• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • O jedno słowo za dużo

    Damian Orłowicz

    |

    Gość Katowicki 30/2014

    dodane 24.07.2014 00:00

    – Daj się pocałować. – Ale ksiądz proboszcz mówi, że to grzech. 13 lipca w śląskim skansenie, na podstawie autentycznych zapisków sądowych odnalezionych w Berlinie, wystawiono „Obrazki ze wsi Chorzów”.

    Niewykluczone, że chorzowski spektakl był pierwszym tego rodzaju w Polsce. – Odtworzyliśmy historie sądowe sprzed lat, co zdarza się w niewielu miejscach. Mało wsi w Polsce dysponuje tak pełnymi zapisami sądowymi – mówi Andrzej Sośnierz, prezes Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. Przedstawienie cieszyło się dużym zainteresowaniem. Wśród publiczności pojawił się prezydent Chorzowa Andrzej Kotala, którego nazwisko znalazło się w zapiskach sądowych. Nie było ono jedyne, występowały także: Bieńkowicz, Grochal, Głuch, Bieniek i wiele innych.

    Litkup jak pieczęć

    Aktorzy śląskiej sceny teatralnej, m.in. Andrzej Kowalczyk, Maria Meyer czy Dariusz Niebudek, opowiedzieli cztery historie ludzi mieszkających w Chorzowie i Dębie w epoce renesansu i baroku. Usłyszeć można było o Dorocie Chybidziurzance, która po romansie z Frankiem Grochalem została wyrzucona ze wsi za cudzołóstwo. Franek, zabiegając o względy swojej wybranki, zapewniał ją o tym, jak bardzo ją miłuje. Jednak gdy przyszła pora na zeznania przed sądem wiejskim, jego miłość... dziwnie się ulotniła. Każda część przedstawienia odnosiła się do zdarzeń, jakie mają miejsce także dzisiaj. Mieszkańcy starodawnego Chorzowa często urządzali bijatyki w karczmie, latały stoły, łamały się ławy, a trunki lały się strumieniami. W dzisiejszych czasach pewnie odnalazłby się także Jan Głuch, który zdradził swoją żonę. Przyznał się do stawianego mu zarzutu, nie otrzymał jednak wielkiej kary. Dlaczego? Bo – według sądu – wina była też po stronie żony, z którą ciężko było wytrzymać. Kobieta, w przeciwieństwie do reszty mieszkańców wsi, zawsze mówiła o jedno słowo za dużo. Ją też spotkała kara: leżenie krzyżem podczas Mszy świętej w kościele. Inny z obrazów przedstawiał sytuację matki, która – nie chcąc mieszkać z żadnym z dzieci – postanowiła oddać swoją ziemię Janowi Grycholi. Czemu nie chciała przebywać u swoich dzieci? Bo nie przepadała za synową, a córkę uważała za nieroba. Ciekawostką było znaczenie wypicia tak zwanego litkupu, czyli poczęstunku potwierdzającego i gwarantującego nienaruszalność zawartej umowy.

    Nazwisk jest więcej

    Księga sądowa wsi Chorzów i Dębu obejmuje lata 1534–1804. Odnaleziona została w archiwum w Berlinie przez prof. Tomasza Falęckiego. W czasie drugiej wojny światowej przechowywał ją bibliotekarz Richard Schmidt, który badał dzieje śląskiego miasta. Uciekając przed Armią Czerwoną, wywiózł księgę do Oberhausen w Zagłębiu Ruhry, skąd trafiła po jego śmierci do archiwum stolicy Niemiec. W ubiegłym roku Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie postanowił skserować jej treść. Wybrane epizody nie są jedynymi, które opisane zostały w dokumencie znalezionym w Berlinie. – Wszystkie te historie ukażą się w książce, którą wydamy jeszcze w tym roku. Oczywiście, będą pisane w tamtym języku, więc nie będą łatwe do czytania – zapowiada A. Sośnierz. – Niewykluczone, że powtórzymy to przedstawienie. Być może nie wszyscy chętni mieli okazję zobaczyć „Obrazki ze wsi Chorzów”, a mieszkańców o występujących tam nazwiskach jest znacznie więcej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół