Leszek Makówka, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach. – Czaszka u Bieniasza często jest symbolem życia. Pyta, w którą stronę nasze życie pójdzie i co ostatecznie w tym życiu będzie miało sens – mówi. Przechodzimy przed kolejnymi obrazami: z czaszką i wypalonymi zapałkami, czaszką z Biblią, Hostią i kilkoma pędzlami, czaszką i motylami. Dalej jest jeszcze czaszka, która leży obok pięknych, soczystych owoców, namalowanych tak dobrze, że ma się ochotę po nie sięgnąć i zjeść. Ślązak z Krakowa Maciej Bieniasz ma 79 lat. Pochodzi z Krakowa, ale nazywa siebie „Ślązakiem z wyboru”.

    Do Katowic przyjechał w 1969 r. z żoną Małgorzatą, która organizowała tu filię UJ – Wydział Prawa przyszłego Uniwersytetu Śląskiego. „Z początku byłem przerażony, bo trafiłem do blokowiska, robotniczej sypialni Katowic. Zacząłem wtedy malować cykl »Portret miasta«. Niektórzy twierdzili, że to jest raczej donos na miasto... Malowałem go w ramach katharsis, żeby nie budzić się w nocy z krzykiem: »Mamo, ratuj, gdzie ja się znalazłem?!«” – mówił w 2012 roku. „Na szczęście od tamtego czasu Śląsk bardzo się zmienił, a i ja lepiej go poznałem i zrozumiałem. Teraz darzę Śląsk miłością, i to ze wzajemnością” – wyznawał. W Katowicach urodziły się jego dzieci Bartek i Agnieszka. „Sądziłem, że tu umrę i zamelduję się na Sienkiewicza w Katowicach, gdzie już jest grób żony i córki. Jednak okazało się, że zacząłem tracić wzrok. Muszę więc zamieszkać w rodzinnej Galicji, u mojego syna w Tarnowie. Syn z synową powiedzieli, że się ociemniałym dziadkiem zajmą” – powiedział nam przed pięcioma laty. Od 1974 do 2009 roku Maciej Bieniasz pracował w katowickiej filii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Był współzałożycielem grupy artystycznej Wprost. I choć nie uważa się za poetę, to on w grudniu 1981 r. napisał najsłynniejszy wiersz stanu wojennego – „Idą pancry na Wujek”. Był też związany z naszą redakcją, bo razem z żoną tworzył przez lata miesięcznik „Mały Gość Niedzielny”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół