• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • La... co?!

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 10/2015

    dodane 05.03.2015 00:00

    Kiedy w XVII wieku francuscy misjonarze przybyli do Krainy Wielkich Jezior, przecierali oczy ze zdumienia. Zobaczyli przed sobą setki Indian z kijami w ręku, biegających we wszystkich kierunkach.

    Okazało się, że w tym szaleństwie jest metoda. Bo pomiędzy biegającymi plątał się jakiś okrągły przedmiot. Indianie przerzucali go między sobą, używając kijów, lub tłukli się tymi kijami nawzajem. A że byli waleczni i nieokrzesani, zdarzało się, że po takim łomocie jeden czy drugi zawodnik zstępował do krainy przodków…

    „Zawodnicy są tacy męscy”

    Taka jest geneza lacrosse, jednej z najstarszych na świecie dyscyplin sportowych, którą Indianie nazywali „grą Stwórcy”, wierząc, że jest darem samego Wielkiego Manitou. Z tego powodu mecze często rozgrywane były „ku czci” sił nadprzyrodzonych, aby sprawić im przyjemność albo zyskać ich przychylność. Wśród Indian gra była też wykorzystywana do rozwiązywania konfliktów. Dlatego na przykład Mohikanie używali nazwy „Młodszy brat wojny”. Wiele sporów pomiędzy plemionami udało się dzięki tej grze rozwiązać, unikając krwawych walk.

    Zawody były jednak brutalne, a brak hierarchii na boisku powodował, że sędziom trudno było opanować rozemocjonowanych graczy, którym w ferworze walki i przy braku ochraniaczy czasem zdarzyło się ukatrupić przeciwnika. Rozgrywki wśród Indian trwały często wiele godzin, a nawet dni.

    Pole gry ani ilość zawodników na boisku nie były ograniczone. Młodzi wojownicy ćwiczyli w ten sposób swoją wytrzymałość, poprawiali kondycję i starali się utrzymać tempo gry. Bo za zbytnie spowolnienie zawodnikom groziła chłosta ze strony... kobiet z plemienia.

    Kiedy jezuici w XVII wieku po raz pierwszy zobaczyli rozgrywany mecz, kije zawodników skojarzyły się im się z biskupimi pastorałami. Od nich właśnie wzięła się nazwa tej dyscypliny – „la crosse”, po francusku krzywy kij.

    Biali misjonarze co prawda potępili brutalne elementy gry, ale sama dyscyplina na tyle im się spodobała, że przeszczepili ją na Stary Kontynent. Europejczycy przyjęli z entuzjazmem nową grę. Podobno brytyjska królowa Wiktoria zachwyciła się nią, twierdząc, że jest przyjemna do oglądania, a zawodnicy... są bardzo męscy.

    Z czasem rozgrywki stawały się coraz mniej brutalne i ustalono stałe zasady gry. Skodyfikował je w XIX wieku kanadyjski dentysta William George Beers. Przy okazji założył Montrealski Klub Lacrosse. Złośliwi twierdzą, że ponieważ zawodnicy często tracili zęby, stomatolog zobaczył w tej dyscyplinie prawdziwą żyłę złota dla siebie. W 1904 i 1908 roku lacrosse wszedł w poczet dyscyplin olimpijskich.

    Bez kija nie podchodź

    W Polsce ta dyscyplina znana jest dopiero od 2006 roku. W lacrosse grają we Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Krakowie, Łodzi, Oświęcimiu, Lublinie, Trójmieście i Katowicach. O waleczności zawodników świadczą nazwy zespołów: Kosynierzy, Korsarze, Hussars, Spartans, Grom, Legion...

    Na boisko, o wymiarach zbliżonych do piłkarskiego, wybiega 10 zawodników z każdej drużyny – bramkarz, 3 obrońców, 3 pomocników i 3 napastników. Ubrani są w obowiązkowe kaski wyposażone w kratkę osłaniającą twarz, zapięte paskiem pod brodą. W rękach trzymają kije, składające się z uchwytu i główki, do której przymocowana jest siatka. Kije różnią się od siebie w zależności od pozycji na boisku.

    Te używane przez napastników oraz pomocników mają długość około metra. Kije obrońców mogą mieć długość od 132,08 cm do 182,88 cm. Trzeci rodzaj kija to cross bramkarski. Ma szerszą główkę, która pomaga skuteczniej bronić strzałów przeciwnika.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół