• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Księże Franciszku, mamy problem

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 07/2017

    dodane 16.02.2017 00:00

    Mógłby być patronem zakochanych, finansów, zdrowia i dzieci. Przynamniej tak uważają Marta i Paweł Mierzwińscy z Katowic-Giszowca.

    Z Giszowcem związani są od dziecka. To tu jest ich dom, tu zaczęła się ich przygoda z Ruchem Światło–Życie i tu swoje początki ma ich miłość.

    Zuch chłopak

    Paweł do oazy trafił pod koniec liceum. Nieśmiały, zachęcony przez kolegę, dołączył do grupy młodych spotykających się przy parafii św. Stanisława Kostki w Katowicach. Parę lat później w tej samej wspólnocie pojawiła się Marta. Mimo że Paweł nie był już wtedy na oazie, udało im się na siebie trafić. Dzięki wspólnym znajomym i… ks. Franciszkowi. – Wierzymy, że ks. Franciszek jest u Pana Boga. Zatem mógłby być patronem od łączenia par – uśmiecha się Paweł. – W ks. Blachnickim zafascynowało mnie całkowite zaufanie pomocy Bożej, Jego opiece w realizacji Bożych dzieł. Dla małżonków założyciel oazy jest także patronem trudnych spraw. Mimo że ks. Blachnicki nie jest jeszcze oficjalnym świętym Kościoła, to właśnie jego prosili o wstawiennictwo, gdy u dziecka brata Pawła w okresie prenatalnym wykryto wadę serca. Hubert urodził się dwa miesiące przed terminem. – W dzień wspomnienia odejścia do Pana ojca Franciszka Blachnickiego szwagierka z dzieckiem miała konsultacje u kardiologa. Tego dnia stwierdzono, że z sercem wszystko jest w porządku – mówi Paweł. Dziś Hubert ma 5 lat i jest zuchem. Niedawno świętował swoje urodziny. Paweł i Marta zaczęli się spotykać w 2001 r. I od początku, jak przyznają, wspólnie też się modlili. W Domowym Kościele są już prawie 10 lat. Zaczynali w kręgu w Mysłowicach-Bończyku. Dziś są animatorami u siebie, w parafii św. Barbary na Giszowcu. Wspólnota wspomaga ich w duchowym rozwoju.

    Zrób coś

    – Bez wiary, bez Boga ciężko ze sobą byłoby żyć – uśmiecha się Marta. – Każdy przecież ma swój charakter, każdy chce dążyć do swoich własnych celów. Ale w małżeństwie nie o to chodzi. Były takie chwile, gdy chciałam powiedzieć Pawłowi: „Jak nic się nie zmieni, to się wyprowadzam”. Ale dzięki modlitwie i wspólnocie łatwiej się ze sobą zgrywaliśmy. Dowodem na to są chyba nasze dzieci. Jest ich niemała gromadka. Co jakiś czas do pokoju, gdzie rozmawiamy, po paluszki i wafelki przychodzi cała czwórka uśmiechniętych chłopców. Piąty, najmłodszy, w brzuchu mamy, jest z nami cały czas. Chwilę przed opuszczeniem mieszkania Mierzwińscy pokazują mi grupowe zdjęcie z rekolekcji wakacyjnych. – Popatrz, tu jest bocian – wskazują palcem. – A potem urodził się Szczepan… – Codziennie wieczorem modlimy się całą rodziną. To jeden z najważniejszych punktów dnia – mówi Paweł. A Marta dodaje, że w spontaniczną modlitwę włączają się i chłopcy. Ks. Blachnicki w rodzinie Mierzwińskich to też dobry patron finansów. – Wiele lat temu zachwyciłem się tym, że ks. Franciszek w kwestiach materialnych całkowicie ufał Bogu. I my też staramy się tak żyć – mówi Paweł. Zaraz później opowiada o niedawnej interwencji założyciela oazy. Paweł wiedział, że pewna kwota ma wpłynąć na ich konto. Jednak za cud uważał fakt, że mogłoby się to stać właśnie w tej chwili. – Powiedziałam mu: „Zrób coś, żeby te pieniądze były” – wyjaśnia Marta. Jej mąż poszedł się modlić. – Po modlitwie przychodzę do Marty, pokazuję esemesa: powiadomienie z banku o przelewie – mówi. Obecnie, jak przyznają Marta i Paweł, dzięki 500 plus mają się naprawdę lepiej. Wcześniej zdarzało się, że wsparcie otrzymywali także od przyjaciół z Domowego Kościoła. – Mieliśmy dużo trudnych sytuacji, wspólnota o tym wiedziała. Nie pytając o nic, przychodził dobry anioł i pomagał – przyznaje Marta. A Paweł dodaje, że ks. Blachnicki pomógł im jeszcze w jednej sprawie. Znów dotyczyła ona rodziny jego brata. – Zbyszek zdecydował się na wyjazd do pracy do Szwecji. Wiadomo, nie jest to korzystne dla rodziny. Modliłem się do ks. Blachnickiego, żeby jakoś zadziałał. Nie minęły dwa tygodnie, a brat był z powrotem w kraju. Dostał dobrą pracę – mówi zadowolony. Owoce Blachnickiego małżonkowie widzą też w ŚDM. Przyznają, że wizją duszpasterstwa ks. Franciszka zafascynował się Jan Paweł II, inicjator spotkań młodych świata z ojcem świętym. Z sentymentem wspominają imprezę na katowickim Muchowcu z lipca zeszłego roku. Na koniec Paweł wyjaśnia, że jego marzenie sprzed lat dziś realizuje się na Tyskich Wieczorach Uwielbienia. – Po jednych rekolekcjach oazowych kolega zaproponował, byśmy modlili się razem wieczorami. To były lata 90., było nas ok. 20. Stwierdziliśmy, że może kiedyś będzie tak, że na modlitwie w kościele braknie miejsca. Tak dzieje się w Tychach…

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół