• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Emigranci z Niemiec

    Przemysław Kucharczak


    |

    Gość Katowicki 19/2014

    dodane 08.05.2014 00:00

    Pod prąd. We dwoje zarabiali w RFN-ie
 cztery niemieckie średnie krajowe. Jednak to rzucili i po ośmiu latach wrócili na Śląsk, do Czyżowic 
pod Wodzisławiem.


    Dlaczego? – Bo nam w Niemczech brakowało takiego ludzkiego wymiaru życia – tłumaczą Małgosia i Olek Szczyrbowie.


    Był i drugi powód: bali się o dzieci, wyrastające w środowisku, które porzuciło Jezusa. Widzieli, jak dorastające dzieci chrześcijan w Niemczech odrzucają Kościół. – Obawialiśmy się, że nie będziemy dość mocni, żeby nasze dzieci przekonać do wiary. Większość naszych znajomych, którzy zostali „w Nimcach” na stałe, ma dzisiaj ze swoimi dziećmi problemy. Albo wpadły w narkotyki, albo żyją z „partnerami” bez ślubu. Tam jest na to tak silne społeczne przyzwolenie, że osamotnionym rodzicom jest bardzo trudno dzieciom takie sprawy wytłumaczyć. To jest cena, jaką Polacy, którzy tam zostali, płacą za święty spokój – uważają Gosia i Olek.


    Chrzest taki niemodny


    Wyjechali do Niemiec w kwietniu 1989 roku z 8-miesięcznym wtedy synem Jakubem. Już w RFN-ie urodziła się im Karolina. Olek, absolwent ochrony środowiska na Politechnice Wrocławskiej, dostał świetną pracę w produkującej kotły firmie Viessmann. Po kilku latach awansował na stanowisko kierownika oddziału. Zarabiał 5700 marek, czyli trzy niemieckie średnie krajowe. Gosia przynosiła jedną średnią krajową z pracy w gabinecie dentystycznym.

    
Choć materialnie tak dobrze im się tam wiodło, już w 1992 r. z pomocą rodziców zaczęli budować dom w rodzinnych Czyżowicach. Oboje pochodzą z tej podwodzisławskiej miejscowości, a w podstawówce chodzili nawet do jednej klasy.

    
Przeszkadzało im szczególnie to, że Niemcy zatracili bliskie relacje rodzinne. Obserwowali, że ich niemieccy znajomi mieli głowy zaprzątnięte prawie wyłącznie tym, żeby mieć nowe auto, „rajza” do Meksyku i tym podobne rzeczy, związane z materialnym wymiarem życia. Niemieccy dziadkowie i babcie też nie byli w stanie przekazać młodemu pokoleniu, że w życiu najważniejsze jest coś innego, bo zostali wysłani do domów starców.

    
Mieszkali 10 km od Willingen, gdzie tryumfy święcił kiedyś Adam Małysz. Z tamtejszymi księżmi też nie rozumieli się za dobrze. Kiedy poprosili o ochrzczenie malutkiej Karoliny, ksiądz odpowiedział, że dokładnie nie wie, jak ceremoniał chrztu wygląda i musi go sobie przypomnieć. – Godo, że od dawna nie chrzcił, bo w Nimcach to wyszło z mody. Zagadywali my, że u nas w kraju jest dużo księży, a on na to, że w Polsce to może i modny zawód, ale u nich już nie... Kozoł zapłacić 5 marek, doł nom pokwitowanie i polecił prziść z Karoliną w niedziela o 9.00. I wtedy chyba jom ochrzcił... (śmiech) – wspominają.


    Kiedyś miał ich odwiedzić w Niemczech zaprzyjaźniony śląski ksiądz Zdzisław Tront. Wpadli na pomysł, żeby w parafialnym kościele odprawił dla przyjaciół Mszę św. po polsku. Poszli z tym do proboszcza, ale ten najpierw chciał poprosić o zgodę burmistrza. – A burmistrz powiedział „nie”, bo według niego jesteśmy Niemcami i mamy korzystać z Mszy po niemiecku... – wspominają.

    
Byli tym zszokowani. W Polsce żaden ksiądz nie pozwoliłby sobie narzucać takich rzeczy. – My już zdążyli na ta Mszo ludzi pozapraszać – wspomina Małgosia. A Olek kiwa głową: – Niemiecki ksiądz to jest urzędnik państwowy. Bez zgody burmistrza nic nie zrobi.


    Nas, obcych ludzi?


    Na szczęście spotkali też rodowitych Niemców, z którymi rozumieli się świetnie. – Nasz syn Jakub w szkole najbardziej zaprzyjaźnił się z Niemcem Henningiem, chociaż w klasie były też dzieci Polaków – mówi Olek. – Dziadek Henninga w czasie wojny stracił nogę gdzieś pod Opolem. Babcia jest niewidoma. Ale rodzina ich nie oddała do Altesheimu, tylko się nimi opiekuje. No i jest tam czworo dzieci. To są bardzo nietypowi Niemcy – zaznacza.

    
W 1997 r. Gosia i Olek wrócili do Polski. Urodziło im się jeszcze troje dzieci. Tyle że po doświadczeniu rodzenia w polskim szpitalu najmłodszą Madzię Małgosia pojechała urodzić znowu w Niemczech... Rodzina Henninga czasem ich odwiedza w Czyżowicach. – Jak jechali do nas piyrszy roz, spodziewali się w Polsce samych lasów z wilkami... Na miejscu byli w szoku – śmieje się Olek.

    Jeszcze większy szok goście przeżyli, kiedy odkryli, jakimi ludźmi są Polacy.

    
W tym miejscu wielu czytelników, przyzwyczajonych przez media do połajanek, jakim to podobno beznadziejnym jesteśmy narodem, spodziewa się, że goście z Niemiec się nami rozczarowali. A tu – niespodzianka. Bliscy Henninga zachwycili się ludzkim wymiarem życia Polaków. Zwłaszcza że nie trafili do wielkiego miasta, ale do wsi zamieszkanej przez żyjących tradycyjnie Ślązaków. Zobaczyli, jak Olek wita się przez płot ze swoim sąsiadem Wojtkiem. Wojtek zaproponował: „Tóż przidźcie wieczór na ognisko”. – Jak to powtórzyliśmy Gizeli, matce Henninga, powiedziała: „No tóż idźcie, my tu poczekomy”. My: „Ale oni was też zapraszajom”. Gizela: „Nas, obcych ludzi?!” To im się nie mieściło w głowach, to całkiem poza niemieckimi standardami. Tak się im u naszych sąsiadów podobało, że aż do niedzieli rano z nimi siedzieli, wypili skrzynka piwa, pośpiewali – wspomina Aleksander.


    W zeszłym roku Kuba, najstarszy syn Szczyrbów, zaprosił Henninga na swój ślub. – Niemcy nie mają też takich imprez jak my – zauważa Małgosia. Po weselu zachwycony Henning oświadczył, że jeśli kiedyś będzie się żenił, to wesele też chce mieć w Polsce.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • ja
      02.06.2014 18:53
      coś im chyba nie wyszło z tym wychowywaniem dzieci. Z tego co wiem to ich córka już 3 lata mieszka z chłopakiem bez ślubu. O tym nikt nie wspomniał...
    • ja
      02.06.2014 18:53
      coś im chyba nie wyszło z tym wychowywaniem dzieci. Z tego co wiem to ich córka już 3 lata mieszka z chłopakiem bez ślubu. O tym nikt nie wspomniał...
    • ja
      02.06.2014 18:57
      coś im chyba nie wyszło z tym wychowywaniem dzieci. Z tego co wiem to ich córka już 3 lata mieszka z chłopakiem bez ślubu. O tym nikt nie wspomniał...
    • obiektywna
      03.06.2014 10:24
      no chyba ich nie znasz właśnie. Jakoś ktoś w tym fantastycznym artykule nie wspomniał o tym, że ich najstarsza córka miesza ze swoim "partnerem" już od trzech lat.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół