• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • To są twoje Chiny

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 51-52/2014

    dodane 18.12.2014 00:00

    90-lecie Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego. – Tam rodzi się jakiś przyszły arcybiskup. A może kardynał, może papież? I taką mam wizję proroczą: żeby wreszcie z tego seminarium wyszedł jakiś błogosławiony i święty. Ks. Jan Macha, ks. Franciszek Blachnicki? – mówi ks. Henryk Olszar, historyk Kościoła, wykładowca na Wydziale Teologicznym UŚ.

    Dziewięć dekad historii. Około 2 tys. wyświęconych kapłanów. Wśród nich słudzy Boży, arcybiskupi, biskupi. Tradycja wrocławska, krakowska i wreszcie katowicka. Kończy się rok 2014, rok jubileuszu powstania Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego. Niedługo rozpoczniemy rok 2015, a razem z nim odświeżymy wspomnienia związane z 90-letnią historią diecezji katowickiej. Najpierw spójrzmy jednak wstecz. W 1923 r. powstał „Gość Niedzielny”, rok później – seminarium śląskie w Krakowie, a w 1925 r. – nasza diecezja. Tym razem o „Gościu” pisać nie będziemy, o diecezji też nie. Dziś swoje pięć minut mają klerycy. Ci wyświęceni dawno temu, ci, których do kapłaństwa nie dopuszczono, i ci, którzy wszystko jeszcze mają przed sobą.

    Sio, siostry!

    Gdy zapytasz jakiegoś księdza o wspomnienia z seminarium, to na pewno powie, że jest ich sporo. Potem okaże się jednak, że mało z nich nadaje się do publikacji. I niekoniecznie chodzi tu o skandale, choć pewnie i takie miały miejsce, co o historie związane z konkretnym rocznikiem, przełożonymi, wykładowcami czy pomyłkami w czasie nabożeństw. O jednej, bardzo popularnej, napisać nie grzech: jak wygląda akt pokuty w czasie Mszy w seminarium? „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i Wam, bracia i sio…” Słusznie, siostry, poza zakonnymi, sio stąd, wracamy do braci kleryków. A ci wstają o 5.30, o 6.00 są już w kaplicy na półgodzinnej medytacji biblijnej, najczęściej nad tekstami z liturgii danego dnia, potem mają Eucharystię. Po niej jedzą śniadanie, a o 8.00 zaczynają wykłady na Wydziale Teologicznym UŚ. Wracają stamtąd o 13.00. Piętnaście minut później są w kaplicy na rachunku sumienia. Jedzą obiad, wracają na uczelnię, zajęcia skończą między 16.00 a 16.30. Mają trochę czasu na naukę, o 18.15 – nieszpory, dalej kolacja, do 20.30 czas wolny. Potem zaczyna się cisza – silentium religiosum – która trwa do zakończenia Mszy św. dnia następnego. – Jak klerycy pierwszego roku radzą sobie ze wstawaniem i ciszą? – pytamy ks. Marka Panka, rektora seminarium. – Poranne wstawanie to problem nie tylko na początkowych latach. Ja do dziś z tym sobie nie radzę... A ta cisza to wyzwanie. Ciągnie, żeby porozmawiać, podsumować dzień, ale staramy się przypominać o ciszy. Nie jest ona wartością samą w sobie. Ma być przestrzenią do poznawania samego siebie, wsłuchiwania się w Pana Boga – wyjaśnia.

    Od tego roku formacja do kapłaństwa trwa 7 lat. Została wydłużona przez wprowadzenie tzw. roku zerowego, propedeutycznego, który odbywa się w Brennej. To czas, kiedy kandydaci do bycia klerykami poznają siebie, wyrównują poziom edukacyjny z języka polskiego czy kultury, odbywają bardzo częste rozmowy z ojcem duchownym, uczestniczą w rekolekcjach i rozeznają, czy kapłaństwo to ich droga. Oczywiście będą to mogli robić jeszcze przez kolejnych sześć lat. Na trzecim roku czekają ich obłóczyny, czyli przyjęcie stroju duchownego, potem posługa lektoratu, na czwartym staną się szafarzami Komunii świętej, na piątym przyjmą święcenia diakonatu, poprzedzone ad missio, na szóstym, finalnym, staną się kapłanami archidiecezji katowickiej. – Obecnie w seminarium jest ok. 120 kleryków. Gdyby porównać to z czasami, kiedy ja byłem klerykiem, jakieś 30 lat temu, to jest to mniej więcej jedna trzecia. Nas było ponad 300, ale same liczby niewiele mówią. Diecezja jest mniejsza, została podzielona, część poszła do bielskiej, część do gliwickiej. Poza tym w rodzinach jest mniej dzieci, mniej maturzystów. Nie jest to więc szokujący spadek, chociaż niewątpliwie spadek jest. Paradoksalnie przełożonych, kiedy byłem w seminarium, było mniej więcej tylu, co teraz – śmieje się ksiądz rektor. – A spodziewał się ksiądz powrotu? – Nigdy w życiu. Byłem przekonany, że jak skończę seminarium, to już nigdy więcej do niego nie wrócę. To jest etap studencki, potem człowiek idzie już tylko dalej. A tu się okazało, że musiałem wrócić, i to w takiej roli. Niełatwej. Ale jest dobrze, to też wewnętrznie odmładza człowieka. Odpowiedzialność ogromna, ale zawsze w trudnych sytuacjach przypominam sobie słowa: „Wystarczy ci mojej łaski”. Wierzę głęboko, że człowiek nie jest w tym sam – odpowiada. – Kiedyś w czasie prowadzenia wykładu zapytałem: „A kto te Chiny nawróci?”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół