• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Pasja w czasach zarazy

    Krzysztof Błażyca

    |

    Gość Katowicki 20/2015

    dodane 14.05.2015 00:00

    Rozmowa. O wyprawie do kraju ogarniętego epidemią eboli, przemytnikach i O dużej dawce witaminy C z Tadeuszem Biedzkim, ślĄskim podróżnikiem i pisarzem, rozmawia Krzysztof Błażyca.

    Krzysztof Błażyca: Po „Śnie pod baobabem” i przekroczeniu „Dziesięciu bram świata” tym razem został Pan przemytnikiem?

    Tadeusz Biedzki: (śmiech) A wcześniej uczestnikiem obrzędu zabijania kozła. Ludzie w wiosce wierzyli, że krwawa ofiara uchroni ich przed ebolą, bo w pobliżu był nawrót choroby. Podczas tej podróży przekroczyliśmy z żoną trzy „zielone granice”: do Gwinei z ghańskimi rybakami, do Sierra Leone też nielegalnie morzem. Gorzej było w drodze do Liberii, bo tam i mafie diamentowe, i wiele patroli. Udało się z przemytnikami.

    Nie lepiej było oficjalnie, z wizami?

    Nie było szans na wizy. W Sierra Leone jeden z rybaków zaprowadził nas do kuzyna. Jak to w Afryce – wszyscy rodzina. Ten kuzyn jeździł busem do Liberii. Ja mu mówię, że nie mam wizy. A on na to, że teraz, przy eboli, trudniej wjechać, ale: „Nie martw się, bo ja mam kuzyna i on cię przeprowadzi przez granicę”. No to jedziemy. A on zamiast do granicy, skręca w busz. Ludzie krzyczą, bo oni przecież na targ przy granicy jadą. Kierowca zostawia nas na drodze.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół