• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Płyną razem od ŚDM

    ks. Rafał Skitek


    |

    Gość Katowicki 30/2016

    dodane 21.07.2016 00:00

    Jest rok 2005. Iza przygotowuje się 
do udziału w spotkaniu młodych w Kolonii. Grzegorz też. Jeszcze nie mają pojęcia, jak bardzo udział w Światowych Dniach Młodzieży zmieni ich życie.

    Grzegorz i Iza Mularczykowie z Rybnika od zawsze byli blisko Kościoła. Iza należała do Ruchu Światło–Życie, uczęszczała też do szkoły sióstr urszulanek w Rybniku. Grzegorz należy do Akcji Katolickiej.


    Pierwsze kroki


    Na ich pierwsze Światowe Dni Młodzieży w Kolonii 
w 2005 roku pojechali w dwóch różnych grupach. – Może w tym wielkim tłumie wymieniliśmy się chociaż spojrzeniami – uśmiechają się. – Dla mnie były to jedne z najpiękniejszych dni w moim życiu. Tam po raz pierwszy poczułem prawdziwą wspólnotę Kościoła: śpiewy, modlitwy i entuzjazm wiary – opowiada Grzegorz. Spotkanie z papieżem Benedyktem wspominają bardzo dobrze. – Zastanawialiśmy się, czy sobie poradzi. Był znany jako wielki intelektualista – wspólnie tłumaczą. – Ale kiedy na niego patrzyliśmy, czuliśmy, że to jest „nasz” papież. 
Z Kolonii nie chcieli wyjeżdżać. – To były dla nas wyjątkowe dni. Zobaczyłam, że Kościół jest młody, Niemcy zaś okazali się bardzo gościnni – opowiada Iza. 
Udział w kolejnych ŚDM był dla nich oczywisty.

    Ale gdy Benedykt XVI ogłosił, że następne spotkanie młodych odbędzie się w Sydney, wiedzieli, że nie będzie to łatwe. – No tak, myślę sobie: „To były moje pierwsze i ostatnie Dni Młodzieży” – mówi Grzegorz. – Ja sądziłam podobnie. Nawet mi się nie śniło, że uda mi się polecieć do Australii – dodaje Iza.


    A jednak się udało


    Ksiądz Stanisław Gańczorz z Żor kompletował grupę do Sydney. – Zapytał mnie wprost: „Grzegorz, chcesz jechać?”. Bez wahania odpowiedziałem, że tak, ale co z tego, skoro mnie nie stać – opowiada. Kapłan wziął wszystko w swoje ręce, znalazł sponsorów, dzięki którym wyjazd stał się możliwy. Zaś rodzice Izy sami wyszli z inicjatywą i zaproponowali jej wyjazd. – Nie miałam odwagi ich o to prosić – wspomina. 
Na ŚDM jeździli regularnie z różnymi intencjami. Jedną z nich – jak zgodnie mówią – było znalezienie dobrych kandydatów na żonę i męża. – Ja wcześniej z tą intencją chodziłam na pielgrzymki do Częstochowy. Byłam aż pięć razy i nic – uśmiecha się Iza.
Podczas pobytu w Sydney wyszło na jaw, że Iza uwielbia Brazylię. Marzy jej się zwiedzić plażę Copacabana w Rio de Janeiro. Ale na ŚDM w Ameryce Południowej musi jeszcze poczekać. Póki co na horyzoncie było spotkanie młodych w Madrycie. Do Hiszpanii jechali w dwóch innych grupach. Już tradycyjnie. Na miejscu mieszkali w innych miejscowościach. 
Kiedy Benedykt XVI ogłosił, że następne ŚDM odbędą się w Rio de Janeiro, Grzegorz wyrzucił z siebie: „O rany, znowu tak daleko!”. – A ja się ucieszyłam – mówi Iza – bo to przecież Brazylia i moja ukochana Copacabana. 


    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół