• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Biskup od brakujących wiązanek

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 51-52/2014

    dodane 18.12.2014 00:00

    – Matka jest sparaliżowana, ale nie ma smutnej twarzy. Marek ją dopinguje, mówi: „Mamuś, zawsze jesteś piękna, ale teraz jesteś najpiękniejsza!”. I nie mówi tego tylko z grzeczności, bo kiedy się z nią rozstajemy i siadamy do auta, to dodaje: „Wiesz, ta mama mi się ogromnie podoba” – tak o ks. Marku Szkudle, biskupie nominacie archidiecezji katowickiej, mówi ks. Henryk Bolczyk, były moderator generalny Ruchu Światło–Życie.

    Zdarzało się, żeśmy razem wyjeżdżali na urlop. No i wtedy wszyscy mówili: „Ludzie, to jest już prawdziwa eschatologia: lew z koźlęciem, proboszcz z wikarym na wakacjach?!” – dopowiada jako proboszcz i przyjaciel przyszłego biskupa. Co takiego jest w ks. Szkudle? Na pewno wyjątkowo czuć może się z kilku powodów. Urodził się w roku przestępnym, 28 lutego 1952 r. w Tychach. Gdyby na świat przyszedł dzień później, urodziny świętowałby co 4 lata. W przeddzień jego 35. urodzin zmarł ks. Franciszek Blachnicki. Telefon z Carlsbergu z informacją o jego śmierci jako pierwszy odebrał nie kto inny jak nasz biskup nominat. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku wyboru papieża Polaka, a w 1981 r. trafił na parafię do ks. Bolczyka, kapelana górników strajkujących na „Wujku”, późniejszego moderatora generalnego Ruchu Światło–Życie.

    Łon tam mieszko

    Cofamy się o 36 lat. Diakon Marek Szkudło staje się kapłanem. Przed rozpoczęciem uroczystości klerycy dzielą się kwiatami, które przekażą swoim przełożonym. Orientują się, że brakuje jednej wiązanki, dla proboszcza katedry. Nie ma czasu i możliwości zakupów. Diakoni postanawiają, że kwiaty wręczą przy innej okazji. Liturgia trwa. Ks. Marek, po przyjęciu Komunii, wraca do ławki. „W tym momencie ktoś klepie mnie po ramieniu. Odwracam się, podaje mi wiązankę kwiatów i mówi: »Proszę księdza, ktoś tam z tyłu kazał przekazać księdzu kwiaty z najlepszymi życzeniami z okazji święceń kapłańskich«. Ja do dziś nie wiem, kto mi te kwiaty dał, ale wiem, że to była ta brakująca wiązanka” – mówił ostatnio w czasie konferencji, wyjaśniając, że właśnie w kapłaństwie wiele takich niespodziewanych „wiązanek kwiatów” otrzymał.

    Pierwszą parafią ks. Szkudły była św. Małgorzata w Lyskach. Jego proboszcz miał problemy z pamięcią. – Pewnego razu wybrali się gdzieś na jakąś rocznicę urodzin. Marek wyjechał w przekonaniu, że proboszcz go poprowadzi. Biedny, miał taką sklerozę i zahamowania, że nie potrafił nic więcej powiedzieć poza: „Do niego jadymy, łon tam mieszko”. I ten biedny Marek jakoś musiał znaleźć rozwiązanie. Wspominał to zawsze w formie żartu – mówi ks. Bolczyk.

    W 1981 r. ks. Szkudło znalazł się w Katowicach, gdzie przez 13 lat mieszkał przy parafii św. Michała Archanioła, najpierw jako wikary, potem rezydent. To właśnie tam zaprzyjaźnił się ze swoim proboszczem, ks. Bolczykiem. „Dla młodego księdza, który szukał wzorca mądrej, roztropnej i odważnej służby kapłańskiej, trzynaście prawie lat przeżytych u boku księdza Henryka było prawdziwą lekcją duszpasterskiej mądrości. Wspólna modlitwa, przeżywane doświadczenia, wspólne szukanie mądrych rozwiązań stały się źródłem prawdziwej przyjaźni” – wspominał po latach przyszły wikariusz biskupi ds. stałej formacji kapłanów w archidiecezji katowickiej.

    Biskup kupował mi masło

    – Tak się wzajemnie na początku szanowaliśmy, że minęło parę lat, nim przeszliśmy na „ty”. W końcu się zdenerwowałem i mówię: „Marek, ja już nie będę się bawił w to »księżowanie« z tobą” – przyznaje proboszcz. Ks. Bolczyk zaraził ks. Szkudłę oazą. I to ona, jak wspomina przyszły biskup, stała się dla niego kolejną „wiązanką kwiatów” od Pana Boga. Biskupem został razem z ks. Adamem Wodarczykiem, moderatorem generalnym oazy. To kolejny prezent. – Myśmy tak po cichu mówili, że to może jest cud księdza Blachnickiego – żartował w dniu ogłoszenia nominacji.

    W Katowicach ks. Marek pracował jako diecezjalny kapelan harcerzy oraz wizytator katechetyczny, a w 1994 r. został proboszczem parafii NMP Matki Kościoła w Jastrzębiu-Zdroju. Znajomi ks. Szkudły mówią, że zawsze ma czas dla innych. – Zawstydza mnie pokorą – mówi Jarosław Dudała, jeden z nich. – Kiedyś zapytał mnie i moją żonę: „Nie chcecie masła?”, bo ma zaprzyjaźnioną mleczarnię gdzieś na Śląsku Cieszyńskim. I to jest taki biskup, który regularnie co pewien czas kupował mi masło.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół