• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Robotnicy do... internetu

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 11/2015

    dodane 12.03.2015 00:00

    Dlaczego historia pamięta o dyrektorach fabryk, a milczy o szeregowych pracownikach? Teraz to się zmieni.

    Przecież to właśnie szeregowi pracownicy opowiadają o tym, co najciekawsze: o dawnych technologiach, o szczegółach swojej pracy. W internecie powstaje więc niezwykła „Baza życiorysów pracowników przemysłowych na Śląsku”. Wystarczy wpisać internetowy adres: szychtownica.pl. Jeśli pracowałeś w przemyśle na Śląsku lub w Zagłębiu, możesz tam wysłać swój życiorys albo upamiętnić ojca, dziadka, wujka, którzy zostawili kawał życia i zdrowia „na grubie” czy w hucie. Mile widziane są zdjęcia, a najmilej – załączone filmiki ze wspomnieniami o zakładach, które często już dziś nie istnieją.

    A jo taki krepel

    – Niby to jo mioł sie uczyć na tej walcy blacha walcować, te pakety po 120 kilo. No ale jo nie doł rady, bo jo za malutki był. Tu byli chopy takie! A jo taki krepel, pierona... Posłali mie do biura: ty sie tu nie nadajesz – mówi na filmiku, który już można oglądać na stronie szychtownica.pl, Marian Hanzlik z Katowic.

    Przez 40 lat ciężko pracował fizycznie w Hucie Metali Nieżelaznych Szopienice. W śląskiej godce w fascynujący sposób tłumaczy, jak kiedyś odlewano tu cynk. W starej hali po upadłej hucie pokazuje piece czy zakurzone urządzenie zwane karuzelą, w którym dawniej, zalany wodą, zastygał cynk tuż po odlaniu. – Nos sam dużo było na tym piecu, bo pięciu: odlywacz, ściągacz, placiorz i dwóch wytapiaczy... Tu sie zawsze odczytywało temperatura kożdego pieca. Nie śmiołech przekroczyć 470 stopni, bo jak bych jo to zrobił, to jo zostana ukarany. Kożdy wytapiacz musioł swój piec pilnować. A nie było wiadomo, kiedy kierownik przidzie. Z tyłu zalecioł i zobocył, i zaroz kupa larma. On był taki mały. Przezywoł strasznie i zaroz ukaroł, kurce, prymio i koniec, bo źle zrobilimy – wspomina Marian Hanzlik. Film z jego wspomnieniami nagrał Piotr Rygus, historyk z Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego na Śląsku. – Po rozmowie z nim pomyślałem: jeśli mam gromadzić życiorysy takich ludzi, to wchodzę w to bez wahania – komentuje. Opowiada o kolejnym nagranym pracowniku. – Pracował w Hucie Szopienice aż do jej zamknięcia, już jako emeryt na pół etatu. Z łezką w oku stwierdził: „Byliśmy jak rodzina”. Myślę, że działające na Śląsku zakłady przemysłowe to nie tylko maszyny, to też jakaś wspólnota. Wiedzę o tym trzeba ocalić od zapomnienia – uważa Piotr Rygus.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół