• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Śląskie węzły pamięci

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 47/2014

    dodane 20.11.2014 00:15

    Jak uczyć historii Górnego Śląska, gdy jest coraz więcej prób napisania jej od nowa, według klucza podkreślającego regionalną specyfikę.

    Jednym z ważnych elementów śląskiego regionalizmu jest wierność tradycji oraz własnej historii, rozumianej jako specyficzne doświadczenie, właściwe tylko Ślązakom. Do tego dochodzi przekonanie, że w latach 1945–1989 państwo polskie źle obchodziło się ze śląską tradycją, kulturą i historią. Na tym gruncie pojawił się ostatnio bardzo wyraźny nurt rewizjonizmu, kwestionującego dotychczasowe narracje historii Górnego Śląska, zwłaszcza opisujące poprzednie stulecie.

    Węzły pamięci

    Zwolennicy nowej koncepcji historii Śląska podkreślają, że powinna być pisana „ze śląskiej perspektywy”. Faktem jest, że do 1989 r. kwestie regionalne były nieobecne w nauczaniu szkolnym. Historia Górnego Śląska była i w jakimś stopniu nadal jest pisana wyłącznie z perspektywy polskiego ruchu narodowego oraz procesu tworzenia polskiej świadomości narodowej przez lokalne elity. Nie mieszczą się w niej ci, którzy pozostawali na marginesie tych procesów albo świadomie ich nie zaakceptowali, przedkładając regionalną identyfikację i tożsamość ponad narodową. Co innego będzie więc dla nich ważne z przeszłości, co innego przechowali w swojej tradycji i pamięci historycznej. Warto więc zastanowić się, jakie są kluczowe punkty w sporze o historię regionalną. W tym opisie posłużę się pojęciem węzłów historycznych jako specyficznych dziejowych momentów, łączących ważne wydarzenia z wielkiej historii z doświadczeniem osobistym, mocno zakorzenionym w rodzinnej tradycji.

    Węzeł pierwszy: w obcych mundurach

    W wersji oficjalnej historii nie ma miejsca na refleksję o doświadczeniu masowej służby Ślązaków w czasie obu wojen światowych w armii niemieckiej. Dopiero całkiem niedawno ukazały się na ten temat dwie monografie prof. Ryszarda Kaczmarka z Uniwersytetu Śląskiego. O ile służba w armii niemieckiego cesarstwa nie wzbudza większych emocji, to przymusowa służba w Wehrmachcie wywołuje negatywne skojarzenia.

    Pojawia się więc postulat, aby zdjąć tabu z tego tematu i opisać ten tragiczny czas, nie przez pryzmat wielkich ideowych wyborów, polskich czy niemieckich, ale własnej, rodzimej śląskiej perspektywy, ludzi wziętych do armii i uwikłanych w wielką wojnę. Kryje się za tym także pragnienie pokazania zdjęcia przodka w mundurze kajzerowskiej armii czy w mundurze Wehrmachtu bez obawy, że będzie to ocenione w kategoriach zdrady narodowej.

    Przymusowa służba w armii niemieckiej stała się udziałem nie tylko Ślązaków, ale i Wielkopolan oraz mieszkańców Pomorza. Wielu spośród nich przechodziło później do jednostek polskich, tworzonych na Zachodzie. Tak było w czasie I wojny światowej, kiedy część jeńców zgłosiła się do jednostek tworzonych przez gen. Józefa Hallera, a w jeszcze większym stopniu miało to miejsce podczas II wojny światowej. Dziesiątki tysięcy Górnoślązaków, przymusowo wcielonych do Wehrmachtu, zdezerterowało albo z obozów jenieckich poszło do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Opowieść o ich losach powinna być nieodłączną częścią węzła pamięci o przodkach służących w obcej armii.

    Węzeł drugi: zapomniana okupacja

    Publiczna debata, jaką niedawno prowadziliśmy w naszej redakcji przy okazji kolejnego wydania książki Kazimierza Gołby „Wieża spadochronowa”, m.in. z udziałem profesorów Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz i Ryszarda Kaczmarka oraz prokurator Ewy Koj z IPN, pokazała, jak skutecznie udało się niemieckiemu okupantowi zatrzeć wszystkie ślady po zbrodniach, których dopuścił się na mieszkańcach Górnego Śląska w pierwszych tygodniach okupacji. W masowych egzekucjach zginęły setki ludzi, jako ofiary wcześniej przygotowywanych przez gestapo list proskrypcyjnych, jak również z rąk miejscowych bojówkarzy, często sąsiadów. Wrzesień 1939 roku, a także lata okupacji, nie mają tylko jednego wymiaru: starcia polskiego żywiołu z przemocą niemieckiego okupanta. Toczy się bowiem wtedy podskórna, niezwykle brutalna wojna między miejscowymi, Ślązakami. Jedni organizują konspiracyjne struktury, które później stają się częścią Polskiego Państwa Podziemnego, inni z pełnym zaangażowaniem kolaborują z administracją okupanta. Tym pierwszym 1 września 1939 roku zawalił się cały świat. Inni wyszli na ulice z kwiatami, witając w oddziałach Wehrmachtu wyzwolicieli spod „narzuconej polskiej władzy”. Trudno kwestionować śląskość i rdzenność obu tych grup społecznych. Nowy śląski rewizjonizm stara się jednak zanegować polski, a zarazem śląski opór we wrześniu 1939 roku, a jednocześnie pominąć milczeniem wsparcie udzielone przez część Ślązaków narodowosocjalistycznym porządkom na Śląsku. Jeśli historia regionalna ma być prawdziwa, nie może pomijać okupacyjnej martyrologii Ślązaków wiernych Polsce, masowo oddających za nią życie.

    Węzeł trzeci: katastrofa 1945 r.

    W 1945 r. Górny Śląsk doświadczył wszystkich negatywnych konsekwencji powojennego przesunięcia Polski ze wschodu na zachód. Nastąpiła radykalna zmiana struktury ludnościowej, w wyniku czego ludność autochtoniczna stała się mniejszością w wielu regionach Górnego Śląska. Wielu przybyszów nie akceptowało śląskiego regionalizmu, miejscowych tradycji oraz kultury. Ciągle nieznana jest w Polsce skala zbrodni popełnianych tutaj na cywilnej ludności przez Armię Czerwoną. Później przyszła fala szabrowników, którzy przyjechali z centralnych regionów Polski, rabując wszystko, co udało się załadować na ciężarówki. Kolejnym aktem dramatu była masowa wywózka kilkudziesięciu tysięcy mężczyzn z Górnego Śląska do niewolniczej pracy w Związku Sowieckim. Zginęli tam, pozostawiając na miejscu pokolenie samotnych kobiet oraz dzieci, wychowujących się bez ojców, wujków i braci, skazanych na nędzę i poniewierkę na kolejnych etapach życia. I zmuszonych do milczenia na temat losów swych bliskich. Do tego doszedł nie mniej bolesny proces weryfikacji narodowościowej. Nawet gdyby w 1945 r. powstało suwerenne państwo polskie, musiałoby zmierzyć się ze spadkiem niemieckiej polityki narodowościowej na tych terenach. Z pewnością nie udałoby się uniknąć wielu bolesnych decyzji, choć raczej nie zastosowano by odpowiedzialności zbiorowej wobec wszystkich wpisanych na niemieckie listy narodowościowe.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Wiktor Jaworowski
      07.01.2015 10:42
      Wystarczy przeczytać przedwojenną książkę Melchiora Wańkowicza pt "Na tropach smentka" by zrozumieć skąd na Śląsku taka rozbieżność poglądów odnośnie historii. Niemcy wmawiali mazurom, że są jednym z germańskich Volków, tak jak Goralenvolk, czy Kaszubi; że im do Polski dalej niż do niemiec. Stąd jak Mazur spotakał Wańkowicza mówiącego po polsku, był w szoku że rozumie jego język. Tak działała niemiecka propaganda. A przed wojną niemcy na śląsku np opolskim plakatowali domy w których mówiło się po śląsku "hier redet man polnisch" Najsmutniejsze jest to że do dziś są tacy co w niemcach widzą swoich obrońców. A na tablicach żołnierzy poległych w wielkich wojnach, jakie można znaleźć w kościołach w każdej wsi imiona niemieckie, ale nazwiska polskie...
    • Alpejski
      07.01.2015 14:19

      Szanowny Panie Redaktorze!


      Bardzo potrzebny i mądry artykuł.

      Od siebie dodam, że po latach panowania na rynku wydawniczym publikacji słynnego Instytutu Śląskiego w Katowicach (nie mylić z Opolem, gdzie było trochę lepiej) historia Śląska była całkowicie upolityczniona i zakłamana. Słynny Rechowicz, Popiołek i spółka to nieprzemijająca hańba środowiska naukowego…


      Wystarczy prześledzić losy takich śląskich działaczy jak Wincenty Karuga, aby uzmysłowić sobie, co na Śląsku po wojnie się działo. Polecam przemówienia sejmowe Wincentego Karugi, kiedy przeciwstawiał się polityce wysiedlania ludności autochtonicznej z terenów Górnego i Dolnego Śląska (Biblioteka Śląska posiada je w swoich zbiorach).


      A tak na marginesie, pamięta Pan, co pisał Długosz o wynikach walk śląskich książąt o tron krakowski? Ponieważ podzielam zdanie Długosza, że dla Polski byłoby lepiej gdyby jej korona dostała się w ręce książąt śląskich przypomnę tu to, co napisał kronikarz.
      Długosz nie ukrywał swojej sympatii dla Henryka Brodatego, omawiając wydarzenia pod rokiem 1298, wtrąca osobiste wyznanie: „A ja bym był powiedział, że Królestwo Polskie będzie szczęśliwsze i zyska powodzenie, gdyby się jego korona była dostała księciu Henrykowi Brodatemu i jego najszlachetniejszej, świętej żonie, Jadwidze, której wymieniony Henryk Głogowski był prawnukiem.”. Długosz, Ks. VIII, s. 385.


      Wszystkiego dobregow Nowym Roku!

       

    • slązak
      07.01.2015 16:31
      Jako Ślązak powiem, że aby to wszystko zrozumieć, dążenia Ślązaków do autonomii, te apele o narodowość, grupę etniczną, tę historię z naszej perspektywy - trzeba się Ślązakiem urodzić i wychować :) . My jesteśmy jak taka jedna rodzina i wszyscy wspieramy to, co naszej rodziny się dotyczy. Przyznam szczerze, że gdybym nie był Hanysem, powiedziałbym to samo co wszyscy Polacy ("Po co ta autonomia? Jaka narodowość? Jaki język?"), bo bym tego po prostu nie zrozumiał. Myślę, że trzeba poczuć bicie serca i duszę naszego regionu, aby "być w temacie".
      Często zarzuca się nam, że chętnie przyłączylibyśmy się do Niemiec. To jest stereotyp, według mnie puszczany przez władzę w celu zastraszenia Polaków. Wynika to może z tego, że rzeczywiście wielu Hanysów po niemiecku szprecha i to fest dobrze (mamy taką łatwość) oraz duża część ma niemieckie obywatelstwo (tutaj kłania się historia i Wehrmacht), ale nikt o czymś takim nie myśli... (taką dewizę podsłuchałem kiedyś: Nie Niemiec, nie Polak, ino Ślązak)
      No i całkiem obiektywnie powiem, że władze z Warszawy nas Ślązaków ignorują (boją się?).
      Pozdrowiom Wos gryfnie!
      Pyrsk i szczyńść Boże! :)
    • Krzysztof
      07.01.2015 21:37
      "Jak uczyć historii Górnego Śląska"
      Mnie uczono w polskiej szkole, że Kazimierz Wielki oddał Śląsk - Czechom.
      (A Czesi upominali się o Śląsk, już po zajęciu tych ziem przez Mieszka I.
      Niektórzy Piastowie byli nawet zmuszeni płacić Czechom, za użytkowanie śląskiej ziemi.)
      Co do Piastów, to różnie z nimi bywało.
      Sami sobie rządzili i wybierali sprzymierzeńców.
      Jakie były późniejsze losy Śląska to każdy historyk powinien wiedzieć a nie mydlić oczy "polskością"
      Ale wracając do tematu:
      "Jak uczyć historii Górnego Śląska".
      Myślę, że uczyć prawdy.
      Historia mojej rodziny na Śląsku nie zaczyna się od "węzła dziadka z Wermachtu" - ale prawie od powstania naszej miejscowości.
      W książce o historii mojej miejscowości moje nazwisko pojawia się już w 1800 roku, więc wiele lat przed wybuchem II wojny światowej.
      Dziadek uczestniczył w I i II wojnie Światowej, opowiadał mi o Powstaniach Śląskich, był w niewoli niemieckiej i na Sybirze.
      Jeśli było powiedzenie:
      "Polacy nie gęsi i swój język mają"
      To ja napiszę:
      "Ślązacy nie gęsi i swoją historię znają"
      Co więcej, z inicjatywy wielu lokalnych badaczy, miłośników historii powstało wiele cennych publikacji.
      Np. Książka Józefa Tomasza Jurosa - " W Dolinie Małej Panwi"
      Ale jest też wiele innych książek o różnych miejscowościach śląskich.
      Niektóre gazety na Śląsku mają wkładki historyczne.
      W TVP były programy o pięknej historii i kulturze Śląska.
      Naprawdę, nie trzeba na nowo pisać historię Śląska, już jest napisana, ukazana, ale trzeba trzymać się prawdy.
      Bo prawdziwy Ślązak z dziada, pradziada wie jak było.
      Ps:
      Mnie samemu nie wolno było "goudać po ślunsku" za to były kary a nie "przekonanie".
      Chyba, że chodzi o tych co karali, bo zapewne karali z "przekonaniem", że nie wolno nam było być Ślązakiem na śląskiej ziemi.




    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół