• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Głazy zamiast nagrobka

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:00

    Pomnik alpinistów, którzy w górach zostali na zawsze, został odsłonięty w Katowicach.

    To osoby związane z Klubem Wysokogórskim w Katowicach. Ich pomnik, który stanął w parku Kościuszki obok drewnianego kościółka św. Michała, to płaskie głazy położone jeden na drugim. Każdy jest poświęcony innemu wspinaczowi. Kiedy ten pomnik był projektowany, miał składać się tylko z sześciu głazów. Dziś jest ich już osiem. A to dlatego, że dwa lata temu na  Broad Peak zginął Tomasz Kowalski, a na Gashebrun I – Artur Hajzer. – Oni nie mają swoich grobów, gdzie ich bliscy i przyjaciele mogliby przystanąć, pomodlić się, powspominać i zapalić znicz. Dlatego powstał ten pomnik – mówił w czasie jego odsłonięcia Ignacy „Walek” Nendza, jeden z inicjatorów powstania pomnika.

    Śmierć na ostatniej wyprawie

    Na obelisku zostali upamiętnieni Henryk Furmanik, znany wśród przyjaciół jako „Heniolong”, który zginął w Górach św. Eliasza na Alasce w 1974 r., czy Jan Nowak „Łysy”, w 1988 r. trafiony w głowę kamieniem na Bhagirati w Himalajach. Był wtedy na swojej ostatniej – jak obiecał żonie – wyprawie.

    Są tu kamienie Andrzeja Hartmana, fizyka z UŚ, który w 1983 r. został na Ganesh II w Himalajach, i Rafała Chołdy, chłopaka, który skończył kursy skałkowy i taternicki w tajemnicy przed rodzicami i szybko dołączył do czołówki polskich himalaistów. M.in. wraz z Arturem Hajzerem dokonał pierwszego polskiego wejścia na najwyższy szczyt Hindukuszu, Tirich Mira. Niestety, w 1985 r., kiedy miał 28 lat, spadł w przepaść z południowej ściany Lhotse. Upamiętniony został pisarz Mirosław „Falco” Dąsal, którego książka „Każdemu jego Everest” należy dziś do kanonu literatury górskiej. W 1989 r. pogrzebała go lawina właśnie pod Mount Everestem. Nad jego kamieniem leży głaz poświęcony najsłynniejszemu polskiemu alpiniście, Jerzemu Kukuczce, który nie wrócił z wyprawy na Lhotse. Na samej górze leżą jeszcze głazy ku czci wspomnianych na początku Tomasza Kowalskiego i Artura Hajzera.

    Zacznijmy zaraz od szóstki

    Poświęcenie i odsłonięcie pomnika przyciągnęło ludzi gór z całej Polski. Zwłaszcza starsi padali sobie w objęcia, wspominając wspólne chwile w Himalajach i Karakorum. Jednym z najstarszych był Paweł Pallus z Katowic, który mimo swoich 73 lat wciąż się wspina. Dobrze znał wszystkich, którzy są upamiętnieni na nowym obelisku, wielu z nich było jego uczniami. Wspinał się także z Jerzym Kukuczką, m.in. w Hindukuszu. – Pamiętam, jak młody Jurek Kukuczka trenował podnoszenie ciężarów. Kolega, Piotrek Skorupa, namówił go, żeby pojechał z nami w skałki. Objaśnialiśmy mu tam, o co chodzi we wspinaczce, np. że są drogi o różnym stopniu trudności, od 1 do 6, a najtrudniejsze to są te szóstki. Jurek na to: „A to zacznijmy zaraz od tej szóstki” – śmiał się Paweł Pallus. – Okazało się, że był tak wyrobiony dzięki podnoszeniu ciężarów, że od razu dał radę na najtrudniejszej drodze. Tak mu się spodobało, że tutaj od razu miał wynik, że rzucił podnoszenie ciężarów i od tej pory już tylko się wspinał. Kiedy Jerzy Kukuczka stał się sławny na całym świecie, jakiś dziennikarz zapytał go w wywiadzie o pierwszych instruktorów. – Jurek wymienił wtedy kolegę Nendzę i mnie. To było bardzo miłe, choć on już na samym początku był z nami na jednym poziomie – wspominał pod pomnikiem swoich przyjaciół Paweł Pallus. Obelisk poświęcił Adam Wodarczyk, biskup pomocniczy archidiecezji katowickiej. On też przewodniczył 41. Mszy św. dla ludzi gór w stojącym obok drewnianym kościółku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół