• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Spalaj od góry

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 01/2017

    dodane 05.01.2017 00:00

    Jak palić w piecu, żeby nie truć sąsiadów i zaoszczędzić? Mieszkańców Mikołowa uczą tego strażnicy miejscy i strażacy z OSP.

    Przeprowadzili pokazy pod aż dziewięcioma kościołami. Zapalili ogień w dwóch bliźniaczych piecykach. Wrzucili do nich taką samą ilość węgla i drewna. Zostawili nawet identyczne szpary dla dopływu powietrza. Różnica była jedna: do pierwszego pieca włożyli podpałkę tradycyjnie, od dołu, a w drugim – ułożyli ją na górze, na węglu. Odpalanie i... oba piecyki podobnie zadymiły. Przez następne dwie minuty widzowie mogli czuć się rozczarowani, bo nie było widać większej różnicy. W minucie trzeciej jednak piecyk, w którym ogień został rozpalony od góry... prawie przestał dymić. Po jeszcze dłuższej chwili różnica stała się bardzo wyraźna. Z pieca rozpalonego od dołu buchał gęsty, czarny dym, a z tego, w którym zachodziło „spalanie górne” – delikatny, ledwie dostrzegalny dymek. Niektórzy z widzów sądzili, że w tym drugim piecu po prostu zgasł ogień. – Na życzenie pewnej pani w dzielnicy Reta w czasie pokazu trzy razy otwieraliśmy piecyk, bo nie dowierzała, że węgiel już się pali... Została do końca i zobaczyła, że po pół godzinie z obu piecyków wyciągamy żar – wspomina Bogusław Łuczyk, komendant Straży Miejskiej w Mikołowie. – W czasie pokazów zawsze podchodził też ktoś z mieszkańców i mówił, że też pali od góry już od pięciu albo trzech lat. I dodawał: „Do palenia od dołu już nie wrócę, bo w ciągu zimy spalam o tonę albo o dwie tony mniej” – mówi.

    Nowe palenie

    Spalanie górne staje się ostatnio modowym hitem wśród właścicieli tradycyjnych pieców centralnego ogrzewania. Największa w tym zasługa grupy zapaleńców z Rybnika, którzy założyli stronę www.czysteogrzewanie.pl. Nie są specjalistami; jest wśród nich na przykład „z zawodu programista, z konieczności domowy palacz”. Zrobili za darmo to, co powinny robić instytucje powołane do ochrony środowiska, żyjące z państwowych pieniędzy: nauczyli tysiące Polaków, jak palić węglem bez dymu, a przy tym oszczędzać. Rybnicka ekipa deklaruje: „Co nas różni od Alarmów Smogowych? Podczas gdy oni najchętniej pozbyliby się ludzi ogrzewających węglem jak przykrego zapachu lub natrętnej muchy, my chcemy tym ludziom pomóc, by ogrzewanie ich domów było tańsze i mniej uciążliwe dla otoczenia. W mniemaniu działaczy stanowimy zagrożenie, bo gdyby ludzie szerzej zastosowali nasze wskazówki i przestali kopcić, to o wiele trudniej byłoby przeforsować wymianę starych kotłów na nowoczesne i ekologiczne”. Przypominają, że wielu Polaków nie stać na wymianę pieca. „Działacze Alarmów Smogowych wydają się rekrutować spośród dobrze sytuowanych mieszkańców budownictwa wielorodzinnego, dla których ogrzanie domu nigdy nie stanowiło wyzwania finansowego. Stąd tak łatwo jest im odsądzać od czci i wiary osoby kopcące węglem, które stanowią dla nich problem techniczno-estetyczny porównywalny z psią kupą na trawniku. My na co dzień ogrzewamy nasze domy węglem. Wiemy, jak to jest, gdy brakuje pieniędzy na opał, gdy w domu trzeba siedzieć w kalesonach oraz swetrze przy +15 stopniach” – napisali.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół