• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Oskarżony o zabicie pięciorga najbliższych

    PAP

    dodane 12.03.2015 11:08

    Gliwicka prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Dariuszowi P., któremu zarzuca podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób pięciorga członków najbliższej rodziny. Mężczyźnie grozi dożywocie.

    Informację o zakończeniu śledztwa i skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przekazał w czwartek prok. Piotr Żak z gliwickiej prokuratury. Sprawą zajmie się rybnicki ośrodek Sądu Okręgowego w Gliwicach.

    W pożarze, do którego doszło w maju 2013 roku, zginęła żona Dariusza P. oraz czworo ich dzieci. P. został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który dzięki akcji ratowniczej ocalał z pożaru. W procesie P. będzie groziła kara nie mniejsza niż 12 lat więzienia, maksymalnie - dożywocia.

    "Oskarżony nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Jego wyjaśnienia były zmienne w toku procesu. Zdaje się, że dostosowywał je do gromadzonego materiału dowodowego" - mówił podczas czwartkowego briefingu w Gliwicach prok. Żak. "Po zdarzeniu () podjął szereg czynności mających na celu odwrócenie podejrzeń od swojej osoby. Można jednak powiedzieć, że te działania były nieudolne i - wręcz przeciwnie - wskazywały na sprawstwo Dariusza P." - zaznaczył śledczy.

    Prokuratura nie ma wątpliwości, że to Dariusz P. podłożył ogień w domu, w którym spała jego żona i dzieci. Motywem przestępstwa miała być chęć uzyskania pieniędzy z polis. Według ustaleń śledztwa Dariusz P. na krótko przed pożarem zawarł szereg umów ubezpieczeń majątkowych i osobistych - na wysokie kwoty. Z domu usunął wartościowe przedmioty.

    Z wiedzy prokuratury wynika, że oskarżony miał poważne długi. Śledczy w czwartkowym komunikacie podali, że chodziło o "znaczne zadłużenie w Urzędzie Skarbowym, a także z tytułu obowiązków alimentacyjnych".

    Prok. Żak relacjonował podczas briefingu, że w akcie oskarżenia znalazł się zarzut "sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób w postaci pożaru, w następstwie którego sześć osób odniosło poważne obrażenia ciała, z których pięć osób zmarło oraz usiłowanie zabójstwa jednej osoby". Dowody wskazują, że oskarżony działał "w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia członków swojej rodziny".

    Jednym z dowodów jest opinia biegłego z zakresu pożarnictwa, jednoznacznie wskazująca na podpalenie. Ogień podłożono w domu w sześciu miejscach. Żaluzje były zamknięte i zablokowane w taki sposób, by nie można ich było otworzyć. Opinia z zakresu mechanoskopii potwierdziła, że domu nie było śladów włamania.

    Z jeszcze innej opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynika, że P. - wbrew swym twierdzeniom - w czasie pożaru był w pobliżu domu. Inną badaną kwestią były sms-y z pogróżkami, które P. pokazywał śledczym, aby skierować śledztwo na fałszywe tory - chodziło o zasugerowanie, że podpalaczem jest inna osoba, która miała mu grozić. Podczas śledztwa znaleziono przy nim telefon, z którego wysyłano te wiadomości.

    "Tu zasięgnięto opinii biegłego lingwisty, który stwierdził, że wiadomości zarówno u odbiorcy jak i nadawcy tekstu zostały sporządzone przez tę samą osobę" - wyjaśnił prok. Żak. Dodał, że ich treść porównywano też m.in. z tekstem wywiadu, którego P. udzielił dziennikarzom. "Ostatecznie oskarżony przyznał, że sam pisał do siebie te wiadomości, wiedząc że nie posiada dostatecznego alibi" - dodał śledczy.

    Prok. Żak przypomniał też, że w śledztwie m.in. przeprowadzono sekcję zwłok myszy podłożonej przez oskarżonego, by upozorować przypadkowe powstanie pożaru. Chodziło o zasugerowanie, że gryzoń przegryzł kable, doprowadzając do zwarcia, okazało się jednak, że zdechł wcześniej niż doszło do pożaru, na skutek urazu mechanicznego. Niezależnie od tego stwierdzono, że kabel został przecięty.

    Pod koniec ub. roku prokuratura otrzymała pisemną opinię biegłych psychiatrów i psychologa, którzy przez kilka tygodni obserwowali Dariusza P. w Szpitalu Psychiatrycznym przy Areszcie Śledczym we Wrocławiu. "Biegli stwierdzili, że oskarżony w czasie popełniania czynu był poczytalny, co oznacza, że może on odpowiadać przed sądem" - wskazał prok. Żak. Z komunikatu prokuratury wynika też, że biegli stwierdzili u oskarżonego cechy osobowości psychopatycznej.

    Przeprowadzenie obserwacji psychiatrycznej zapowiadano już krótko po zatrzymaniu P. Wobec Dariusza P. prowadzone były wcześniej inne sprawy karne o charakterze gospodarczym. Podczas zleconych w ich ramach badań, przeprowadzonych w warunkach ambulatoryjnych, biegli uznali go za niepoczytalnego (teraz będą one weryfikowane).

    P. najprawdopodobniej symulował niepoczytalność m.in. czerpiąc wiedzę ze znalezionej u niego w domu książki "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne". "W jednym ze swoich listów Dariusz P. relacjonując swoje dolegliwości opierał się na znajdującym się w tym podręczniku opisie pacjentki ze schizofrenią. Swój stan psychiczny opisał jednak z pozycji lekarza (obserwatora), a nie pacjenta" - wyjaśniła w komunikacie prokuratura.

    "Oskarżony podejmował działania, które miały wskazywać, że jest osobą niepoczytalną. W pewnym momencie swoich wyjaśnień wskazywał, że do pewnych działań nakłaniał go nieistniejący Waldi. Ta osoba miała mu wskazywać, aby podpalił pewne elementy wyposażenia mieszkania, aby spowodować pożar" - dodał w czwartek prok. Żak.

    Odnosząc się do pytań dziennikarzy prokurator przyznał, że proces Dariusza P. będzie poszlakowy. Zaznaczył jednak, że ciąg tych poszlak tworzy zamknięty łańcuch tak, że pozostałe wersje (w śledztwie szczegółowo sprawdzone) są nieprawdopodobne. Ocenił również, że obecnie nie ma podstaw dla ew. wniosku o wyłączenie jawności procesu.

    Do tragedii doszło 10 maja 2013 r. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliła się część schodów i szafa. W wyniku pożaru zmarło pięć osób, ocalał tylko najstarszy syn. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka.

    Cała piątka spoczęła jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Rodzina była zaangażowana w życie Kościoła - 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w stowarzyszeniu Dzieci Maryi, a rodzice byli związani z ruchem "Światło-Życie". P. miał opinię przykładnego ojca i wzorowego męża.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • mmm
      12.03.2015 17:05

      "Uchwała 240. Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski (2 maja 1990) wprowadza funkcję nadzwyczajnych szafarzy Komunii na terenie Polski. Kandydaci powinni odznaczać się właściwym życiem moralnym i pobożnością, mieć wykształcenie minimum średnie i znać podstawowe prawdy teologiczne, zwłaszcza odnoszące się do Kościoła, Mszy świętej i Eucharystii. Biskup może polecić kandydatowi udział w kursie teologicznym lub zażądać egzaminu. Funkcja ta powierzana jest na rok, a potem przedłużana. Przed powołaniem i każdym przedłużeniem powołania kandydaci muszą odbyć co najmniej trzydniowe rekolekcje."

      Ciekawe musiało byc to życie moralne i pobożność. Co do prawd teologicznych to te odnoszące się do KK widocznie były panu bardzo dobrze znane i przeciw nim nie zgrzeszył. Natomiast przykazanie miłości bliźniego już było jakby znane mniej ale do niego KK już tak dużego wpływu nie przywiązywał, pewnie to przykazanie szafarzy nie dotyczy.

      Ciekawe czy ten pan taki egzamin przeszedł i jaki stopień otrzymał?

      Ciekawe jest również jakie tematy są poruszane na tych 3-dniowych rekolekcjach? Może ktoś obeznany mnie oświeci.

    • M.D.
      12.03.2015 20:25
      Nieskazitelne życie moralne, a miał zaległe alimenty... Hmmm. Również należę do osób, które były pod wrażeniem "mowy pożegnalnej" człowieka, który stracił całą rodzinę. Pomyślałam, jak wielkiej wiary człowiek. Nie zalamał się. Wierzy, że spotka sie kiedyś ze swoją rodziną. A tu takie coś. Nie rozumiem, jak pieniądzie mogą byc ważniejsze niż życie najbliższych i jak człowiek uznawany za wierzącego, może dopuścić się takiego bestialskiego mordu. Najprawdopodobniej jest tak, że wcale wierzący nie jest, a przynajmniej nie był w chwili popełniania morderstwa w premedytacją. Tylko Bóg jest dawcą życia i tylko On ma prawo je odebrać kiedy uzna, że to już czas.
    • mmm
      14.03.2015 11:08
      "Zapomniano" również dodać że ten pan był absolwentem KUL-u
    • wietrzyk11
      14.03.2015 17:29

      WIELODZIETNOŚĆ = ŚWIĘTOŚĆ. Prawda?

      Gdyby ten człowiek miał tylko dwoje dzieci, stałby się na pewno wstrętnym egoistą. A dzięki wielodzietności wzniósł się na wyżyny świętości...

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół