• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Płuca na jedną trzecią ciała

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 28/2015

    dodane 09.07.2015 00:00

    Pielgrzymki. Kto przychodzi pieszo do Czarnej Madonny na przełomie czerwca i lipca? Prawie wyłącznie Górnoślązacy – nie mają wątpliwości ojcowie paulini z Jasnej Góry.

    Codziennie dociera tam wtedy po kilka pielgrzymek z poszczególnych górnośląskich parafii. Prawie wszystkie idą Szlakiem Orlich Gniazd.

    Ślązacy w przewadze

    Na 8 pielgrzymek, które wkroczyły na Jasną Górę w poniedziałek 29 czerwca, w aż 7 maszerowały Hanysy, a tylko w jednej wyłącznie gorole. Ci ostatni – z leżącej zaledwie 20 km od Częstochowy małej wsi Ostrowy. Natomiast z Górnego Śląska przyszło tego dnia 6 pielgrzymek z archidiecezji katowickiej oraz jedna z gliwickiej – ze Strzybnicy, dzielnicy Tarnowskich Gór. Szli mieszkańcy Rudy Śląskiej, Siemianowic-Michałkowic, Mikołowa-Borowej Wsi, Świętochłowic-Piaśników, Wodzisławia Śl. i parafii bł. Karoliny w Tychach. We wtorek 30 czerwca Górnoślązacy nie zwolnili tempa. Według biura prasowego Jasnej Góry, swoje przybycie zameldowały w tym dniu już wyłącznie pielgrzymki z archidiecezji katowickiej – z Radlina II, Knurowa, Rudy Śl.-Nowego Bytomia, kolejnej parafii Wodzisławia Śląskiego i z Radoszów – dzielnicy Rydułtów. I to tylko do popołudnia, bo tego samego dnia na północno-wschodnich rogatkach Częstochowy „Gość Katowicki” spotykał kolejne górnośląskie pielgrzymki, nieodnotowane w zestawieniu. Ich uczestnicy planowali zdążyć na Jasną Górę na wieczorny apel. 250 ludzi z Leszczyn pod Rybnikiem i Skrzyszowa pod Wodzisławiem odpoczywało na skraju dużego lasu, z którego właśnie wyszli, maszerując gruntową drogą. Nagle między nimi pojawiła się zupełnie inna pielgrzymka, nieco mniejsza – jak się później okazało, licząca 65 osób. Uniesione dłonie, uśmiechy. – To Jedłownik! Codziennie w lasach raz oni nas wyprzedzają, raz my ich – komentowali pielgrzymi ze Skrzyszowa i Leszczyn. – Blisko nas idą też Szarlej z księdzem Witakiem i Grupa 33 z Katowic z księdzem Czakańskim – informowali.

    Doktor i pielęgniarz

    Pielgrzymkę z Wodzisławia Śl.-Jedłownika prowadził szlakiem zamków w Mirowie i Olsztynie oraz przez sanktuarium w Leśniowie ks. Wojtek Kamczyk. Grupy z Piekar Śląskich-Szarleja nie udało nam się spotkać, ale godzinę później z lasu wyłoniło się 42 zmęczonych uczestników VI Pielgrzymki Osób Stanu Wolnego. Organizuje ją Grupa 33 z Katowic. W ciągu 4 dni pokonali Szlakiem Orlich Gniazd 70 km. „Wolni” pielgrzymi wyruszyli od źródeł Warty w Kromołowie. – Są chłopcy, którzy kierują ruchem, są muzyczni, są odpowiedzialni za niesienie apteczki, którzy jako „doktor” i „pielęgniarz” udzielają pomocy medycznej... Większość z nas idzie w intencji rozeznania swojego powołania, a często też w intencji znalezienia swojej drugiej połowy, jeśli taka jest wola Boża – powiedziała nam Maryla Podedworna, która zajmuje się organizacją tej pielgrzymki; w „cywilu” nauczycielka geografii i matematyki w jednym z katowickich gimnazjów. Pielgrzymi codziennie uczestniczyli w Mszy świętej. – Dzień zaczynamy od godzinek, pamiętamy o Różańcu, koronce i Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Codziennie mamy też rozważania, a tegorocznym hasłem jest: „Aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary” – mówiła M. Podedworna.

    Parafialna czy Rybnicka?

    Górnośląskich pielgrzymów, którzy docierają piechotą na Jasną Górę w czerwcu i na początku lipca, jest w sumie kilka tysięcy. Kolejnym tak mocnym śląskim akcentem będzie dopiero idąca od 29 lipca do 2 sierpnia Pielgrzymka Rybnicka, w której maszeruje zwykle około 4 tys. ludzi. I ta wielka pielgrzymka, i te mniejsze mają swoich zażartych zwolenników, którzy nie chcieliby się zamienić. Rybnicka – bo katolikowi dodaje skrzydeł widok tysięcy ludzi myślących tak jak on. Ludzi, którzy nie wstydzą się wznosić rąk w górę w uwielbieniu Boga na wspólnych Mszach świętych i nocnym czuwaniu na Jasnej Górze. W tym uwielbieniu pomaga porywająca gra diakonii muzycznej, złożonej z połączonych sił młodych gitarzystów, bębniarzy i chórzystów ze wszystkich 9 grup Pielgrzymki Rybnickiej. Za to mniejsze grupy idące Jurą Krakowsko-Częstochowską zyskują coś, czego brakuje pielgrzymom idącym przez zatłoczone górnośląskie drogi – kontakt z piękną przyrodą. Unikają asfaltu, często korzystają z cienia na leśnych drogach, chłoną niezapomniane widoki ruin zamków, wczepionych w białe skały.

    Cisza absolutna

    Na wspólną pielgrzymkę w Leszczynach zapisało się 150 osób, a 100 w Skrzyszowie. Chociaż, jakby się lepiej przyjrzeć, okazuje się, że są to przedstawiciele 30 różnych parafii. – To pokazuje, jaki jest w ludziach głód pielgrzymowania – ocenia ks. Mateusz Drobny, wikary parafii św. Andrzeja Boboli w Leszczynach. – Jest ogromne zapotrzebowanie na rozmowy duchowe z księżmi – zauważa ks. Witold Tatarczyk, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Skrzyszowie. – I na ciszę! – dorzuca ks. Mateusz. To rzeczywiście niezwykłe, że w świecie, który rozpędził się na złamanie karku, w którym cisza właściwie zniknęła, gdzie młodsi nie rozstają się ze słuchawkami, cisza jednak fascynuje. Podczas marszu przez las, z dala od szos, prowadzący ogłaszali czasem 10-minutową, absolutną ciszę. Zadziwiające było to, że ludzie się do niej stosowali – wystarczyło raz czy drugi przypomnieć w pierwszych sekundach po jej ogłoszeniu. – Niesamowicie im się to podoba. Proszą, żeby znowu ogłosić ciszę – opowiada ks. Tatarczyk.

    Przeprosiny w ruinach

    Animatorem muzycznym w grupie z Leszczyn i Skrzyszowa był Andrzej Pałka, szef Caritas w Wodzisławiu Śląskim. – On gra na gitarze i śpiewa z górki, pod górkę, zawsze. Podejrzewam, że jedna trzecia całego jego ciała to są płuca – mówi ks. Tatarczyk. Około 30 ludzi w wieku 16–25 lat wieczorami na tej pielgrzymce grało z księdzem Mateuszem w „Mafię”, w piłkę plażową, albo po prostu siedziało razem i śmiało się do rozpuku. Fantastycznie było patrzeć, że młodzi potrafią oderwać się od smartfonów. Pewnie nie wszyscy, bo elektroniczne gadżety silnie uzależniają. Ci z młodych pielgrzymów, którzy co chwilę zaglądali do smartfonów i zagłębiali się w wypluwane przez nie ciągle treści, stali na pielgrzymce jakby trochę z boku, trudno im było w pełni cieszyć się z  rzeczywistości i chłonąć ją wszystkimi zmysłami. Wielu na pielgrzymce skrzyszowsko-leszczyńskiej mocno przeżyło Drogę Krzyżową, odprawioną w malowniczych ruinach zamku w Olsztynie. W czasie tego nabożeństwa ksiądz zaproponował, żeby pielgrzymi przeprosili się nawzajem. Mogli przeprosić trzy osoby, które stały przypadkowo obok. A jeśli mieli poczucie, że kogoś na tej pielgrzymce obrazili – ksiądz proponował, żeby go teraz odszukali i poprosili o wybaczenie. – Jedna z pań powiedziała mi później, że przeżyła tyle Dróg Krzyżowych, ale przy tej po raz pierwszy w życiu się popłakała – mówi ks. Tatarczyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół