• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • - Żeby i Tobie, i mnie było dobrze

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:00

    – Ja panu życzę wszystkiego najlepszego, ale doświadczenie pokazuje, że łatwiej dostać zgodę biskupa niż własnej żony – usłyszał.

    Bogdan Boruta jest jednym z trzech diakonów archidiecezji katowickiej. Urodził się w 1960 roku na Podkarpaciu, ale już rok później przeprowadził się z rodzicami na Śląsk. Od 8. roku życia był czynnie zaangażowany w życie parafii. – Jestem takim niespokojnym duchem – przyznaje. – Ciągle chcę bardziej i na nowy sposób służyć Panu Bogu w Kościele. Pan Bogdan ma dwie dorosłe córki. Obie dziś już mają swoje rodziny. Kiedy studiowały, zmarła ich mama, pierwsza żona pana Bogdana. – To był bardzo trudny czas – przyznaje. – Kiedy żona zmarła, nie wiedziałem, co mam dalej robić z życiem, czego Pan Bóg ode mnie oczekuje. Radziłem się znajomego księdza. Myślałem nawet, że może to czas, by wstąpić do seminarium duchownego. Mówiłem do Boga: „Chciałbym Ci służyć. Powiedz, co mogę dla Ciebie zrobić, tak żeby i Tobie, i mnie było dobrze…”.

    W jednym kierunku

    Pan Bóg odpowiedział pragnieniem serca. Wiedział, że jeśli jeszcze się ożeni, to z kobietą, która też przyjaźni się z Bogiem i patrzy w kierunku nieba. – Modliłem się o żonę, z którą będę się mógł razem modlić, uczestniczyć w Eucharystii, wyjeżdżać na rekolekcje – opowiada. – I kończyłem swoje modlitwy: „I gdyby tak jeszcze ładna była” – uśmiecha się. Obecną żonę pan Bogdan poznał na portalu internetowym Przeznaczeni.pl. Pani Dorota jako swoje motto życiowe napisała: „Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie, to patrzeć w jednym kierunku”. To był znak i jednocześnie odpowiedź. Tak odczytał to pan Bogdan i napisał do niej. Spotkali się, poznali, pokochali. Na drugiej randce już razem odmawiali modlitwę brewiarzową. – Tylko Pan Bóg potrafi tak precyzyjnie układać życie – uważają małżonkowie. Pobrali się w 2009 roku. Pan Bogdan czuł jednak, że Pan Bóg ma dla niego jeszcze jakieś inne zadanie. – Muszę zacząć od tego, że odkąd przestałem służyć przy ołtarzu jako ministrant, bardzo źle się czułem, siedząc w kościele w ławce – wspomina. – Wydawało mi się, że jestem tam tak strasznie daleko od Pana Boga.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół