• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Bóg wspiera bezczelnych

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:00

    95 lat kościoła w Podlesiu. Powstał z wdzięczności za przyłączenie Górnego Śląska do Polski, zanim jeszcze formalnie tak się stało.

    Mieszkańcy Podlesia do kościoła mieli daleko. Pięć kilometrów w jedną stronę i pięć kilometrów w drugą szli do parafii św. Wojciecha w Mikołowie. Po pierwszej wojnie światowej zapanowała taka bieda, że ludziom brakowało nawet porządnych butów. W końcu powiedzieli: „Dość! Potrzebujemy swojego kościoła”. I nie czekając na zgodę władz świeckich i kościelnych, zaczęli budowę świątyni…

    Amerykanin zagrzewa do pracy

    Działo się to jeszcze przed plebiscytem, przeprowadzonym na Górnym Śląsku. Porozumienia w ramach wersalskiego traktatu pokojowego z 1919 roku dawały Ślązakom nadzieję na włączenie do Polski. Podlesie było zdecydowanie propolskie. Dwa lata później potwierdziły to wyniki plebiscytu.

    Za Polską postulowało wówczas 1082 mieszkańców, za Niemcami zaledwie 79 osób. W takiej atmosferze w święto Trzech Króli, 6 stycznia 1920 roku, odbyło się pierwsze zebranie w sprawie budowy kościoła w Podlesiu. Inicjatorem spotkania był Józef Holecki. Ten rzutki i energiczny mieszkaniec Podlesia nosił wtedy jeszcze inne nazwisko, popularne w tamtym okresie i na tamtych terenach, brzmiące dziś zabawnie i wulgarnie: Huj. Uczestnicy zebrania byli jednomyślni: „Budujemy kościół”. Tak się akurat zdarzyło, że w spotkaniu brał udział pochodzący z Podlesia ks. Wincenty Rozmus. Akurat przyjechał w odwiedziny do rodziców. Ten niespełna 30-letni kapłan studiował w Stanach Zjednoczonych i tam przyjął święcenia. Prowadził działalność duszpasterską wśród Polonii ze Śląska. Brał udział jako kapelan w wojnie polsko-sowieckiej i został zdemobilizowany w wysokim stopniu majora. Entuzjastycznie przyklasnął idei wybudowania świątyni i przekonał wszystkich, by nie stawiać prowizorycznej kaplicy, miejsca modlitw, na które mieszkańcy jedynie uzyskali zgodę, nie przebudowywać starej szkoły, ale postawić od razu porządny, murowany kościół. Spór rozpoczął się w momencie, gdy trzeba było zdecydować o lokalizacji przyszłego kościoła. Jedni chcieli, by został wybudowany na zachodnim krańcu Podlesia, inni bliżej Kostuchny, na wschodnim obrzeżu. Dyskusje i polemiki trwały do maja. W końcu postanowiono, że kościół stanie mniej więcej w środku wsi, blisko szkoły.

    Niemiec dorzuca cegiełkę

    Już w czerwcu 1920 roku mieszkańcy Podlesia żwawo przystąpili do budowy, która szybko postępowała. Ze względu na to, że budowniczy nie posiadali żadnej zgody na budowę, ani ze strony władz kościelnych, ani państwowych, ani budowlano-policyjnych, nie blokowała ich cała papierkowo-administracyjna otoczka. Budowali kościół własnymi rękami i własnym nakładem finansowym. Kto mógł, dostarczał nieodpłatnie materiały na budowę. Miejscowi górnicy za darmo łamali kamień na fundamenty, murarze za darmo stawiali mury, pracując pod okiem palera (podmistrza murarskiego). Cegłę w korzystnej cenie udało się pozyskać od zarządu kopalni „Ferdynand”. Drewno i szkło podarował Paweł Jarczyk, bogaty podlesianin. Miejscowi rolnicy zapewniali wszelki transport materiałów na budowę.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół