• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Co najwyżej zabić

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:00

    Był przekonany, że nie może się bać ten, kto zaufał Bogu.

    W sobotę 27 lutego minęła 29. rocznica śmierci założyciela Ruchu Światło–Życie ks. Franciszka Blachnickiego. Po prawie 30 latach od jego odejścia w całym Kościele podnoszą się głosy, które śmiało orzekają: „To był prorok”. – Jego wizja była niewątpliwie prorocka dla Kościoła – mówił w rozmowie z katowickim „Gościem” bp Adam Wodarczyk, przez wiele lat moderator generalny Ruchu i postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Blachnickiego. – Jako jeden z nielicznych teologów nie tylko dokonał naukowej syntezy myśli pastoralnej Soboru Watykańskiego II, ale poszedł jeszcze dalej: przełożył ją na konkretny program formacyjny. Pokazał, co to jest prawdziwe życie chrześcijańskie, realizowane w oparciu o słowo Boże, liturgię, modlitwę, życie we wspólnocie. Sam prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato, wybitny teolog, po przeczytaniu positio, czyli dokumentu o życiu sługi Bożego, stwierdził, że ks. Blachnicki jest rzeczywiście patronem na czasy, w których obecnie żyjemy, a przekaz jego myśli pastoralnej jest uniwersalny i ożywiający.

    Trwa proces beatyfikacyjny ks. Franciszka. Od 30 września ubiegłego roku ks. Blachnickiemu przysługuje tytuł „czcigodny sługa Boży”. Teraz pozostaje modlić się o cud za jego wstawiennictwem. O ten cud modlą się oazowicze wszystkich pokoleń, a ich liczba wzrasta z roku na rok na całym świecie. To musi być cud konkretny – uznany przez obiektywny świat medycyny. Jednak wielu opowiada o łaskach, które sługa Boży już wyprosił: nawrócenia, powroty do Kościoła, uzdrowienia. – Gdyby za cud mogło zostać uznane wyrwanie z alkoholizmu, uratowanie rodziny za przyczyną Ojca i dzięki Krucjacie Wyzwolenia Człowieka – mówi ks. Wojciech Ignasiak, wieloletni moderator Diakonii Wyzwolenia – to takich przypadków znam setki.

    Ks. Franciszek Blachnicki urodził się 24 marca 1921 r. w Rybniku. Był niespokojnym duchem, pasjonatem, cechowała go niezwykła aktywność, nawet zapalczywość. Konsekwencja w realizacji życiowych wyborów. Odwaga granicząca nieraz z brawurą. O śmierć otarł się kilkakrotnie – zawsze cudem od niej uchroniony. Po raz pierwszy w kilka tygodni po urodzeniu. Wybuchło III powstanie śląskie. W Rybniku, na terenie szpitala Spółki Brackiej, gdzie mieszkali Blachniccy, trwały ostre walki. Kiedy liczna rodzina została ewakuowana, okazało się, że zapomniano o najmłodszym Franku. Jeden z powstańców zdecydował się pójść po niego i z narażeniem życia wyniósł go z kołyski.

    Podczas okupacji został skazany na śmierć przez ścięcie. W więzieniu, podczas oczekiwania na wykonanie wyroku, przeżył głębokie nawrócenie. Pod koniec życia, w swoim duchowym testamencie, nazwał to wydarzenie dniem swoich narodzin, w którym otrzymał dar wiary „jako zupełnie nowe, nie ludzką mocą zapalone światło” (Testament, 17 czerwca 1986). Wszystko, co miało miejsce w jego życiu do tego momentu, ks. Franciszek nazwał: „druzgotaniem bożków”. Wszystko potem: objawieniem miłości, przywróceniem sensu życia. „Od tej chwili, kiedy On przywrócił mi wzrok, nigdy nie było dla mnie problemu wiary”, napisał po latach.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół