• facebook
  • rss
  • Uwaga na naciągaczy

    Przemysław Kucharczak

    dodane 02.02.2016 22:39

    Tymi naciągaczami są dzisiaj prezydenci miast, zwłaszcza z Platformy. Naciągają "na sześciolatka".

    Prezydent Świętochłowic, oczywiście Platformers, osobiście gania po przedszkolach i namawia tam rodziców, żeby posłali swoje sześciolatki do szkół. Uwaga: robi to w interesie swojej partii i w interesie budżetu miasta – ale na pewno nie dla dobra dzieci.

    Dobrze by było, gdyby rodzice sześciolatków zdawali sobie sprawę, że włodarze wielu śląskich miast chcą ich w tej chwili naciągnąć. Dlaczego? Bo miasto otrzymuje blisko czterokrotnie wyższą subwencję na dziecko szkolne z klas I-III, niż na dziecko przedszkolne (5300 zł wobec 1370 zł). Stąd niektóre samorządy obiecują sześciolatkom np. darmowe wyprawki i inne cuda niewidy. Mogą to dzieciom dać, bo i tak miastu to się opłaci.

    Nie jest też przypadkiem, że najbardziej zaangażowali się w tę sprawę prezydenci miast z Platformy Obywatelskiej (m.in. w Świętochłowicach czy Sosnowcu). Jeśli do szkół pójdzie dużo sześciolatków, zrobią sobie z nich amunicję na wojenkę z PiS-em.

    Niestety, propaganda sukcesu, według której sześciolatki są stworzone do nauki w polskiej szkole, to kit. Jasne, że są dzieci w tym wieku, które sobie w szkole świetnie radzą. Zawsze takie były. Równie wiele jest jednak sześciolatków, dla których wysłanie do szkoły w tym wieku okazało się krzywdą. Kto nie wierzy, niech pogada z ich nauczycielami. Byle nieoficjalnie, bo większość ze strachu o pracę oficjalnie nie puści pary z ust. Kto z nich śmiałby podskoczyć burmistrzowi czy prezydentowi, który tak angażuje się w sprawę? Teraz dodatkowo nauczyciele drżą, że w przyszłym roku nie wystarczy dla nich klas.

    Wśród sześciolatków, które źle znoszą szkołę, są naprawdę bystre dzieciaki; częściej chłopcy niż dziewczynki. To najczęściej dzieci intelektualnie już do nauki dojrzałe, ale niegotowe emocjonalnie. Gdyby poszły do szkoły rok później, pokonywałyby szkolne trudności z łatwością i miałyby poczucie sukcesu. To poczucie mogłoby je nieść jak na skrzydłach przez kolejne lata w szkole.

    Niestety, już na starcie wielu sześciolatków - zwłaszcza ruchliwi chłopcy - dochodzi do wniosku, że nie cierpi szkoły. Oprócz dojrzałości emocjonalnej brakuje im też nieraz dojrzałości oka i ręki, żeby pisać. Także obowiązek długiego siedzenia w ławce jest dla niektórych nie do przeskoczenia. Gdyby te dzieci poszły do szkoły rok później, to wszystko już nie byłoby dla nich żadnym problemem. Teraz jednak problemem jest, a system edukacji już na starcie funduje im porażkę, która może się za nimi ciągnąć latami.

    Argumenty o tym, że w Anglii idą do szkół jeszcze młodsze dzieci, są śmieszne, bo tamtejsza szkoła dla maluchów przypomina nasze przedszkole. Tymczasem w polskiej szkole sześciolatki mają co prawda element zabawy, ale poza tym siedzą normalnie w ławkach, bo taki rygorystyczny charakter ma polska edukacja.

    Nawet jeśli nauczyciel chce sześciolatków traktować jak małe dzieci, nie może, bo wisi nad nim miecz Damoklesa: test sprawdzający wiedzę w klasie III. Jeśli wyniki tego testu wypadną słabo, nauczyciel może stracić pracę. "Pani" gna więc dzieci do nauki - i to nie przez zabawę, bo na to brakuje czasu. Sorry, taki mamy system.

    Rodzice znają swoje dziecko najlepiej, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa wiedzą, czy jest już na tyle dojrzałe emocjonalnie, żeby zasiąść w szkolnej ławce. Kto się waha, może skonsultować się z poradnią psychologiczno-pedagogiczną. Niestety raczej prywatnie, bo w poradniach podlegających samorządom kadra nieraz też jest poddawana naciskom. Generalnie jednak zasięgnięcie rady pedagoga jest pomysłem lepszym, niż zasięgnięcie rady prezydenta z Platformy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Piotr_Adamczyk
      03.02.2016 12:11
      Nieszczęścia piszą parami... ;-(
    • grzegorzku
      03.02.2016 20:50
      Na początek zapytam, czy zbiezność nazwisk jest przypadkowa? Moge się założyć że nie (kompleksy, skołonność do konfabulowania i manipulacji są chyba też zakodowane w genach lub przekazywane w trakcie wychowania).

      Kto kogo naciąga?

      Kilka faktów:
      1. Prawie w całej cywilizowanej części Europy tzw. obowiązek szkolny obejmuje dzieci 6 letnie, a nawet młodsze. Nigdzie nie zdarzyło się do tej pory, żeby wiek obowiązkowej edukacji podwyższać. Jest faktem, że polskie dzieci, ktore trafia póxniej do szkoły będą odbiegały rozwojem od swoich zachodnieuropejskich rówieśników.
      2. Do reformy oświatowej państwo przygotowywało się przez kilka lat. Reforma kosztowała sporo zachodu i pieniędzy podatników. Politykierom PiS-u po prostu jest brak wyobraźni, żeby przewidzieć jakie byłyby konsekwencje gdyby wszyscy rodzice zatrzymali swoje sześcioletnie dzieci w przedszkolach - nie padły z ust premier lub ministra edukacji żadne cyfry dotyczące pustych miejsc w ławach szkolnych i brakujących miejsc w przedszkolach (tak to jest, gdy wprowadza się niechulne, pisane na kolanie rozwiązania, podyktowane ideologią, a nie rozsądkiem).
      3. Wielu rodzicom (jeśli nie większości) pasowało dotychczasowe rozwiązzanie, a nowy rząd zapewnieał, że żadnemu dziecku 6-letniemu nie zabroni "wcześniejszej" edukacji. Teraz, gdy okazuje się, że jest grupa chętnych jest duża, wymyśla się bzdury (jak wypociny PT Autora), żeby ich zniechęcić.
      4. Szczytem bredni jest zarzut, że subwencje oświatowe (większe od tych "przedszkolnych") będą stanowiły amunicję do walki PO-wskich prezydentów/starostów/wójtów z PiS-em. Może PT Autor wyjaśni jak te fundusze (celowe) będzie można inaczej wykorzystać niż na cele edukacyjne.

      Rację ma @Piotr_Adamczy - nieszczęścia piszą parami.
    • rsk
      04.02.2016 11:20
      Autor powinien przenieść się do "Gazety Polskiej", tam potrzebują takich bojowych propagatorów PIS-u. Co do meritum sprawy: Czy p.Kucharczak zapoznał się z podstawą programową nauczania na pierwsze 3 lata szkolnej edukacji lub chociaż porozmawiał z pedagogami, którzy ją przeczytali DOKŁADNIE. Cele do osiągnięcia są rozłożone na 3 lata, nie ma żadnych przeszkód, aby rozpocząć od form bardziej przedszkolnych i różnicować środki i tempo w zależności od potrzeby. Jedyny problem, to potrzeba odejścia od swoich dotychczasowych nawyków zawodowych, jeśli sytuacja tego wymaga. Bałamutne powoływanie się Autora na "system" to usiłowanie robienia i tak już skołowanym rodzicom "wody z mózgu" (vide inny artykuł - p.Drzymały). Aktualnie rodzice mają możliwość wyboru i jeśli uważają, że ich 6-letnia pociecha nie nadaje się jeszcze do szkolnej edukacji, to posyłać do szkoły nie muszą (rok temu też ta możliwość istniała, chociaż wymagało to podkładki z Poradni P-P). W razie wątpliwości mogą skonsultować się, chociażby z nauczycielami przedszkolnymi. Nie ma najmniejszej potrzeby ponownego upolityczniania tego problemu tak, jak to robi p.Kucharczak. Swoją drogą nie dziwię się włodarzom miast, że zachęcają rodziców do posyłania 6-latków do szkół bo sami stoją przed problemem zwalniania i zatrudniania nauczycieli oraz zapewnienia dzieciom miejsc w przedszkolach.
    • wgorka
      04.02.2016 20:31
      Jest też druga strona medalu - w małych miejscowościach będzie za mało dzieci by utworzyć klasę (większość 6 latków zostaje w przedszkolu). I problem jest dla nielicznych 7 latków i tych którzy chcieli by posłać 6 letnie dzieci do szkoły - przekazywane są do innych szkół niż w rejonie.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół