• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Wszystko oprócz głupota

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:00

    Ciemnoskóra Ślązaczka. Pożytki z misji mogą być bardzo niespodziewane. Heniek Hajzyk ze Świerklan pojechał do Tanzanii odwiedzić brata – misjonarza, a znalazł tam swoją przyszłą żonę.

    Czarnoskóra Everine po raz pierwszy była w Polsce jeszcze przed ślubem. – Przyleciałam w czerwcu 2003 roku. Ale i tak było mi jeszcze trochę za zimno – śmieje się.

    Zimą się wychodzi?!

    Prawdziwy szok przeżyła dopiero, gdy przyleciała po raz drugi, już jako żona Henryka – bo pobrali się w Tanzanii. Szła przez terminal warszawskiego Okęcia w cienkiej bluzce i lekkich butach – a było to 6 grudnia 2003 roku. – Jedna kobieta powiedziała mi po angielsku: „A pani wie, jak tam będzie zimno? Trzeba sie oblykać ciepło”. Kiedy wylatywałam, mieliśmy w Tanzanii ponad 40 stopni w cieniu, a kiedy lądowałam tutaj, było koło minus 25... Ja wiedziałam, że zimą w Polsce jest zimno, ale myślałam, że to jest takie... normalne zimno! – wspomina wesoło.

    Polskie zimno okazało się jednak „nienormalne”. Przynajmniej wtedy, bo ostatnie zimy, jak to wyraźnie zauważa Everine, są już łagodniejsze. Dziewczyna wiedziała przed przylotem do Polski, że zimą pada tu śnieg, ale przecież nigdy nie miała okazji śniegu dotknąć. Owszem, widziała go już wcześniej, ale tylko z okien samolotu, kiedy przelatywała nad lśniącym bielą szczytem Kilimandżaro. Nie zdawała sobie sprawy, jak ludzki organizm reaguje na mróz, ani z tak oczywistych dla Polaków zjawisk, że zimą bywa ślisko.

    Mąż czekał na nią na lotnisku. Pojechali już razem do domu w Świerklanach pod Rybnikiem. Nadeszła niedziela i Heniek powiedział, że czas iść do kościoła. – Zdziwiłam się, bo myślałam, że jak jest tyle śniegu, to ludzie w Polsce nie wychodzą na zewnątrz – śmieje się znowu Everine. Odwiedziliśmy ją, Henryka i ich trzech synów w Świer- klanach.

    Ślub w Tanzanii

    Jak się poznali? Everine u progu XXI wieku była zatrudniona w parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Dar es Salaam, wielkim portowym mieście we wschodniej Afryce. Pracowała tam w parafialnym biurze, pomagała w kuchni. – Kiedy na farze nie było nikogo z księży, to ona była szefem fary – wspomina Heniek.

    Starszego brata, czyli księdza Mariana Hajzyka, misjonarza salwatorianina, Henryk odwiedził tam przed 15 laty. To wtedy między nim a Everine coś zaiskrzyło.

    Zaczęli razem spędzać czas. Everine była przewodniczką Ślązaka po Dar es Salaam. – Pamiętasz, kto ci pokazał Ocean Indyjski? – pyta dzisiaj Everine. – Tak? A kto cię najpierw zawiózł nad ten Ocean Indyjski? – przekomarza się z nią Henryk. Choć miasto leży nad oceanem, to spod tego kościoła na wybrzeże jest jeszcze spory kawałek.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół