• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Radość dla ócz

    Przemysław Kucharczak, Janusz Ballarin

    |

    Gość Katowicki 41/2015

    dodane 08.10.2015 00:00

    Niespodziewane odkrycie w Syryni: w najwyższym punkcie wsi znaleziono „kapsułę czasu”.

    W szczelnie zalutowanej tubie u podstawy krzyża na wieży kościoła św. Antoniego przez 79 lat tkwiło pięć gazet i list, podpisany przez przedwojennego proboszcza. – Były ciasno upchnięte, zwinięte w kłębek – relacjonuje ks. Piotr Kachel, obecny proboszcz w Syryni, wsi pomiędzy Wodzisławiem a Raciborzem. Gazety świetnie się zachowały. Przy otwieraniu kapsuły ostro zasyczało zassane do środka powietrze. W środku były „Gość Niedzielny” i „Mały Gość” – z zabawnie dzisiaj brzmiącym dopiskiem na okładce „Poświęcony dziatwie polskiej”. Tkwiły tam też „Der Sonntag bote”, „Polonia” i „Polska Zachodnia”.

    Ohydna zemsta w przebraniu męskiem

    W rubryce z ciekawostkami „Gość” z 2 lutego 1936 roku prezentował zdjęcie cielaka z pięcioma nogami, który przyszedł na świat pod Hamburgiem, oraz owcę, która zwyciężyła w konkursie piękności na wystawie w Chicago...

    Z kolei wydawany w Katowicach dziennik „Polonia” na stronie 9 zamieścił wstrząsającą korespondencję z Łazisk Górnych pod tytułem: „Ohydna zemsta kobiety w przebraniu męskiem”. Świetnie ogląda się także reklamy w tych przedwojennych gazetach. Na przykad na stronie 66 w „Gościu” można się dowiedzieć, że sprzedawane w Katowicach przy ul. św. Jana „Okulary Iwoka stanowią najskuteczniejszą pomoc dla osłabionych ócz”. W artykułach tych gazet wyraźnie też widać, że zimą 1936 roku Śląsk wciąż jeszcze tkwił w Wielkim Kryzysie – i że dla wielu Ślązaków oznaczało to dramat. Jest np. taka notatka z „Polonii”: „Niemiły prezent dla naczelnika gminy”. Opisuje zachowanie bezrobotnego, który w Urzędzie Gminnym „w Wielkiej Dąbrówce, pow. świętochłowicki” domagał się nadzwyczajnej zapomogi. „A gdy po raz drugi otrzymał odmowną odpowiedź, pozostawił w biurze 2 nieletnich dzieci”.

    Kiosk na dachu

    – Dla mnie najciekawszy jest list ówczesnego proboszcza z Syryni, księdza Filipa Bednorza – mówi ks. Piotr Kachel. – Z tego listu wynika, że w lutym 1936 roku można było prowadzić prace takie jak montaż krzyża na wieży, bo była bardzo lekka zima. Trochę to przeczy teorii o globalnym ociepleniu, skoro już wtedy zdarzały się ciepłe zimy... Albo proszę spojrzeć tu: czy kiedyś nie było huraganów? – tłumaczy półżartem proboszcz, pokazując na zdjęciu w przedwojennym „Gościu”... leżący na dachu kiosk. Wywróciła go wielka wichura, szalejąca nad Renem. Z listu swojego przedwojennego proboszcza parafianie z Syryni w końcu dowiedzieli się, dlaczego ich kościół, wzniesiony w latach 1934–36, jest tak wysoki. Okazuje się, że to urzędnicy Województwa Śląskiego dokonali, jak napisał ks. Filip Bednorz, „zmian w rysunkach, podwyższając wnętrze kościoła do olbrzymiej wysokości 14 m do sufitu”. – Ówczesny proboszcz już wtedy przewidywał, że z powodu tej zmiany nasz kościół będzie bardzo zimny – relacjonuje ks. Kachel. Przedwojenny proboszcz chwalił też w liście swoich parafian, którzy finansują budowę kościoła „mimo ciężkich czasów kryzysowych i bezrobocia”. Wspomniał, że krzyż, który „odtąd panować będzie nad całą okolicą syryńską”, ufundował miejscowy kowal, Alojzy Pawełek. Co ciekawe, dzisiaj nowy krzyż na wieżę wykonuje... wnuk tego kowala. Co dalej ze znaleziskiem? Trafi na wieżę ponownie. Ale nie samotnie: ks. Kachel doda do kapsuły czasu swój list i gazety z Roku Pańskiego 2015 – w tym aktualnego „Gościa”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół