• facebook
  • rss
  • Zacznij głośno krzyczeć

    Aleksandra Pietryga

    dodane 07.06.2016 15:03

    Pewnego dnia mój mąż stracił pracę...

    Rozpoczął się jeden z najtrudniejszych etapów w życiu naszej rodziny. Półtora roku szukania nowego miejsca zatrudnienia i długi rosnące w zastraszającym tempie. Pracy wciąż nie było, a my modliliśmy się o wypełnienie się woli Bożej...

    Pewnego wieczoru stwierdziłam, że mam już wszystkiego dość. Postanowiłam, że wrócę do domu i urządzę potężną awanturę z latającymi przedmiotami. Niestety, mój mąż sangwinik, widząc, na co się zanosi, wycofał się do pokoju obok. Porządna kłótnia, którą zaplanowałam, musiała poczekać.

    W tym momencie nasz niespełna trzyletni synek zaczął się domagać cukierka. Wiedząc, że zaraz będzie kolacja, odmówiłam. Franek, który odziedziczył mój temperament, zaczął tupać nóżkami, protestować i głośno manifestować swoją wolę. Normalnie takie zachowania dzieci powodują, że poziom mojej agresji się gwałtownie podnosi. Tym razem popatrzyłam na niego spokojnie, wzięłam na kolana i powiedziałam: „Franusiu, zacznij teraz tak samo głośno wołać do Pana Boga, żeby dał tatusiowi pracę i pieniądze”. Maluch, wciąż porządnie rozzłoszczony, zaczął powtarzać moje słowa, krzycząc i domagając się tego, co mu podpowiadałam. Nie zwracał się jednak już do mnie, ale wyraźnie wpatrywał się w krzyż i wołał do Pana Boga. I kiedy tak głośno się modliliśmy, ja i Franek, po raz pierwszy domagając się od Boga konkretów, w pokoju obok zadzwonił telefon. Mój mąż został zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Poszedł i dostał pracę.

    Facecie! Nie musisz nosić na barkach całego świata, nawet swojego. Nie musisz zmagać się i walczyć sam. Swoimi tylko siłami zasługiwać na sukces, powodzenie, awans zawodowy. Stań się jak dziecko. Jezus zaprasza cię do takiej postawy. Bóg chce, żebyś był podobny do trzyletniego Franka, który „wymusił” na Nim zmianę sytuacji naszej rodziny, w czasie, kiedy my chcieliśmy to zrobić sami.

    Ten, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy (por. Ef 3,20), chce dać nam WSZYSTKO, chce dać nam o wiele więcej niż potrzebujemy. Do Niego należą nasze życie, zdrowie, praca zawodowa, do Niego należą wszystkie pieniądze świata. Jednym słowem może odmienić każdą sytuację życiową. On chce to robić dla nas, bo nas kocha. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Bóg jednak z niczym się nie narzuca. Izraelici wyszli z niewoli egipskiej dopiero wtedy, gdy zaczęli Boga prosić, wołać do Niego, kiedy uświadomili sobie, że są niewolnikami. Wtedy zawrócili do Boga, a On uleczył radykalnie ich życiową sytuację.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • MichałObrębski
      08.06.2016 09:43

      Do: Sp

      Nie.

      Praca jest towarem. Jej cena - pensja - zależy od podaży i popytu. Podaż pracy w Polsce, i to wykwalifikowanej, jest spora. Popytu - ludzi posiadających pieniądze, gdyż tylko tacy zatrudniają - jest znacznie mniej niż w bogatszych krajach.

      I stąd pochodzą niższe płace w Polsce (oraz masowa emigracja do Wielkiej Brytanii). Nie z jakiejś wady wolnego rynku.

      Tu przy okazji ważna uwaga. Podnoszenie podatków i ustalanie "godnej" płacy minimalnej utrudniają, lub, jak sam Pan zauważył, wręcz uniemożliwiają zatrudnianie. Zatem działania PiS generują bezrobocie. Każdy kto "szlachetnie" uderza w "niesprawiedliwych" bogatych generuje bezrobocie i biedę. Trzeba to mocno powiedzieć.

      Wspomniana pielęgniarka po podniesieniu kwalifikacji ma większą szansę na wyższe zarobki, nie mniejszą. Poza tym płace pielęgniarek mają wzrosnąć, bo "niewiele z tego było realnego dochodu" czy zmaleć, ponieważ "większości ludzi (...) nie stać po prostu na dobre wynagrodzenie pracy innych osób"?

      I jeszcze jedno. Chore dziecko w domu jest dramatem. Ale ciężar i rozwiązywanie tego dramatu spoczywają na rodzinie, nie państwie. Po pierwsze państwo nie jest w stanie pomóc setkom czy tysiącom obywateli. (To politycy, którzy sami nikomu nie pomagają, kłamią, że jest.) I po drugie, utrzymywanie rodziny, a nie żądanie zasiłku, jest zamysłem bożym. I to już od Starego Testamentu.

      Pozdrawiam.
      Michał Obrębski

       

    • Jan76
      09.06.2016 14:13
      Ja to widzę tak - od dziecla chłopcu mówi się, że ma być twardy. Stosuje się "zimny chów". Wbija się mu do głowy, że przedewszystkim ma utrzymać rodzinę którą założy. Potem kiedy traci pracę spotyka się z odrzuceniem szczególnie ze środowisk katolickich.
      Staje się w swoim mniemaniu nikim. Na koniec interweniuje Pan Bóg bo żona już nie wytrzymuje :)
      Może od pocztku coś było nie tak?

      Wśród moich znajmomych widze trzy pary, które składają wnioski do sądu. We wszystkich mąż spełniał swoją powinność. Głównie tą najważniejszą(?).
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół