• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Wielkie badanie w Goczałkowicach

    Przemysław Kucharczak

    dodane 12.02.2014 15:35

    Jeden stopień klasy czystości zyskał Zbiornik Goczałkowicki dzięki badaniom naukowców. Od czterech lat ten akwen bada ponad 80 specjalistów.

    Ptactwo w płytszej części Zbiornika Goczałkowickiego. Wystawa towarzysząca konferencji na Wydziale Prawa i Administracji UŚ   Ptactwo w płytszej części Zbiornika Goczałkowickiego. Wystawa towarzysząca konferencji na Wydziale Prawa i Administracji UŚ Przemysław Kucharczak /GN To badania prowadzone w ramach ogromnego projektu „Zintegrowany system wspomagający zarządzaniem i ochroną zbiornika zaporowego”. Naukowcy spotkali się 12 lutego na UŚ w Katowicach, żeby podzielić się wynikami swoich badań. – To specjaliści z wielu dziedzin, od klimatologów, przez hydrologów i hydrogeologów, mikrobiologów, toksykologów, ichtiologów, po wielu innych naukowców – wylicza prof. Andrzej Kowalczyk, rektor UŚ ds. nauki i współpracy z gospodarką. – W wyniku tego projektu mają powstać narzędzia do zarządzania tego typu zbiornikami – dodaje.

    Andrzej Siudy z Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów, kierownik Zbiornika Goczałkowickiego, powiedział dziennikarzom, że w zarządzaniu tym akwenem już przydają się wnioski wynikające z badań. Jako przykład podał roślinność szuwarową, o którą, jak wykazali naukowcy, warto bardzo konkretnie dbać. – Od kiedy to wiemy, mamy o jeden stopień wyższą klasę czystości wody, bo szuwary działają jako biofiltr pochłaniający związki fosforu i azotu szkodliwe dla zbiornika – stwierdził. Pracownicy GPW starają się, żeby szuwarów nie niszczył lód. Robią to między innymi przez regulowanie poziomu wody. Zbiornik Goczałkowicki porasta dziś kilkaset hektarów szuwarów.

    Innym sposobem na poprawienie czystości wody jest w Goczałkowicach wspomaganie wylęgu wodnych drapieżników. Chodzi o to, żeby szczupaki i sandacze przetrzebiły ryby spokojnego żeru, które bełtają w mule i wzbijają go, uwalniając uwięziony w nim azot i fosfor. – Karp potrafi wejść na metr w muł w poszukiwaniu skorupiaków. Uwolniony azot i fosfor mogłyby doprowadzić do zakwitów, więc w czasie wylęgu ryb spokojnego żeru potrzebne są drapieżniki – tłumaczył Andrzej Siudy. – Szczupak musi mieć bardzo gęste szuwarowiska, żeby móc się wytrzeć. W czasie roztopów zalewamy więc kilkaset hektarów traw – zdradził.

    Szczupaki składają ikrę w zalanych trawach. Kilka tygodni później pracownicy przygotow ują dobre warunki dla tarła sandaczy. Efekt? Z badań wynika, że woda jest czystsza, a ryby spokojnego żeru – karpie, karasie, leszcze, płocie – zdrowsze. A to dlatego, że jest ich mniej, więc nie głodują.

    Ogromny projekt badania Zbiornika Goczałkowickiego ma się zakończyć w tym roku. Ma pomóc w takim zarządzaniu sztucznymi zbiornikami, żeby udawało się w nich harmonijnie łączyć różne funkcje: zapewnienie wody dla ludności, ochronę przed powodzią, ochronę ekosystemu i – w wielu przypadkach – umożliwić rekreację. Tak jest właśnie w Zbiorniku Goczałkowickim, którego głębsza część jest udostępniona dla żeglarzy. Na płytszą wpływać nie wolno, bo upodobało ją sobie ptactwo wodne. Jednym z rezultatów badań, który przyda się żeglarzom, jest bardzo dokładna mapa dna Zbiornika. Każdy może też korzystać, np. po zalogowaniu się na stronie internetowej Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów, z danych ponad 20 stacji meteo rozsianych w zlewni Zbiornika Goczałkowickiego. Przesyłają one on line informacje o kilkunastu parametrach wody.

     
    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół