• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Dotknęli błogosławionego

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 29/2015

    dodane 16.07.2015 00:00

    Zobaczyć jego dom, pokój, fajkę. Uklęknąć przy łóżku, na którym umierał. Przejść góry, które kochał. Przyjrzeć się z bliska czekanowi, który chyba jako jedyny na świecie znalazł się na obrazie beatyfikacyjnym.

    Po raz kolejny młodzi i rodziny z archidiecezji katowickiej pielgrzymowali śladami bł. Piera Giorgia Frassatiego. Większość uczestników wyprawy należy do Towarzystwa Ciemnych Typów. Ich celem jest ewangelizacja przez modlitwę (przede wszystkim za siebie nawzajem) i wspólne wycieczki górskie. Dewizą grupy są słowa: „Pochi ma buoni come i maccheroni” (niewielu, ale dobrych jak makaron). A ideą Cammino di Pier Giorgio – poznanie Piera Giorgia, jego drogi do świętości, sposobu na codzienne głoszenie Ewangelii. Po to, by samemu codziennie stawać się bardziej świętym. 4 lipca przypadała 90. rocznica śmierci bł. Frassatiego. W tym dniu Kościół obchodzi także jego liturgiczne wspomnienie. Młodzi ze Śląska mogli uklęknąć przy jego grobie w katedrze w Turynie. – Kiedy po około 60 latach od śmierci Piera Giorgia, w latach 80. XX w., w trakcie procesu beatyfikacyjnego na zlecenie Watykanu otwarto grób, okazało się, że ciało jest w nienaruszonym stanie: skóra elastyczna, włosy bez zmian, nawet lekki uśmiech zachował się na twarzy – opowiada Kazik Salik, uczestnik tegorocznego Cammino.

    Z tego powodu Kongregacja zdecydowała, że pozostaną tylko relikwie drugiego stopnia. Pocięto więc na małe kawałki pierwszą trumnę błogosławionego, a ciało zostawiono nietknięte i złożono do nowej trumny. Przy okazji wizyty w domu rodzinnym Frassatich w Polone pielgrzymi spotkali się z Wandą Gawrońską, siostrzenicą błogosławionego. Tam, przy łóżku, na którym umierał Pier Giorgio, młodzi uczestniczyli w Eucharystii. – Mogłem się naocznie przekonać, jak wielkie odległości pokonywał Frassati, żeby dotrzeć z domu do sanktuarium, na uczelnię, do slamsów w Turynie, gdzie pomagał bezdomnym – mówi Kazik. – Praktycznie nie korzystał z komunikacji miejskiej, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przekazywał ubogim. Uczestnicy Cammino di Pier Giorgio trzy dni spędzili w Alpach, które kochał i przemierzał błogosławiony. Chodzili tymi samymi szlakami w okolicy Wielkiej Przełęczy św. Bernarda i masywu Gran Paradiso. Spędzili noc w schronisku Rifugio Frassati. Zbudowali je studenci i wolontariusze. Praktycznie na swoich plecach wciągnęli na górę większość materiałów budowlanych: od gwoździ, po ciężkie blachy na pokrycie dachu.

    Bł. Pier Giorgio Frassati od 90 lat jednoczy młodych ludzi na całym świecie. Wielu chce kroczyć taką drogą do świętości, jaką on sam odbył. Jego życie było barwne, ciekawe, czerpał z niego pełnymi garściami. A jednak gdzieś w centrum pozostawał Chrystus i Jego Ewangelia. Rodzina błogosławionego odkryła niezwykłość Piera dopiero po jego śmierci, kiedy na pogrzebie zjawiły się tłumy ludzi z całego Turynu, w tym rzesze ubogich, bezdomnych i chorych, którym nie tylko pomagał, ale był też ich przyjacielem. Jego życie jest przykładem, że Ewangelia nie kłóci się z życiem pełną parą, ale jest pomocą w ustawieniu odpowiedniej hierarchii wartości.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół