• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Kaj jest koń, tam jest jo

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 02/2016

    dodane 07.01.2016 00:00

    Woźnica. A to pan zno? Furmon godo: „Przywiózżech pani wongiel”. Na to koń: „Ja, tyś przywióz!”.

    Alojzy Bugla, który opowiada ten dowcip, jako jeden z ostatnich Ślązaków wozi węgiel zaprzężoną w konia furmanką. Widują go kierowcy, którzy często jeżdżą drogą 935 Racibórz–Rybnik.

    Na tę trasę wyrusza zawsze z miejscowości Pogrzebień, w której się urodził. Co ciekawe, sam wcale nie mieszka na wsi, tylko w Raciborzu, w mieszkaniu w bloku. Konia trzyma w stajni u swojego kolegi.

    Kiedyś pracował na kopalni „Zofiówka” w Jastrzębiu.Teraz ma 60 lat i jest górniczym emerytem. Nie musiałby wozić tego węgla, ale bardzo to lubi. – Wszyscy, co mie znajom, wiedzom, że kaj jest koń, tam jest jo. Woża wongiel już hobbystycznie. Dlo znajomych, np. jak jakiś emeryt chce kupić yno tona – mówi.

    Czasem jedzie trzy razy w tygodniu, czasem tylko raz. Wstaje o czwartej rano, żeby dojechać z Raciborza do Pogrzebienia. Około piątej już karmi i czyści swojego przyjaciela – kasztanowatego ogiera o imieniu Pokier. Potem zaprzęga go do furki i powoli ruszają razem na wschód – w stronę kopalni „Rydułtowy”.

    No właśnie, powoli. Nie wszystkim to się podoba. – Jedni przezywajom, że ruch tamuja. Inni zaś mi godajom: „Nareszcie konia widzymy!”.

    Pół dnia z furą

    Jeszcze 40 lat temu nikt by nie uwierzył, że furmanka z węglem będzie budzić na szosie taką sensację. Przecież na drogach wiodących do kopalń tworzyły się wtedy całe furmankowe korki. Pociągowych czworonogów wokół było tyle, że łatwo można było zrozumieć, dlaczego w pierwszej polskiej encyklopedii hasło „koń” było objaśnione zdaniem: „jaki jest, każdy widzi”. W niejednej miejscowości przed ósmą rano pustych jeszcze furmanek czepiały się dzieci, żeby zaoszczędzić sobie marszu, i zeskakiwały tuż przed swoją szkołą.

    Nie trzeba było nawet pół wieku, żeby ten obraz kompletnie się zmienił. Dzisiaj Pokiera, ciągnącego swoją małą furkę, mijają wyłącznie pojazdy silnikowe. Przebycie 12 km z Pogrzebienia do Rydułtów z pustą furmanką zajmuje mu 2,5 godziny, powrót – już z ładunkiem – trwa o pół godziny dłużej.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół