• facebook
  • rss
  • Chrzczeni jak Mieszko

    dodane 04.02.2016 00:00

    O wstrzymywaniu oddechu, Oli, która przespała swój chrzest, śmierci i zmartwychwstaniu z ks. Emanuelem Pietrygą, proboszczem parafii św. Jadwigi Śląskiej w Chorzowie, rozmawia Joanna Juroszek.

    Joanna Juroszek: Czy bał się Ksiądz, chrzcząc przez całkowite zanurzenie pierwsze chorzowskie dziecko?

    Ks. Emanuel Pietryga: Było trochę tremy, niepewności; trzeba dziecko odpowiednio zanurzyć, żeby się nie zachłysnęło. Ale miałem już doświadczenie, chrzcząc w ten sposób we wspólnotach neokatechumenalnych. Tam wchodzę do sadzawki chrzcielnej i sam po kolana jestem w wodzie.

    Każdy z księży w Waszej parafii tak chrzci?

    Nie, nie mają takiej odwagi. A niektórzy wręcz stwierdzają, że przymykają oczy, jak chrzczę.

    A więc to funkcja jedynie proboszcza.

    Tak. Ci, którzy chcą chrztu przez zanurzenie, muszą ze mną uzgadniać termin. Raz nawet początkiem lipca z oazy zjeżdżałem na chrzest.

    W Chorzowie dzieci w ten sposób chrzczone są od 2005 r. Wielu rodziców zdecydowało się na ten rodzaj chrztu?

    Sam się dziwię, że ciągle są chętni; na Wielkanoc, w czerwcu, w październiku, w grudniu – w drugie święto Bożego Narodzenia, w styczniu – w Niedzielę Chrztu Pańskiego... Sadzawka chrzcielna zbudowana jest ze szkła, woda w niej jest podgrzewana do 36-38 stopni (kiedyś pewna mama nie dowierzała, czy woda jest ciepła. Zanim podała mi dziecko, sprawdziła temperaturę wody). Ludziom ten znak coś mówi, przemawia do nich; jest to piękne przeżycie. Mówiąc żartobliwie, wszyscy w kościele się wtedy budzą. Nikt nie jest znużony liturgią, wszyscy wtedy wstrzymują lekko oddech, czy coś nie stanie się temu dziecku. Nic się nie stanie, dziecko jest kąpane. Tych chrztów było chyba z kilkadziesiąt. Jedna matka podała mi niemowlę i mówi: „Niech się ksiądz nie przejmuje, że Filipek będzie płakał, on zawsze płacze przy kąpieli”. A jedna dziewczynka, malutka Ola, przespała swój chrzest. Zanurzyłem ją trzy razy, nic się nie odezwała, dopiero, gdy mama wycierała ją ręcznikiem, obudziła się. Pamiętam, pewna kobieta przeprowadziła się z Warmii czy z Mazur do naszej parafii i zapisywaliśmy jej dziecko do Pierwszej Komunii. Pytam o chrzest i jej córka – 8- czy 9-latka – z dumą w głosie mówi: „A ja byłam chrzczona przez całkowite zanurzenie”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Reklama

    • KJ
      05.03.2016 13:48
      Gratuluję Księdzu!
      Taka prosta rzecz, a wszyscy się jej boją, woląc nieco "ułomny", "osłabiony" znak. Cieszę się, że są w Polsce księża (tzn. jeden ksiądz - o innych nie słyszałem), którzy chcą głębiej rozumieć i realizować sakrament chrztu. Sam, niestety, byłem ochrzczony przez pokapanie mojej głowy wodą. I - choć wierzę wiarą Kościoła, że sakrament jest ważny - to żałuję, że nie zostałem dosłownie zanurzony w śmierci i zmartwychwstaniu Pana... Trudno. Jeśli jednak sam będę miał dzieci, na pewno postaram się o ochrzczenie ich w pierwotnej formie.
      Pozdrawiam serdecznie!
    • Anna K.
      05.03.2016 16:01
      Od dwudziestu paru lat jestem świadkiem tak wspaniałych uroczystości. Zawsze marzyłam o takim Sakramencie Chrztu Św. dla moich dzieci, Pan Bóg spełnił moje marzenie. Zapraszam do Wspólnot Neokatechumenalnych, o których wspominał ksiądz proboszcz :))) Są w całej Polsce i w całym świecie.
    • JAWA25
      05.03.2016 19:48
      Skład Apostolski tego nie precyzuje
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół