• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Jej Piekary

    dodane 12.12.2013 00:00

    Dotarła do górnika, który niósł trumnę bł. ks. Popiełuszki. I do kuzyna monachijskiego kard. Leo Scheffczyka. Znalazła ich w Piekarach.

    Artykuły o nich trafiły do książki „Moje Piekary”. Dziennikarka Jola Kubik zamieściła tu teksty o swoim rodzinnym mieście, które publikowała w różnych pismach od 2000 roku. Np. materiał o trzech chłopakach w wieku 19, 20 i 21 lat, którzy w wakacje poszli sami w pielgrzymce z Piekar Śląskich do Rzymu. Na noclegu, jaki znaleźli na probostwie w Kopřivnicach, proboszcz Czech zachęcał ich do jedzenia kolacji słowami: „Bierzcie, na co macie huć!”. Nazywał ich też „moderne pontniki”, bo mieli GPS.

    Po 40 dniach marszu dotarli do bazyliki św. Piotra, doświadczając po drodze dobroci i przyjaźni wielu ludzi. W innym tekście Norbert Szefczyk z Piekar opowiada o swoim kuzynie Leo Scheffczyku, jednym z czterech... kardynałów w historii Górnego Śląska. Ślązacy mało o tym kardynale wiedzą, bo większość życia spędził w Monachium. Urodził się jednak w 1920 r. Bytomiu i tam się wychował, a w Piekarach, czyli po polskiej stronie przedwojennej granicy, miał kuzynów, z którymi często się spotykał. Zmarł w 2005 roku. Ten tekst pierwotnie ukazał się 11 lat temu właśnie u nas, w „Gościu Katowickim”. A czy ktoś słyszał o Józefie Bajerze? To jeden z piekarskich górników, którzy nieśli trumnę bestialsko zamordowanego przez esbeków błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Slajdy z tego pogrzebu Polacy przekazywali sobie z rąk do rąk, oczywiście, poza oficjalnym obiegiem. Obrazy gigantycznego tłumu Polaków, którzy przyszli pożegnać księdza Jerzego, ludzi wspinających się na drzewa, żeby coś zobaczyć – to robiło w czasach komunizmu ogromne wrażenie. A Ślązaków aż przechodził dreszcz na widok mężczyzn w górniczych mundurach, którzy razem z hutnikami nieśli na ramionach trumnę przyszłego błogosławionego. J. Bajer opowiedział dziennikarce, jak w dziesięciu jechali do Warszawy, rozdzielając między siebie elementy strojów górniczych, żeby w razie kontroli w pociągu nie wpaść – „jeden miał spodnie, inny bluzę, trzeci czapkę”. Na miejscu służba porządkowa parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu wyłowiła naszych górników z tłumu i zaproponowała im, żeby ponieśli trumnę razem z hutnikami. Po powrocie do Piekar pana Józefa w tej sprawie przesłuchał lokalny esbek por. Kunicki. „Pytał mnie, skąd miałem pieniądze na bilet do Warszawy, na pogrzeb ks. Popiełuszki. Ja mu na to odparłem: »Gdyby żył, nie trzeba by było jechać na pogrzeb«”. Ten artykuł utrwala kawałek historii, ważnej nie tylko dla Piekar. Jola Kubik, Moje Piekary, Jotka Usługi Wydawnicze, Piekary Śl. 2013

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół