• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Będzie bitwa. Enter

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 33/2014

    dodane 14.08.2014 00:00

    Jak we wrześniu 1939 r. – Staramy się czytać wspomnienia. Z tej lektury nie wynika, że Niemcy w 1939 r. byli wszechmocni. Tylko że my mieliśmy trochę za mało sprzętu. Brakowało samochodów, lotnictwa i trochę szczęścia – mówi Marcin Tutaj z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Grupa Operacyjna Śląsk”.

    Pomysł na stworzenie śląskiej grupy rekonstrukcji września 1939 r. zrodził się 10 lat temu wśród mężczyzn ze Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium”. To pasjonaci, którzy na co dzień opiekują się m.in. schronami w Dobieszycach, w Rudzie Śl.-Kochłowicach, Chorzowie czy Świętochłowicach. Gdy zaczęli remontować te miejsca, udostępniać je i pokazywać turystom, wpadli na kolejny pomysł. Stwierdzili, że fajnie oprowadza się w dżinsach i w koszulce, ale jeszcze lepiej byłoby także poprzez ubiór oddać ducha tamtych czasów.

    Zaczęli odtwarzać sylwetki żołnierzy, którzy służyli w tych schronach. Im bardziej „nasi żołnierze” wczytywali się w historię początku II wojny światowej, tym mocniej przenosili ją w realia współczesności. Dziś ok. 20 mężczyzn – studentów czy już pracujących – m.in. z Zabrza, Bytomia, Chorzowa, Gliwic, Piekar Śl., Sosnowca czy Sławkowa, poza opieką nad schronami, zajmuje się inscenizacjami, rekonstrukcjami i udziałem w uroczystościach państwowych. Co ciekawe, nie spotykają się regularnie. Łączy ich... internet, gdzie na specjalnym forum wymieniają się swoimi pomysłami i ustalają zasady „wojennej gry”.

    Polsko-niemiecki Śląsk

    Istotą rekonstrukcji jest to, by była wierną kopią wydarzeń sprzed 75 lat. – Najlepiej byłoby, gdybyśmy byli w stanie odtworzyć wszystkie jednostki, jakie brały udział w danym wydarzeniu. To jednak jest praktycznie niemożliwe. Bywają sytuacje, że jest nas więcej niż Niemców, a powinno być na odwrót – śmieje się M. Tutaj. Największa rekonstrukcja co roku w maju odbywa się pod Wyrami – to bitwa wyrska. – Nie wszyscy wiedzą, że 2 września na Górnym Śląsku, w okolicach Mikołowa, Pszczyny, Kobióru, zgrupowanych zostało dużo jednostek polskich właśnie dlatego, że Niemcy uderzyli na tzw. Redutę Mikołowską. Wiedzieli, że tam kończy się pas polskich umocnień. Nie wiedzieli jednak, że sięga tam nasze wojsko. Bitwa wyrska pokazuje, że polskie jednostki były w stanie się zorganizować, obronić i odrzucić Niemców na pozycje wyjściowe – tłumaczy Marcin. W tym roku rekonstrukcji towarzyszył specjalnie przygotowany schron, były zasieki i... dużo Niemców. Kolejnym ważnym wydarzeniem jest rekonstrukcja w Tomaszowie Lubelskim, której towarzyszą zabudowania imitujące miasto. – Jednostki, które rekonstruujemy, przeszły długi szlak bojowy. Chłopaki od 2 do 17 września szli z Chorzowa, z Katowic, z Sosnowca, łącznie ponad 350 km. Pod Tomaszowem nie starczyło już sił i środków na to, żeby dalej walczyć. Część jednostek została rozbita, część skapitulowała z braku sprzętu i amunicji, część przedarła się do Rumunii, część trafiła do niewoli, a reszta wróciła do domów – opowiada Marcin. Ślązacy i mieszkańcy Zagłębia w swoich inscenizacjach czy rekonstrukcjach pokazują także specyfikę Śląska. W pewnej z przedstawianych przez nich scen widzimy sąsiadów mieszkających w jednym familoku. Jeden służył w polskich jednostkach, drugi – w Wehrmachcie. Podobną sytuację przypomniał im także zmarły w ubiegłym roku kapral Franciszek Grzegorzek z Pszowa, weteran 75. Pułku Piechoty. „Nasi żołnierze” odwiedzili go w grudniu 2012 r. – Dla niego niesamowite było, że przyjechali do niego ludzie w mundurach, ze sztandarem, którzy starają się upamiętnić to, w czym brał udział – wyjaśnia M. Tutaj. – Opowiadał nam, że 1 września 1939 r. byli zgrupowani w Siemianowicach Śląskich i wtedy w nocy Freikorps zaczął przejmować kopalnię „Michał”. Dostali rozkaz wymarszu, ich pododdział wyszedł na patrol, udało im się odbić kopalnię i aresztować tych dywersantów. Ustawili ich w szeregu i nagle jeden z nich zapytał po polsku: „Co z nami zrobicie?”. Okazało się, że ten mężczyzna mieszkał niedaleko pana Franciszka. Przyjechała policja, zapakowali ich do autobusu i pojechali do Katowic. Potem po wojnie weteran spotkał się z bratem tego człowieka, pracowali razem w kopalni. Grupa rekonstruuje część zadań jednostek wchodzących w skład Armii Kraków, powołanej w marcu 1939 r. do obrony Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego i części południowej Polski. W jej ramach działała Grupa Operacyjna „Śląsk” w składzie 23. Górnośląska Dywizja Piechoty i 55. Dywizja Piechoty Rezerwowej. 23. GDP składała z 11. Pułku Piechoty z Tarnowskich Gór, 75. Pułku Piechoty z Chorzowa i 73. Pułku Piechoty z Katowic. Jednostka zrzeszała Górnoślązaków oraz Zagłębiaków. Do tego dochodziła jeszcze m.in. grupa forteczna – jednostki, które obsadzały schrony.

    Dałby radę tylko „Schleswig-Holstein”

    Współcześni śląscy żołnierze główny nacisk kładą na 75. PP z Chorzowa. Dwa lata temu otrzymali od miasta kopię sztandaru tej jednostki. – Oryginalny został zakopany pod Tomaszowem Lubelskim. I nikt na razie go nie znalazł. My staramy się odnaleźć mapkę, na której jest zaznaczone, gdzie może być zakopany. To jest nasz dodatkowy projekt, może zbyt ambitny – wyjaśnia M. Tutaj. Mężczyźni biorą także udział w Gwarkach Tarnogórskich. Tam prezentują się jako 11. Pułk Piechoty, biorąc udział w pochodzie przez miasto. Dopingowani przez mieszkańców i przyjezdnych, razem z innymi grupami przedstawiają historię Tarnowskich Gór od średniowiecza aż po czasy najnowsze. Na co dzień opiekują się schronem bojowym nr 5 w Chorzowie, który jest nietypowy, jak na tego typu fortyfikację – ma kondygnację podziemną, gdzie mieściły się pomieszczenia socjalne. Idea postawienia tego schronu polegała na zabezpieczeniu tzw. klina bytomskiego, miejsca, gdzie granica Trzeciej Rzeszy „wcina się” w polskie terytorium. – Ciekawostką jest to, że ten ciężki schron bojowy był nie do rozbicia przez ówczesną artylerię. Można by go było rozbić, gdyby podpłynął tam „Schleswig-Holstein” i użył najcięższych dział – wyjaśnia pasjonat historii września ’39. Żołnierze mają też po 3 mundury (wzór 19 z lat 20., wzór 36 z 1936 r. i lniany mundur używany przez żołnierzy w czasie ćwiczeń polowych). Na początku kupowali je z demobilu po Ludowym Wojsku Polskim czy po innych służbach i przerabiali na te z okresu międzywojnia. Teraz ubiory szyją niedaleko Lublina w specjalnej firmie krawieckiej. Jest też płaszcz, wzór 36. Wyposażeniem żołnierza są również tornister i pas z ładownicami, do których standardowo mieściło się 60 pocisków. Sprytniejsi żołnierze ładowali ich aż 90. – To było cholernie ciężkie, ale lepiej mieć więcej amunicji niż stwierdzić, że nie ma czym strzelać – wyjaśnia Marcin. Żołnierze mają też łopatkę, często myloną z saperką, która służy do wykopania schronienia na otwartej przestrzeni. Są też bagnet i broń. To kopia karabinka czterotaktowego wzór 29 i ręcznego karabina maszynowego wzór 28, wyposażonego w instalację gazową. Działalność grupy to także troska o mogiły poległych żołnierzy. Nie jest to łatwe, gdyż przede wszystkim są to groby zbiorowe. – Gdy w zeszłym roku byliśmy w Ulowie [miejscowość pod Tomaszowem – przyp. aut.], rozmawiałem z miejscowym chłopakiem, który powiedział, że często, jak orają ziemię, wykopują nieśmiertelniki. Przyniósł mi taką blaszkę z września 1939 r.: „Dawid Landau, Będzin, wyznania mojżeszowego”. Nie chciał mi jej sprzedać, zrobiłem jedynie zdjęcie. Bardzo chciałbym się dowiedzieć, kim był ten człowiek – mówi Marcin. To już wykracza poza hobby. • Grupę Operacyjną „Śląsk” w najbliższym czasie będzie można spotkać 5 września w Chorzowie, gdzie odbędą się uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej 75. PP. Osoby zainteresowane członkostwem i działalnością grupy więcej informacji znajdą na: goslask.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół