• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Przezroczyści

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 07/2016

    dodane 11.02.2016 00:00

    Na kurs przedmałżeński narzeczeni idą zwykle z mieszanymi uczuciami. Obowiązkowe przygotowanie do ślubu nie kojarzy się najlepiej. – Raczej ze stratą cennego czasu i nachalną indoktrynacją kościelną – mówią Marta i Mikołaj z Katowic.

    Połączyła ich siatkówka. Spotkali się w liceum na obozie Kadry Śląska. Już wtedy między nimi zaiskrzyło, ale ze względu na młody wiek i dzielącą ich odległość przez lata pozostali przyjaciółmi. Dopiero będąc na studiach, odkryli, że są w sobie zakochani i chcą spędzić razem życie. – Mikołaja wymodliła mi babcia – opowiada Marta. – Kiedyś umówiłyśmy się, że kiedy już będzie w niebie, przyśle mi stamtąd męża. Pewnego dnia już po jej śmierci siedziałam sama w pokoju i powiedziałam głośno: „Babciu, obiecałaś i co?!”. W tym momencie przyszedł SMS od Mikołaja, który od dłuższego czasu się do mnie nie odzywał. I to był znak z nieba – śmieje się.

    Przed ślubem wybrali się na kurs dla narzeczonych „Przed nami małżeństwo”. – Mając w pamięci wszystkie straszne opowieści moich znajomych o tego rodzaju kursach przedmałżeńskich, szedłem na niego mocno zniechęcony – przyznaje Mikołaj. – Tym bardziej że kończyłem studia, miałem mnóstwo obowiązków i nie miałem ochoty tracić czasu. Ale z każdą godziną coraz bardziej przekonywałem się do kursu.

    Mikołaj i Marta podkreślają, że kurs był nie tylko profesjonalny, dopracowany pod każdym względem, ale prowadzony z ogromnym szacunkiem do słuchaczy. – Nikt do niczego nie zmuszał, niczego na siłę nie chciał udowodnić – mówią. – Najbardziej przekonująca była postawa prowadzących małżeństw i czułość, jaką sami sobie okazywali. – To było poruszające – dodaje Marta. – Rzadko spotyka się małżonków z dwudziestoletnim stażem, którzy patrzą na siebie z takim uczuciem, zwracają się do siebie z taką miłością. Chyba każdy z narzeczonych po tych dwóch dniach zechciał też stworzyć tak szczęśliwe małżeństwo.

    Mikołaj zaznacza, że niektóre treści kursu, choć podane delikatnie, pięknie i z klasą, nie były proste do przyjęcia. – Na przykład zdanie, żeby Bóg był w małżeństwie przed żoną i mężem, budziło i nadal budzi we mnie jakiś wewnętrzny opór.

    – Zapamiętałam szczególnie jedną wypowiedź – mówi Marta. – Prowadzący powiedział, że nie twierdzi, że małżeństwa wśród osób niewierzących nie udają się. Ale może nam obiecać, że budując swoją rodzinę z Bogiem i na Bogu, będzie nam o wiele łatwiej. I chyba o to w tym chodzi. To jest prawda.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół