• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Nasze śląskie kalkutki

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 38/2016

    dodane 15.09.2016 00:00

    Są wśród nich śliczne, młode dziewczyny. Cały ich dobytek to łóżko i stojąca obok mała szafka we wspólnej sali. Siostry Misjonarki Miłości są w górnośląskiej aglomeracji od trzech dekad.

    Tuż przed kanonizacją Matki Teresy z Kalkuty do katowickich Sióstr Misjonarek Miłości na Krasińskiego przyszedł pobity bezdomny, wypuszczony z izby wytrzeźwień. Widać było, że jest w złym stanie. Tacy ludzie mają problemy nawet z przyjęciem do szpitala, bo nie są ubezpieczeni. Siostry zaprosiły go do domu. Upadł pod prysznicem. Dostał nowe, czyste ubranie, bo stare do niczego się nie nadawało. Wychodzący z bezdomności mężczyźni, który pomagają tutaj siostrom, ostrzygli mu włosy maszynką, bo miał wszy. – Coś zjadł i poszedł się położyć, bo chciał odpocząć. O jedenastej w nocy jeszcze chrapał – relacjonuje Grzegorz Guzy, który sam jest bezdomnym uratowanym przez siostry. Kiedy pan Grzegorz chciał o siódmej rano obudzić biednego na śniadanie, ten był już zimny. Umarł w czystej pościeli. Jak człowiek.

    Zaskoczony biskup

    Zadowoleni z siebie obywatele nieraz takimi ludźmi gardzą, podejrzewając, że z własnej winy doprowadzili się do takiego stanu. A katowickie Siostry Misjonarki Miłości, zwane przez biednych kalkutkami, zamiast obwiniać, podają biednym rękę. Niejednego już wyciągnęły z bezdomności. Niejeden też – zamiast skonać w delirium gdzieś w kanale, wśród brudu, w smrodzie niemytych ciał – zmarł w ludzkich warunkach, otoczony miłością. – Matka Teresa mówiła, że Jezus w Eucharystii i Jezus w ubogich to jest ten sam Jezus – komentowała przełożona katowickich kalkutek w czasie dziękczynienia za ich 30-letnią obecność na Górnym Śląsku. Mszy św. z tej okazji w kościele przy Granicznej w Katowicach przewodniczył abp Wiktor Skworc. Było to też dziękczynienie za kanonizację Matki Teresy. – Nie zapominamy, że stopy nowej świętej chodziły po ulicach i chodnikach Chorzowa, Piekar i Katowic – mówił metropolita katowicki. Arcybiskup był tego świadkiem przed 30 laty. – 20 września 1985 r. ówczesny biskup katowicki Damian Zimoń zwrócił się do Matki Teresy z pisemną prośbą o otwarcie domu Misjonarek Miłości w Katowicach. Już w marcu 1986 r. grupa sióstr przybyła do Katowic, aby zobaczyć miejsce ich przyszłej posługi. Jednym z efektów tej wizyty był list bp. Damiana Zimonia do Matki Teresy: „Jestem zaskoczony tym, że misjonarki miłości potrzebują tak mało rzeczy dla ich życia i pracy. Prosiły tylko o jedną rzecz – tj. opiekę duchową – oczywiście takowa zawsze zostanie zapewniona” – mówił abp Skworc. Relacjonował, że siostry najpierw zamieszkały w Chorzowie, a w Katowicach dopiero w 1991 roku. Wspominał też wizytę samej Matki Teresy. W lipcu 1986 r. była w Katowicach, Chorzowie i Piekarach Śląskich. W księdze pamiątkowej sanktuarium w Piekarach zostawiła wpis: „Maryjo, Matko Jezusa, daj nam Twoje serce tak piękne – tak pełne miłości i pokory, byśmy mogli kochać Jezusa tak, jak Ty go kochałaś”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Marcin
      23.09.2016 18:46
      Siostry są niezwykłe! Ja żyje pracoje ślub szykuje a w 2013 byłem bezdomnym czlowiekiem bez nadziei sam w sobie umarłem dużo piłem jak to mówiliśmy wódkę na kościach prawie umarłem ale właśnie pojawiły się one Siostry MC Kocham Was i serdecznie dziękuję i pozdrawiam
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół