• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Niemieckie sokoły

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:00

    Była trzecia w nocy, kiedy na hasło: „Falke”, czyli „Sokół”, granicę na Śląsku przekroczyły setki mężczyzn w cywilnych ubraniach, ale z czerwonymi opaskami ze swastyką.

    W ciemnościach nocy 1 września 1939 roku brnęli bagnistymi dolinami, przeskakiwali rowy. Omijali polskie posterunki graniczne, obładowani niezłą bronią. Nieśli pistolety i karabiny, w tym maszynowe, głównie z magazynów czeskiej armii, zajętych przez Niemcy rok wcześniej. W chlebakach dźwigali ręczne granaty i zapas amunicji. Z ich powodu już prawie dwie godziny przed rozpoczęciem II wojny światowej przez regularną armię niemiecką polska część Górnego Śląska stanęła w ogniu. Grzegorz Bębnik, historyk katowickiego IPN, poświęcił tym wydarzeniom książkę „Sokoły kapitana Ebbinghausa”.

    Swastyki nad kopalniami

    Chodzi o Freikorps – formację specjalną Sonderformation Ebbinghaus. Jej członkowie, zwani potocznie frajkorzystami, pochodzili prawie wyłącznie z polskiej części Górnego Śląska. Byli polskimi obywatelami, dobrze więc znali teren.

    W nocy 1 września dowodzący nimi oficerowie Abwehry, czyli niemieckiego wywiadu wojskowego, rozkazali im przekraść się przez granicę, a potem z zaskoczenia zająć górnośląskie kopalnie i huty. „Przed wyruszeniem z restauracji z Bytomia zostało nam powiedziane, że zaraz za nami pójdzie do ataku niemieckie wojsko” – cytuje G. Bębnik frajkorzystę Alfreda Koźlika, wtedy 19-latka. Z początku folksdojcze byli w euforii, bo szło im świetnie. Wywiesili flagi ze swastykami nad wieloma zakładami przemysłowymi. A jednak wkrótce się rozczarowali. A. Koźlik najpierw zobaczył pierwszego trupa – zastrzelonego przez swoich kolegów Ślązaka, stróża kopalni „Radzionków”. Po sześciu godzinach okupacji zakładu zamiast zwycięskiego Wehr- machtu pojawili się kontratakujący Polacy, wspierani przez artylerię. „Wyniosłem rannego w nogę Zioba Józefa za hałdę, a sam z resztą Freikorpsu uciekłem do Bytomia” – cytuje ówczesnego 19-latka autor książki.

    Wojsko kontratakuje

    Tam, gdzie energicznie kontratakowały śląskie pułki Wojska Polskiego, z oddziałów Sonderformation mało co zostało. W hucie „Zygmunt” w Łagiewnikach uciekający frajkorzyści nadziali się na schron polowy, wykonany zaledwie kilka godzin przed wybuchem wojny.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół