• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Ciemne Typy się nie smucą

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 29/2014

    dodane 17.07.2014 00:00

    Cammino di Pier Giorgio 2014. Najpierw wsiadają do wehikułu czasu. Działa. Jest początek XX wieku. Młody Włoch oprowadza ich po górskich szlakach. Uśmiecha się, gdy mówią, że zostanie błogosławionym.

    Tak w skrócie opisać można drugą już edycję Cammino di Pier Giorgio, czyli forsownego pielgrzymowania śladami błogosławionego. W zeszłym roku brała w nim udział młodzież. Tym razem inicjatywa poszerzyła się o krąg rodzin związanych z Fundacją Rodzin Polskich im. św. Jana Pawła II w Świętochłowicach. Swoje „cammino” rodziny rozpoczęły ostatniego czerwca. Zaraz po nich, śladami Frassatiego, pielgrzymowali młodzi archidiecezji. Łącznie ponad 100 osób cofnęło się o jakieś 100 lat i przez kilka dni żyło życiem Piera Giorgia Frassatiego. Niemożliwe? A jednak.

    Dobry jak włoski makaron

    Pier Giorgio Frassati to patron niedawnej ewangelizacji Rybnika, który żył na początku ubiegłego wieku. W życiorysie Włocha znaleźć można niejeden polski akcent: odwiedził Katowice, jego siostrzenicą jest Wanda Gawrońska – córka polskiego dyplomaty Jana Gawrońskiego i Luciany z domu Frassati. Błogosławiony jest przede wszystkim orędownikiem młodzieży i założycielem Stowarzyszenia Ciemnych Typów, które za cel stawia sobie modlitwę i apostolat przez wycieczki górskie. Dewizą grupy są słowa: „Pochi ma buoni come i maccheroni” (niewielu, ale dobrych jak makaron). Absolutną zasadą ich działania jest także dobry humor. Niemal wszyscy uczestnicy młodzieżowej pielgrzymki to Ciemne Typy. Zresztą podobny też był cel pielgrzymki: poznać patrona, zafascynować się nim, a potem przejść na... jasną stronę Ciemnych Typów. Jako pierwsze śladami błogosławionego ruszyły „fundacyjne rodziny”. Tworzą je niezamożne małżeństwa, często wielodzietne, na co dzień doświadczane różnymi problemami. Zaproponowana im pielgrzymka dla wielu była pierwszym zagranicznym wyjazdem. Udał się dzięki zaangażowaniu fundacji i wielu sponsorów. Samo „cammino” było dla nich zwieńczeniem półrocznego poznawania Piera Giorgia. Ideą obu pielgrzymek – jak wyjaśnia ks. Krzysztof, główny organizator – było poznanie Piera Giorgia, jego drogi do świętości, sposobu na codzienne głoszenie Ewangelii. Wszystko po to, by samemu iść, głosić i stawać się świętym. W ich programie znalazły się więc miejscowości związane z błogosławionym, przede wszystkim Turyn (miejsce narodzin, śmierci, pomocy ubogim) oraz Pollone (rodzinna posiadłość i miejsce wakacji). Były także góry: Alpy Bielleńskie (wokół Oropy) – dla rodzin i Alpy wokół Doliny Aosty (wyższe) – dla młodzieży. – Chodziło o to, by przejść drogami, którymi chodził Frassati, modlić się w miejscach, w których on się modlił, wspinać się tam, gdzie on się wspinał – wyjaśnia ks. Krzysztof. Pier Giorgio nazywany jest apostołem miłosierdzia i błogosławionym otwartym na pomoc każdemu, z tego też względu na pielgrzymów czekała również wolontaryjna praca. Rodziny pomagały w zaprzyjaźnionym szwajcarskim Lugano, m.in. klasztorze sióstr. Młodzi służyli pomocą w schronisku górskim w Dolinie Aosty. Czyścili z kamieni górską drogę do schroniska, wnosili pod górę drewno na opał, sprzątali budynek. W czasie cammino pielgrzymi omadlali też intencje przekazane przez tych, którzy zostali w domach.

    Mordercze tempo

    – Wreszcie poznaliśmy błogosławionego, a nie tylko suchą teorię z książek, artykułów czy opowiadań. Mogliśmy dotknąć łóżka, na którym umierał, przejść góry, które codziennie przemierzał. Poznaliśmy siostrzenicę błogosławionego, panią Wandę, która jest człowiekiem niezwykle ciepłym. Była przeszczęśliwa, że do Pollone w końcu dotarły też rodziny. Poznaliśmy wielkość Turynu, po którym błogosławiony chodził, idąc do biednych, do slumsów. Frassati opiekował się podobnymi rodzinami, którymi my się opiekujemy. Dla nas, ludzi pracujących w fundacji, niesamowite było uświadomienie sobie, że prawie 100 lat temu ten człowiek robił to, co my dziś staramy się robić. Fundacja została powołana po to, aby ratować rodziny i małżeństwa, które są w różnych sytuacjach konfliktowych, gdzie brak relacji powoduje, że ludzie chcą się rozejść, a dzieci nie mają wspólnego języka z rodzicami – mówi Eugeniusz Fick, prezes Fundacji Rodzin Polskich im. św. Jana Pawła II w Świętochłowicach, współorganizatora „cammino” dla rodzin. O pielgrzymowaniu mówi także Bartosz Grabarczyk, Ciemny Typ z Radlina, uczestnik młodzieżowego „cammino”, z Pierem Giorgiem związany jakieś 10 lat. – Było to dla mnie pierwsze prawdziwe i dogłębne poznanie patrona. Uczestniczenie z nim w tym, co robił, mimo że żył prawie 100 lat temu. Tak samo jak on jestem mocno związany z górami. Może zabrzmi to śmiesznie, ale chwycenie za czekan, z którym Frassati chodził po górach, było dla mnie niesamowite. Możliwość poznania pani Wandy była dla mnie wielką radością. Ona, tak samo jak ja, nie poznała błogosławionego osobiście, tylko z opowiadań swojej mamy. Widzę, jak dba o to, żeby przekazywać młodym ludziom dzieło, które rozpoczął. – Pielgrzymka była intensywna, a jej tempo – niemal mordercze. Dzień po dniu w innym miejscu. Dobrnęliśmy jednak do końca radośnie, choć oczywiście nie mnie oceniać, i z przekonaniem, że było warto. Dowodzi tego to, co napisał Maciej, jeden z uczestników „cammino” dla młodzieży: „Dziękuję bardzo za pielgrzymkę. Było ciężko, trudno, ale właśnie dlatego było świetnie. I uświadomiłem sobie, że takie jest chrześcijaństwo: ciężkie i trudne, ale piękne”. Postulatem obu grup była też kolejna edycja za rok – podsumowuje ks. Krzysztof.• Obszerne relacje z galeriami zdjęć na: katowice.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół