• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Józek wrócił do Bogucic

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 02/2016

    dodane 07.01.2016 00:00

    W jej oczach widziałem tylko pytanie: „Synek, czemu ty mi to robisz?”. I skrępowanie całą tą sytuacją. Ale później, kiedy emocje już opadły, pojawiła się radość – wspomina Damian Stępień.

    Bogucice to jedna z biedniejszych dzielnic Katowic. Jej trzon stanowią trzy osiedla, bardzo rozwarstwione społecznie. Nie brak obszarów skrajnej biedy. W tym wszystkim od ponad trzech dekad orientuje się doskonale Jadwiga Charyga, która działa w parafialnym zespole charytatywnym. – Zaangażowałam się tuż po urodzeniu najmłodszego syna. Wtedy zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc ówczesny proboszcz, ks. Józef Oleś. Zgodziłam się, ponieważ miałam urlop, w opiece nad Łukaszem pomagała mi mama. Poza tym o pomocy w zespole myślałam już wcześniej, ale brakowało mi takiego bodźca – wspomina.

    Coś znacznie ważniejszego

    Jadwiga Charyga od 32 lat pomaga najbiedniejszym razem z innymi paniami, które tworzą parafialny zespół charytatywny. Od 20 lat jest jego przewodniczącą. Ich działalność to nie tylko rozdawanie paczek najuboższym. Z ich inicjatywy przy parafii dwa razy do roku – tuż przed Wigilią i przed Świętami Wielkanocnymi – organizowane są spotkania dla samotnych i dla dzieci. – Dbamy o to, żeby wszystko było tak, jak powinno: biały obrus, świąteczna atmosfera, dobre jedzenie. Są pod naszą opieką dzieci, które tylko w ten sposób mogą poznać, jak wyglądają rodzinne święta – mówi pani Jadwiga. Zresztą dzieci często dostają coś znacznie ważniejszego niż pomoc materialną. – Pomagałyśmy ochrzcić kilkoro dzieci. Koleżanki z własnych środków zapewniały wszystkie potrzebne rzeczy, bo rodzin nie było na to stać. Wszystkie panie angażują się w przygotowanie świątecznych spotkań. Dbają, by każdy z uczestników dostał imienne zaproszenie. Tradycją w parafii stały się też świąteczne odwiedziny chorych przez Dzieci Maryi. Aby sprawnie działać, panie współpracują z MOPS-em, szkołami i Caritas oraz prowadzą własny, stale uaktualniany, rejestr potrzebujących. Wszystkie działania wspiera proboszcz parafii i opiekun zespołu ks. Jan Morcinek. – W swoich działaniach staramy się nie oceniać ludzi. Zawsze jednak próbujemy choć trochę doraźnie pomóc i kierować, dokąd pójść, do jakich instytucji, żebyśmy mogły na stałe objąć opieką. Zawsze powtarzam, że to nie ja, tylko Pan Bóg później rozlicza – mówi pani Jadwiga.

    Co na nią spojrzę, to go widzę

    W działalności bardzo pomaga jej rodzina. – Jak jeszcze organizowaliśmy kolonie dla dzieci, którymi się opiekowaliśmy, to córka jeździła ze mną. Pomagała, opiekowała się dziećmi. Zresztą w swoich dzieciach zawsze starałam się zaszczepić takie wyczulenie na drugiego człowieka. To przynosi teraz efekty, bo kiedy widzą, że ktoś potrzebuje pomocy, zwracają się do mnie. Kiedyś na przykład moja córka, tuż przed Wielkanocą, była z dziećmi w parku. Zobaczyła tam panią, która z dziećmi zbierała puszki. Opowiedziała mi o tym i żałowałyśmy obie, że nie zdecydowała się podejść, zapytać, czy nie potrzebują pomocy. Ta historia bardzo zapadła mi w serce. Modliłam się do Matki Bożej, żeby mi pomogła tę rodzinę odnaleźć. Później, w Wielką Sobotę, poszliśmy na święcenie pokarmów i w kościele moja córka do mnie szepnęła: „Mamo, ta pani stoi tu, przed nami”. Wiedziałam już, że to nie jest przypadek, że muszę podejść. Pomodliłam się tylko: „Matko Boża, oświeć mnie, co mam powiedzieć, żeby tej pani nie urazić. Bądź ze mną” – i podeszłam, kiedy wszyscy wychodziliśmy z kościoła. To było kilka lat temu, a ja do dziś pamiętam radość tej pani i jej dzieci na widok szynki, którą dla nich zapakowałam do paczki – wspomina ze łzami w oczach. Skąd czerpać siłę, żeby pozostać skupionym na człowieku, a nie na tym, co trzeba rozdzielić ze spływających ofiar? – Trzeba się dużo modlić – odpowiada prosto pani Jadwiga. – Ja jestem taka, że jak mam jakiś problem, to on za mną chodzi. Spać nie mogę, tylko myślę. Wtedy zawsze się modlę do Ducha Świętego, proszę o pomoc Matkę Bożą i zaraz jest lepiej. Za swoją działalność pani Jadwiga została uhonorowana nagrodą im. Józefa Kocurka, przyznawaną przez prezydenta Katowic. Inicjatorem zgłoszenia kandydatury pani Jadwigi był Damian Stępień, radny miejski. – Pani Jadwiga bardzo się wzbraniała przed zgłoszeniem jej kandydatury. Przypominała, że nie robi tego dla rozgłosu czy zaszczytów i nie działa sama. Nie chciała podpisać zgody pod zgłoszeniem. Skończyło się na tym, że ja i reszta pań z zespołu musieliśmy ją namawiać, żeby to zrobiła – wspomina Damian Stępień. Nagroda ma dla nich jeszcze jeden, symboliczny wymiar. Józef Kocurek, jej patron, był mieszkańcem Bogucic. – Co na nią spojrzę, to widzę Józka. On nam zawsze tyle pomagał – zamyśla się pani Jadwiga.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół