• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Poranek księdza Franciszka

    Franciszek Kucharczak


    |

    Gość Katowicki 23/2014

    dodane 05.06.2014 00:00

    Ksiądz Franciszek Otremba wstawał wcześnie rano – o 4.00, czasem nawet wcześniej.


    – Wie pani, jest taka reklama, że najmilszą chwilą poranka jest kawy filiżanka. A ja odkryłem, że dla mnie najmilszą chwilą poranka jest 40 minut przed Najświętszym Sakramentem – powiedział niedawno mojej żonie.
 O świcie 26 maja ksiądz Franciszek nie dotarł na swoją „szczęśliwą chwilę” w kościele – dla niego zaczęła się szczęśliwa wieczność. Czy szedł do kościoła, czy wracał ze spaceru... – nie wiadomo. Znaleziono go przy furtce. Było z nim chyba tak jak w pieśni: „Wejdę w zmartwychwstanie, nie spostrzegłszy śmierci”.


    Parafianie z kościoła werbistów, przy którym ks. Franciszek zamieszkał na emeryturze, bardzo cenili sobie jego codzienne homilie, które wygłaszał w czasie Mszy o 6.00 rano. Nie tylko oni zresztą. Nic dziwnego – były owocem „porannego spotkania”. Ale żadnej z nich nie przeczytamy – ksiądz miał zasadę, że nie zostawiał notatek. Chciał ustrzec się rutyny i utartych schematów, tak aby każda homilia była nowa, przygotowana specjalnie na tę chwilę i żadną inną.


    – Wiesz, tam jest taki niezwykły spowiednik – słyszałem nieraz od ludzi, którzy trafili do niego do spowiedzi. A nie było trudno trafić, bo ks. Franciszek godzinami dyżurował w stałym konfesjonale u werbistów. Spowiadał także wielu księży. – On zwrócił mi uwagę, że nie przypadkiem tylko jedna z modlitw brewiarzowych zawiera słowo „godzina”. Bo „godzina czytań” nie powinna trwać tak krótko, jak ja się modliłem. Nigdy o tym wcześniej nie pomyślałem – opowiadał mi kiedyś, wyraźnie poruszony, jeden z nich.


    Niejeden ksiądz zawdzięcza temu kapłanowi pomoc w rozpoznaniu powołania. Ks. Franciszek posiłkował się w tym dziele zaprzyjaźnionymi karmelitankami z Gdyni, którym podsyłał chłopaków na rekolekcje. Sam bywał u sióstr, kiedy tylko mógł. To był jego azyl, strefa modlitwy. „On żył Kościołem” – mówią o nim siostry z Gdyni, proszone o jego najkrótszą charakterystykę.


    Na wiadomość o jego śmierci nie poczułem smutku, raczej przypływ ciepłej pewności, że bieg szczęśliwie ukończył. A potem przyszła mi do głowy egoistyczna myśl: „Oj, to teraz straciłem księdza, który się za mnie modlił” (bo kilka lat temu ks. Franciszek wpisał mnie do swojego „modlitewnego pakietu” i zapewniał mnie o modlitwie jeszcze kilkakrotnie). Ale zaraz dotarło do mnie: teraz to on dopiero się będzie modlił!


    Spojrzałem na kalendarz (pamiętając, że święci ludzie często umierają w dniu jakiegoś kościelnego święta). Taka zwykła data. Dopiero potem ktoś mi przypomniał, że choć Kościół przeniósł liturgiczne obchody tej uroczystości na niedzielę, przecież to jest 40. dzień po zmartwychwstaniu. Wniebowstąpienie!


    No tak. Wszystko jasne.


    Więcej o śp. kapłanie oraz relacja z pogrzebu na: katowice.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół