Nowy numer 16/2018 Archiwum

Idą po żywych

Ratownicy w kopalniach. Czasem zdarza się, że znajduje się ciało przysypanego kolegi. Jest zakleszczone, nie można go wyjąć. Z bezsilności chce się wyć. Wtedy się mówi: „Dej pokój, chopie. Popuść. Tam na wiyrchu dzieci na Ciebie czekają. Trza Ci godziwy pogrzeb zrobić”. I często jest tak, że ciało cudem wiotczeje, puszcza…

W ratowniczym żargonie „pierwsza skórka” oznacza pierwszą śmiertelną ofiarę wyciągniętą przez ratownika spod ziemi. – To nie przez brak szacunku – zapewnia Adam Stefański, emerytowany ratownik.

W czynnej służbie przepracował 17 lat. Przeszedł długą drogę, od ratownika przez zastępowego, aż do mechanika sprzętu ratowniczego. Miał szczęście: nigdy nie musiał wyciągać zmarłego górnika.

Inni nie mieli takiego „szczęścia”. Jak choćby ratownicy, którzy w czerwcu tego roku wyciągali zmarłych kolegów po tąpnięciu w kopalni „Wujek” Ruch „Śląsk” w Rudzie Śląskiej. Do wstrząsu o niespotykanej sile doszło 18 kwietnia. To była najtrudniejsza z akcji poszukiwawczych w powojennej historii polskiego górnictwa.

Trwała przez prawie dwa miesiące. Ratownicy, leżąc na brzuchu, wybierali odłamki skalne, chcąc dotrzeć do zaginionych. Mieli świadomość, że górotwór cały czas „pracuje”, słyszeli głuche dźwięki, wiedzieli, że wystarczy kolejny lekki wstrząs, a oni sami zostaną zmiażdżeni. – Wtedy myśli się tylko o jednym: uratować ludzi – mówi Adrian Idzik, który brał udział w tej akcji. Ratownikiem jest od 7 lat. – Nadzieja jest zawsze, że idzie się po żywych.

Najgorsza jest bezsilność

Wstrząs nastąpił pomiędzy zmianami. Jedna zmiana skończyła szychtę. – Nasza miała akurat pracować w tamtym rejonie – opowiada Mariusz Centkowski, od 13 lat ratownik górniczy. – Gdyby wstrząs nastąpił dwie godziny później, to nas by szukali… Na szybie dowiedzieliśmy się o wstrząsie. Biegliśmy szybko, żeby zrobić penetrację terenu. Nie doszliśmy zbyt daleko. Okazało się, że dalej nie ma już chodników. Później doszła informacja, że dwóch górników nie wyjechało na powierzchnię. Rozpoczęła się akcja. Niestety dopiero dwa i pół miesiąca później inny zastęp znalazł ich ciała...

Wszystko wskazuje, że dwaj górnicy przeżyli ten wstrząs. Akcja poszukiwawcza była prowadzona pod ziemią i z powierzchni. W 2010 roku w Chile dzięki odwiertowi z powierzchni uratowano 30 uwięzionych górników. Takim otworem spuszcza się w dół kamerę, światło, mikrofon i głośniki, przez które nawołuje się zaginionych. Można nim spuścić wodę, żywność i lekarstwa czy dmuchnąć sprężonym powietrzem. Tym razem jednak się nie udało.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma