• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Bezdomność to nie wybór

    ks. Rafał Skitek

    |

    Gość Katowicki 07/2017

    dodane 16.02.2017 00:00

    W noclegowni mogą się trochę „podreperować” i stanąć na nogi. Przynajmniej tyle. Potem gdzieś się „ulatniają”. Zwykle ruszają w dalszą wędrówkę... w poszukiwaniu upragnionego domu.

    Bezdomnych szuka przez cały rok. Jest tzw. street-workerem. Do ich „kryjówek” udaje się czasem w towarzystwie innych. Już od 9 lat. Spotyka ich przede wszystkim w kanałach ciepłowniczych, pustostanach lub leśnych szałasach. Czasem w jakichś namiotach czy też altankach działkowych. Zwłaszcza zimą. Bezdomni zatrzymują się tam zwykle na jakiś czas. Potem wyruszają dalej. – Ich miejsce pobytu ustalamy sami albo wskazują nam je mieszkańcy. Współpracujemy też z policją i strażą miejską – mówi Krzysztof Podlas, prezes katowickiego Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

    Sam na sam

    Spotkania z bezdomnymi nie zawsze są łatwe. Jeżeli jest to pierwszy kontakt, bywa trudno. – Można powiedzieć, że gdy do nich jadę, to „wchodzę na ich grunt”. Oni mnie nie znają, więc są skrępowani i wystraszeni. Czasami takich osób poszukuje policja. Zazwyczaj chodzi o jakieś niewielkie wykroczenia, często przedawnione. Problem w tym, że oni nie są tego świadomi. Dlatego w dzień się ukrywają, a w nocy wychodzą ze swoich „kryjówek” – mówi Krzysztof Podlas.

    Nie każda wizyta u bezdomnych kończy się jednak sukcesem. – Razem ze współpracownikami wielokrotnie byliśmy już przeganiani. Padają często niecenzuralne słowa i wyzwiska. Bywa, że lecą nawet butelki. Tym jednak nie należy się przejmować. Jeśli chce się pracować z tymi ludźmi, trzeba być na to przygotowanym – dodaje. – Po nieudanej próbie nie odpuszczam. Przychodzę znowu. Do skutku! Bywa, że o jednego człowieka trzeba nieraz walczyć 10, 15 razy. To jest tak, że sposobem naszego bycia, częstotliwością spotkań, stylem rozmowy staramy się go „zdobyć”. Jeśli nam zaufa, to już pół sukcesu. Dopiero wtedy mówimy, po co tu jesteśmy i co robimy. Czasem wracamy z kwitkiem. Pomimo wielu prób i rozmów bezdomni nie chcą przekonać się do noclegowni. Pewnie dlatego, że przywykli już do dawnego stylu życia – mówi prezes katowickiego Koła.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół