• facebook
  • rss
  • Możesz mówić „Tatusiu”

    dodane 21.04.2016 00:00

    z ks. prof. Jerzym Szymikiem rozmawia Przemysław Kucharczak


    Przemysław Kucharczak: Siedmiu papieży sprawowało urząd za Księdza życia. Dlaczego akurat Benedykt?


    Ks. prof. Jerzy Szymik: Pamiętam doskonale moment jego wyboru, kwietniowe konklawe 2005 roku. Nie wiem dokładnie, jak czuli się apostołowie na górze Tabor, ale przypuszczam, że jakoś tak – przynajmniej w pewnym aspekcie. Oni usłyszeli: „Jego słuchajcie”. I ja po wyborze Benedykta wyraźnie też coś takiego usłyszałem.


    Takie głębokie, duchowe doświadczenie?


    Duchowe, głębokie, przejmujące. Choć żaden obłok się nie pojawił i nie usłyszałem fizycznie żadnego głosu, poza tym w samej głębi duszy. 


    Właściwie powinniśmy to wezwanie stosować do wszystkich papieży.


    Oczywiście. Obecny papież jest moim papieżem, następcą Piotra, poprzednicy Benedykta również, kolejny po Franciszku też będzie moim papieżem, jeśli dożyję. Ale Benedykt XVI to też fenomenalny profesor teologii, jeden z największych teologów, jacy kiedykolwiek zasiadali na Piotrowej Stolicy. A ponieważ ja też param się teologią, więc zwłaszcza to mnie w nim ujmuje. Sądzę, że w ostatnim półwieczu nie powstała lepsza teologia niż jego.


    Jakie słowa Benedykta najgłębiej Księdza dotknęły i zmieniły?


    Jego genialnych „bon motów” mogę wymienić naprawdę sporo... Przywołam dwa. Pierwszy to: „Boję się tylko u dentysty”. Dobrze powiedziane, świetnie ilustrujące jego odwagę w starciu zwłaszcza z mediami liberalnego świata.


    Najbardziej od nich oberwał za wykład w Ratyzbonie. A historia przyznała papieżowi rację.


    To było 10 lat temu. Wrzesień 2006. Przypomnę, że on tam delikatnie proponuje islamowi, żeby się zastanowił nad swoim stosunkiem do przemocy.


    ...Cytując dyskusję z udziałem cesarza Bizancjum.


    Sprzed wielu wieków. Bo już wtedy było przecież wiadomo, że relacja z przemocą to słaby punkt islamu. Benedykt XVI zaproponował, żeby to przemyśleć. I media rzuciły się na niego. I żadne z nich dzisiaj, po dziesięciu latach – w dobie terrorystycznego dżihadu, zbrodni Państwa Islamskiego, nigeryjskiego Boko Haram etc. etc. – nie powiedziało mu „przepraszam”.


    A ten drugi „bon mot”?


    Już cytuję: „Abba, Ojcze, można powiedzieć Bogu tylko razem z Chrystusem. Tylko we wspólnocie z Nim podstawa świata odsłania się w taki sposób, że można ją afirmować. Bez Syna Ojciec pozostaje dwuznaczny i niepojęty”. Myślę, że te słowa są sercem jego teologii. Benedykt XVI mówi tu współczesnemu człowiekowi tak: rozumiem, bracie, siostro, twoje kłopoty z Bogiem. Twoja żona właśnie umarła na raka, dziecko rozjechało auto, twoje modlitwy nie zostały wysłuchane. Rozumiem, że wierzyć w Boga i Bogu nie jest sprawą prostą. Ale geniusz chrześcijaństwa polega na tym, że pokazuje ci Osobę, która tę najtrudniejszą kwestię twojego życia rozjaśni: Chrystusa. Razem z Nim można powiedzieć Bogu „Tatusiu”, z czułością i bezwarunkowym zaufaniem.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    oceń artykuł

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół