• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Gerard z drużyny Niebieskich

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 46/2014

    dodane 13.11.2014 00:00

    Chorzów pamięta o Gerardzie Cieśliku. W pierwszą rocznicę jego śmierci fontanny tryskały tu niebieską wodą, a na Urzędzie Miasta zawisło ogromne zdjęcie piłkarza.

    Ta wielka fotografia jest złożona z małych zdjęć ludzi, którym Gerard Cieślik jest bliski. Ten wspaniały piłkarz i skromny człowiek zmarł w Chorzowie 3 listopada 2013, w wieku 86 lat. Grał tylko w jednym klubie: w Ruchu Chorzów. W grę wkładał całe serce, angażował się na sto procent, więc oklaskiwali go nawet kibice konkurencyjnych drużyn. Jak nie szanować człowieka, który po swoim strzale zakończonym uznaniem bramki mówi sędziemu, że gola nie ma, bo piłka wpadła od zewnętrznej strony, przez dziurę w siatce? A Cieślik tak właśnie zrobił w czasie meczu z Cracowią. Gol anulowano. Który piłkarz zachowałby się dzisiaj podobnie?

    To on był jednym z bohaterów znanej przed laty piosenki „Trzej przyjaciele z boiska”. Raz w Łodzi, gdzie na wyjeździe Ruch wygrał z Widzewem 9:1, Gerard wyciągnął w tramwaju harmonię. „Ja grałem, a cały tramwaj skandował: »Ruch! Ruch!«” – opowiedział Rafałowi Zarembie, autorowi książki „Gerard Cieślik. Urodzony na boisku”. Był nieduży, ledwie przekraczał 160 cm wzrostu, a w pojedynkach główkowych wygrywał często nawet z prawie dwumetrowymi dryblasami. Kierował piłkę do bramki, nie sygnalizując strzału, w najmniej spodziewanej chwili, nieraz „nożycami” z przewrotki.

    W 1957 r. na Stadionie Śląskim w słynnym, zwycięskim meczu reprezentacji Polski ze Związkiem Radzieckim, dwa razy pokonał Lwa Jaszyna, jednego z najlepszych bramkarzy w historii futbolu. Do końca życia skromnie powtarzał, że te gole to zasługa jego kolegów, którzy wypracowali mu sytuacje. Mógł zarabiać krocie w innych klubach. Kuszono go mieszkaniem w Łodzi, a nawet, by nie wrócił z wyjazdu do Szkocji i grał tam jako zawodowiec. Nie chciał. Tłumaczył, że miałby wtedy pieniądze, ale nie miałby zadowolenia. A zadowolenie ma tylko z rodziną w swoim kochanym Chorzowie. Według przyjaciół, naprawdę żył hasłem, które dla innych brzmiałoby górnolotnie: „Honor, Ojczyzna, Ruch”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół