• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Kłopoty z Mietkiem

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 07/2014

    dodane 13.02.2014 00:00

    Nie zobaczysz go w telewizji, bo to on trzyma kamerę. Ukazała się książka o Mieczysławie Chudziku, operatorze TVP Katowice aż od 56 lat.

    Teraz ma lat 75 i nadal pracuje. W dodatku jest kopalnią anegdot związanych z historią Śląska. Mirosław Słomczyński w książce „Kamerzysta”, która właśnie się ukazała, spisał jego wspomnienia.

    Chruszczow i świniorz

    Choćby to na temat przywitania Nikity Chruszczowa w Katowicach w 1959 roku. Gdy przywódca Związku Sowieckiego wsiadał do samochodu na ulicy Dworcowej, z ulicznych megafonów rozległo się gromkie: „Zalecoł mi sie, oj z Pierzyn świniorz/ I co niedzielę tu do mnie przylozł/ I choć padało, choć było ślisko,/ To się przywlekło to świniorzysko!”. Mietek i wielu innych świadków tego wydarzenia chwycili się wtedy za głowy z wrażenia.

    Nikt z „radiofonii” nie zatrzymał taśmy, a z głośników popłynęła jeszcze kolejna zwrotka o „świniorzu”, tym razem uciekającym od dziewczyny do swoich świń. Jeszcze tego samego dnia bezpieka rozpoczęła śledztwo, kto puścił piosenkę „Świniorz” na powitanie Chruszczowa. Okazało się, że była to taśma zawierająca standardowy zestaw piosenek ludowych. A ludziom przy wizycie Chruszczowa po prostu się skojarzyło... Mieczysław filmował też Augustyna Kozioła, dyrygenta wspaniałej orkiestry górniczej z kopalni „Walenty-Wawel” w Rudzie Śląskiej. To właśnie on pół wieku temu wszystkie oficjalne uroczystości zaczynał zawsze od kierowanych do muzyków słów: „Chopy, achtung! Ein, zwei, drei: »Jeszcze Polska nie zginęła...!«”. M. Chudzik nie urodził się na Śląsku, lecz pod Wołkowyskiem na ziemi grodzieńskiej, na dzisiejszej Białorusi. Przyszedł na świat miesiąc przed wybuchem II wojny światowej. Dorastał w Związku Sowieckim, a do Polski przyjechał z rodzicami i siostrami dopiero w 1957 roku, z drugą falą tzw. repatriantów. Wkrótce dostał pracę w właśnie utworzonej TVP Katowice. Najpierw jako laborant, ale szybko dostał do ręki kamerę. Ożenił się ze Ślązaczką Brygidą. Jednak zawsze nosiło go po całym świecie z ekipami dziennikarzy lub filmowców. Czasem mówił żonie, że wyjeżdża na tydzień, a wracał po... miesiącu. – Bo się bałem przyznać, że tak długo mnie nie będzie – przekomarzał się Mieczysław ze swoją żoną na spotkaniu promocyjnym książki „Kamerzysta”, które odbyło się 5 lutego w Bibliotece Śląskiej.

    Uciekaj, Gierek, uciekaj!

    Do dziś często jeździ z kamerą na Wschód. Np. za własne pieniądze pojechał do Moskwy w czasie puczu Janajewa w 1991 roku, jako jedyny polski kamerzysta. Sfilmował tam Borysa Jelcyna na czołgu. Mieczysław mówi po rosyjsku bez akcentu, więc nawet tamtejsi taksówkarze nie próbują go naciągać, bo myślą, że to „swój”. Na spotkanie z nim w Bibliotece Śląskiej przyszedł tłum ludzi, choć przecież jego twarz nie jest znana z telewizji. Ten operator jest jednak bardzo ceniony, uważany za artystę w swoim fachu. – My, reporterzy, wolelibyśmy mieć materiał jak najszybciej. Jednak Mietek na nasze ponaglenia odpowiadał: „Jak mam robić na byle jak, to nie robię, odmawiam”. Takie to mieliśmy z Mietkiem kłopoty... On pracuje powoli, porządnie i perfekcyjnie – mówił M. Słomczyński. Inny dziennikarz wspominał, jak ledwo zdążyli wrócić ostatnim kursem ze Świnoujścia na stały ląd i na kolację dostali już tylko kawałek żółtego sera, bo „Mietek robił szesnaste ujęcie tego samego dźwigu”. M. Chudzik kręcił też filmy fabularne i dokumentalne. Te ostatnie z reżyser Dagmarą Drzazgą, m.in. o ściętym w 1942 r. w Katowicach ks. Janie Masze. Za dokumentalny film „Lech Majewski – świat według Bruegla” dostał wraz z całą ekipą nagrodę Prix Italia. Wspólnie z dziennikarzami telewizyjnymi dokumentował historyczne wydarzenia. Np. w 1967 r. „obsługiwał” wizytę Charlesa de Gaulle’a w Bieruniu i Zabrzu. Także w Bytomiu uwiecznił rozpromienionego prezydenta Francji witającego się ze Ślązakami. Zauważył jednak, że ręce, które ściska de Gaulle, są zawsze takie same – długie i wyciągające się nad głowami tłumu. Okazało się, że to ręce... francuskich ochroniarzy, którzy szybko przemieszczali się za plecami szpaleru Ślązaków i na przemian podawali prezydentowi ręce do uściśnięcia. Z punktu widzenia ochrony było to najbezpieczniejsze... Prezydent krótkowidz, według operatora, mógł tego nawet nie zauważyć. Wiele jego filmów nigdy nie zostało wyemitowanych. W 1969 r., w czasie katastrofy w kopalni „Generał Zawadzki” w Dąbrowie Górniczej, gdy pod ziemią zostało uwięzionych 82 górników, nagrał niezwykłą scenę: Edward Gierek i premier Józef Cyrankiewicz biegną przez pole, uciekając przed tłumem kobiet. Były to żony i matki górników. Kręcił tę scenę z daleka, a w obiektywie kamery wyglądało to podobno bardzo śmiesznie. Na antenie taki film nie mógł wtedy pójść, ale Mieczysław chciał pokazać go kolegom w studiu. Nie udało się. Kaseta z nagraniem została od razu zarekwirowana przez bezpiekę. Może jeszcze kiedyś się odnajdzie w archiwach przejętych przez IPN?Mirosław Słomczyński „Kamerzysta. Telewizyjne epizody i historyczne zdrapki”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość
      03.05.2017 21:46
      Pan Mirosław Słomczyński autor powyżej wspomnianej książki był członkiem tak zwanej komisji weryfikacyjnej która w 1982 r wyrzucała z pracy sympatyków Solidarności pracujących w ośrodku telewizji Katowice.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół